wtorek, 22 sierpnia 2017

Czas odnaleziony

(...) każdy czytelnik jest, kiedy czyta, czytelnikiem samego siebie – swoim własnym. Dzieło pisarza, to tylko rodzaj instrumentu optycznego zaoferowanego czytelnikowi, aby mógł on rozeznać się w tym, czego, gdyby nie książka, nie dostrzegłby w sobie może. Rozpoznanie w samym sobie, przez czytelnika, tego, co mówi książka, to dowód jej prawdy (...)- i vice versa, przynajmniej w pewnej mierze, za różnicę bowiem między dwoma tekstami może ponosić często odpowiedzialność nie autor, ale czytelnik.
Marcel Proust, Czas odnaleziony
 
Fot. Teresa Kiedrowska

piątek, 11 sierpnia 2017

Gorące lato w mieście

Gdy tak przyglądałam się tej rzeźbie...
 
Fot. Teresa Kiedrowska
 
Czyżby ten rycerz wracał z Oblężenia Malborka? A może przy tych afrykańskich upałach wypatruje źródełka, aby zaczerpnąć odrobinę chłodnej wody do picia. Chyba nie, ale zapewniam Państwa, że jest to odpowiedni strój przeznaczony do zwiedzania Gdańska w czasie Jarmarku Dominikańskiego. Jak bezpiecznie... i bez siniaków „przepłynąć” przez ciżbę ludzi, straganów? Nie, nie podejmuję się odpowiedzi, ani relacji z tego wydarzenia. 
W taki żar lejący z nieba nawet lwy... nie pilnują fontanny?
 
 
Gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie!
Nie dojdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,
Choć się na najwyższej wzbije, a proste promienie
Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,
Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają. (...)
Jan Kochanowski, Na lipę
Dlatego gościnni mieszkańcy Gdańska już w godzinach porannych opuszczają swoje domostwa?
Tak właśnie jak na poniższym zdjęciu, wyglądają ścieżki prowadzące nad morze. Jest pusto, przyjemnie chłodno, nie powiem, że cicho, ponieważ słychać cudowne, poranne trele ptaków.
Pojedyncze aktywne osoby biegają, od czasu do czasu na ścieżce dla rowerów ktoś „śmignie”- również na rolkach. Daleko od tłumu, zgiełku...

Ktoś pływa, też i  wpław. Ma całe morze dla siebie.
Zapraszam również do poprzedniego wpisu, w którym umieściłam wakacyjną zagadkę

czwartek, 10 sierpnia 2017

Wakacyjna zagadka

Prawda jest jak rzeźba. Spojrzenie z jednej perspektywy nigdy nie wystarczy dla pełnego zrozumienia.
Penumbra
Fot. Teresa Kiedrowska
Wyobraźnia upiększa widziane obrazy, uskrzydla je, przekształca... tak wyraziła swoją myśl Jadwiga Chamiec w książce Cięższą podajcie mi zbroję. Albert Einstein twierdził, że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.
Nie muszę również nikogo przekonywać, że im lepiej mamy rozwiniętą wyobraźnię, tym skuteczniej radzimy sobie z problemami, zagadnieniami dnia codziennego. Wyobraźnia pomaga nam uprawiać różne formy twórczości, w nauce, zapamiętywaniu, rozwiązywaniu zadań matematycznych, zwiększa wrażliwość emocjonalną... Zabawa w zgadywanie jest jedną z form rozwijania wyobraźni.
To zapraszam do zabawy. Jak byście nazwali tę instalację? Z czym się Wam kojarzy ta praca?
 

piątek, 4 sierpnia 2017

Wakacje o zapachu lawendy

Każda książka jest jak głos podany przez radio. Dociera tylko do tych, którzy mają tę samą długość fali.

Fot. Teresa Kiedrowska
Zapewne są tacy wśród nas, którzy dopiero teraz zaczynają swój urlop... Nastrajają leniwie swoje wakacyjne odbiorniki, czyli ducha odpoczynku. Gdybyśmy cofnęli się wstecz, to większość z nas powiedziałaby, że wakacje kojarzą się im przede wszystkim z możliwością spania do późna, czyli słodkim lenistwem. A w upalne dni, jeszcze słodszym szaleństwem w ramach podlewania ogrodu ze specyficzną radiową melodią w tle...
 

"... Pora truskawek, rabarbaru, bobu i dziewiątej, tej dziewiątej" Jednym z takich sloganów witała nas znana prowadząca lub budził, niekoniecznie o dziewiątej głos Tadeusz Sznuka... Pamiętacie?
 
 
Kapuściński twierdził, iż odbiorca słuchający radia spodziewa się całej opowieści w trzy minuty. Dlatego z chęcią słuchamy muzyki? 
Oczywiście radio to cudowny wynalazek, jak zauważył Tuwim: jeden ruch ręką i już nic nie słychać. No chyba, że słychać je aż od sąsiada.  
 
Fot. znalezione w sieci
 
Natomiast ja, siedząc w cieniu, piszę ciąg dalszy herbacianych wywodów na temat wakacji. Upalnych wakacji... na fali? W tej opowieści nie śpimy do południa, a nawet do dziewiątej. Zsynchronizujemy zegarki, odszukujemy szufladkę w mózgu z właściwym językiem... cdn.
A Państwu z czym kojarzy się ta melodia?
I w tym miejscu, był umieszczony kultowy dżingiel Polki Lata z radiem... Miniradio Jupiter. Ze względu na problemy techniczne... Zresztą, czy ktoś nie wie o jaki sygnał chodzi?


piątek, 28 lipca 2017

Wakacyjnych przemyśleń ciąg dalszy. Czego możemy nauczyć się od...

