piątek, 28 lipca 2017

Wakacyjnych przemyśleń ciąg dalszy. Czego możemy nauczyć się od...

"Pociąg jest ruchomym targowiskiem, któremu nie sposób się oprzeć, bazarem na kółkach, który porusza się w doskonałej niezależności obrazu i w miarę nabierania prędkości poprawia ci nastrój. Potrafi ukoić nawet w najgorszych okolicznościach - w przeciwieństwie do samolotu, w którym przerażony człowiek poci się z niepokoju, do autobusu, w którym mdli go od spalin, i samochodu, w którym cierpi katusze z powodu ciasnoty i paraliżu.
Jeżeli pociąg jest duży i wygodny, nie musisz myśleć o celu podróży - wystarczy miejsce w kącie przedziału, by stać się jednym z tych, którzy nie ustają w ruchu, suną po torach i nigdy nie docierają do celu; nawet nie czują, że powinni - jak ten szczęśliwe Włoch, który przeszedł na emeryturę i dzięki darmowym biletom nie wysiadł z pociągu."
Poul Theroux, Wielki bazar kolejowy. Pociągiem przez Azję. Orient Express
 
Jadę pociągiem. Nie, nie jestem w Orient Expresie... Niemniej, ten środek transportu to znakomite miejsce między innymi na rozmyślanie, dajmy na to, nawet o takim wpisie na bloga. Do tematu zainspirowało mnie pewne zdarzenie związane z pięknym sportem- wioślarstwem, który jak wiadomo, ku oburzeniu sportowców, często jest mylony z kajakarstwem.
Czy w pociągu rozmyślałam o tym, czego możemy się nauczyć od wioślarzy?
Hm. Przytoczę pewną „szkoleniową” anegdotę: Była sobie raz drużyna wioślarzy- nazwijmy ją drużyną A. Drużyna ta, poprosiła inną drużynę B o sparing. Każda z drużyn, składała się z ośmiu zawodników i obie drużyny cały czas ciężko trenowały, aby być oczywiście w doskonałej formie. W końcu odbył się zapowiedziany sprawdzian, na którym „różnicą długości łodzi” wygrała drużyna A.
Możemy się tylko domyślać jakie były nastroje drużyny B, że nawet działacze, zaczęli się zastanawiać: co należy zrobić, aby odnieść sukces podczas najbliższych zawodów? Ponieważ nie znaleziono odpowiedzi na to trudne pytanie, zatrudniono dodatkowy sztab ludzi, celem dokładnego przeanalizowania zaistniałej sytuacji oraz znalezienia optymalnego rozwiązania.
W rezultacie przeprowadzonych badań, stwierdzono, że drużyna A składa się z siedmiu wioślarzy i jednego kapitana. Odkryto również, iż drużyna przegranych składa się z tylko jednego wioślarza i aż siedmiu... kapitanów. Po takim ustaleniach faktów, działacze drużyny B wynajęli firmę konsultingową, aby ta zajęła się restrukturyzacją drużyny.
Po kilku miesiącach, teraz już „profesjonalnych” analiz, eksperci potwierdzili przypuszczenia sztabu działaczy, że w drużynie B jest za dużo kapitanów, a za mało wioślarzy. Z ich wniosku końcowego wynikało także, iż należy popracować nad inną strukturą drużyny. I tak, po wdrożeniu zalecanych zmian, skład drużyny B stał się następujący: czterech kapitanów, dwóch menedżerów, jeden top-menedżer i jeden... wioślarz. Ustalono również specjalny program pracy z wioślarzem- mający podwyższyć jego motywację oraz wolę zwycięstwa.
Odbyły się prestiżowe zawody. Drużyna A pokonała drużynę B tym razem o „dwie długości łodzi”.
Hm. Krótko. Po zawodach, działacze usunęli z drużyny B wioślarza, ponieważ wraz z resztą załogi nie byli zadowoleni z jego pracy. Jednocześnie nagrodzono menedżerów za wartościowe wskazówki, motywację drużyny w tym trudnym okresie i … ponownie zatrudniono firmę konsultingową. Tym razem ustalono, że poprzednia strategia była dobra, motywacja również, ale środki realizacji niewłaściwe.
Obecnie, stosując się do rady „ekspertów”, drużyna B jest na etapie... projektowania nowej łódki.
Fot. Teresa Kiedrowska
 
Widzicie na zdjęciu powyżej te kajaki, które wpłynęły na mieliznę?
Ale, ale... Pociąg to również miejsce w którym możemy zatopić się... w lekturze. Odruchowo spoglądnęłam kątem oka na książkę, którą trzymała w dłoni siedząca obok mnie, uśmiechająca się od czasu do czasu pod nosem kobieta. Na jednej ze stron, moją uwagę przykuł wytłuszczony podrozdział: Czego możemy nauczyć się od pocisku samosterującego? Teraz, już świadomie wyostrzyłam swój wzrok, aby znaleźć ewentualną odpowiedź na tak sformułowane, ale i jakże intrygujące pytanie. Zaczęłam czytać: „Człowiek skonstruował pocisk samosterujący i chociaż jego główne przeznaczenie możemy kwestionować, to jednak warto skorzystać z nasuwających się wniosków...” W tej samej chwili, kobieta przymknęła książkę i sięgnęła do torebki po dzwoniący telefon...
Brak odpowiedzi na tak sformułowane zagadnienia, a i tytuł tego podrozdziału obudził we mnie kontrowersyjne przemyślenia. Bo czyż nie jest tak, iż to człowiek podpatruje naturę, a następnie w oparciu o jej mechanizmy powstają różne wynalazki?
W moich myślach pojawił się pies, który ze względu na swój temperament, otrzymał imię po sławnym „sześciogwiazdkowym” generale amerykańskim. Nieupilnowany, już jako szczenię potrafił przemknąć się pomiędzy nogami, a wąską szczeliną drzwi, następnie przeskoczyć parę schodków ganku, z impetem przeturlać się po trawniku, po czym lotem błyskawicy zawisnąć na nogawce osoby, która jeszcze dobrze nie otworzyła furtki. Dodam, że ów piesek był przyczynkiem do tego, aby zamykać wejście na posesję na klucz. Pamiętam, że byli tacy, którzy nie wierzyli napisowi „Uwaga zły pies”, i po konfrontacji swoich sił na zamiary, z widokiem małej, sympatycznej białej kulki, z czarną plamą na oku niczym pirat, próbowali swoich sił w przejściu przez bramę. Tam i...
Gwoli wyjaśnienia, na szczęście owa niewiasta uchyliła jeszcze kart książki, z której dane mi było wyczytać puentę. Autorowi chodziło o fakt, iż każdy pocisk tego typu ma wbudowany mechanizm automatycznego naprowadzania na cel. Gdyby zdarzyło się nawet nieznaczne „zejście” z kursu, system sterowania wprowadza korektę, tak aby osiągnąć wyznaczony cel. Niby oczywiste. Ale, ale... jest jeden niezbędny warunek, który zaintrygował pisarza, a o którym wg badań zapomina wielu ludzi. Żeby system sterowania mógł zadziałać skutecznie, musi znajdować się w ruchu, ponieważ tylko podczas lotu funkcjonuje mechanizm naprowadzający na cel.
Słowem, i człowiek, dążący do określonego celu, bywa czasami zmuszony do odpowiedniego skorygowania błędu, celem powrotu na właściwy kurs.