"Pociąg jest ruchomym targowiskiem, któremu nie sposób się oprzeć, bazarem na kółkach, który porusza się w doskonałej niezależności obrazu i w miarę nabierania prędkości poprawia ci nastrój. Potrafi ukoić nawet w najgorszych okolicznościach - w przeciwieństwie do samolotu, w którym przerażony człowiek poci się z niepokoju, do autobusu, w którym mdli go od spalin, i samochodu, w którym cierpi katusze z powodu ciasnoty i paraliżu.
Jeżeli pociąg jest duży i wygodny, nie musisz myśleć o celu podróży - wystarczy miejsce w kącie przedziału, by stać się jednym z tych, którzy nie ustają w ruchu, suną po torach i nigdy nie docierają do celu; nawet nie czują, że powinni - jak ten szczęśliwe Włoch, który przeszedł na emeryturę i dzięki darmowym biletom nie wysiadł z pociągu."
Poul Theroux, Wielki bazar kolejowy. Pociągiem przez Azję. Orient Express
 
Jadę pociągiem. Nie, nie jestem w Orient Expresie... Niemniej, ten środek transportu to znakomite miejsce między innymi na rozmyślanie, dajmy na to, nawet o takim wpisie na bloga. Do tematu zainspirowało mnie pewne zdarzenie związane z pięknym sportem- wioślarstwem, który jak wiadomo, ku oburzeniu sportowców, często jest mylony z kajakarstwem.
Czy w pociągu rozmyślałam o tym, czego możemy się nauczyć od wioślarzy?
Hm. Przytoczę pewną „szkoleniową” anegdotę: Była sobie raz drużyna wioślarzy- nazwijmy ją drużyną A. Drużyna ta, poprosiła inną drużynę B o sparing. Każda z drużyn, składała się z ośmiu zawodników i obie drużyny cały czas ciężko trenowały, aby być oczywiście w doskonałej formie. W końcu odbył się zapowiedziany sprawdzian, na którym „różnicą długości łodzi” wygrała drużyna A.
Możemy się tylko domyślać jakie były nastroje drużyny B, że nawet działacze, zaczęli się zastanawiać: co należy zrobić, aby odnieść sukces podczas najbliższych zawodów? Ponieważ nie znaleziono odpowiedzi na to trudne pytanie, zatrudniono dodatkowy sztab ludzi, celem dokładnego przeanalizowania zaistniałej sytuacji oraz znalezienia optymalnego rozwiązania.
W rezultacie przeprowadzonych badań, stwierdzono, że drużyna A składa się z siedmiu wioślarzy i jednego kapitana. Odkryto również, iż drużyna przegranych składa się z tylko jednego wioślarza i aż siedmiu... kapitanów. Po takim ustaleniach faktów, działacze drużyny B wynajęli firmę konsultingową, aby ta zajęła się restrukturyzacją drużyny.
Po kilku miesiącach, teraz już „profesjonalnych” analiz, eksperci potwierdzili przypuszczenia sztabu działaczy, że w drużynie B jest za dużo kapitanów, a za mało wioślarzy. Z ich wniosku końcowego wynikało także, iż należy popracować nad inną strukturą drużyny. I tak, po wdrożeniu zalecanych zmian, skład drużyny B stał się następujący: czterech kapitanów, dwóch menedżerów, jeden top-menedżer i jeden... wioślarz. Ustalono również specjalny program pracy z wioślarzem- mający podwyższyć jego motywację oraz wolę zwycięstwa.
Odbyły się prestiżowe zawody. Drużyna A pokonała drużynę B tym razem o „dwie długości łodzi”.
Hm. Krótko. Po zawodach, działacze usunęli z drużyny B wioślarza, ponieważ wraz z resztą załogi nie byli zadowoleni z jego pracy. Jednocześnie nagrodzono menedżerów za wartościowe wskazówki, motywację drużyny w tym trudnym okresie i … ponownie zatrudniono firmę konsultingową. Tym razem ustalono, że poprzednia strategia była dobra, motywacja również, ale środki realizacji niewłaściwe.
Obecnie, stosując się do rady „ekspertów”, drużyna B jest na etapie... projektowania nowej łódki.
Fot. Teresa Kiedrowska
 
Widzicie na zdjęciu powyżej te kajaki, które wpłynęły na mieliznę?
Ale, ale... Pociąg to również miejsce w którym możemy zatopić się... w lekturze. Odruchowo spoglądnęłam kątem oka na książkę, którą trzymała w dłoni siedząca obok mnie, uśmiechająca się od czasu do czasu pod nosem kobieta. Na jednej ze stron, moją uwagę przykuł wytłuszczony podrozdział: Czego możemy nauczyć się od pocisku samosterującego? Teraz, już świadomie wyostrzyłam swój wzrok, aby znaleźć ewentualną odpowiedź na tak sformułowane, ale i jakże intrygujące pytanie. Zaczęłam czytać: „Człowiek skonstruował pocisk samosterujący i chociaż jego główne przeznaczenie możemy kwestionować, to jednak warto skorzystać z nasuwających się wniosków...” W tej samej chwili, kobieta przymknęła książkę i sięgnęła do torebki po dzwoniący telefon...
Brak odpowiedzi na tak sformułowane zagadnienia, a i tytuł tego podrozdziału obudził we mnie kontrowersyjne przemyślenia. Bo czyż nie jest tak, iż to człowiek podpatruje naturę, a następnie w oparciu o jej mechanizmy powstają różne wynalazki?
W moich myślach pojawił się pies, który ze względu na swój temperament, otrzymał imię po sławnym „sześciogwiazdkowym” generale amerykańskim. Nieupilnowany, już jako szczenię potrafił przemknąć się pomiędzy nogami, a wąską szczeliną drzwi, następnie przeskoczyć parę schodków ganku, z impetem przeturlać się po trawniku, po czym lotem błyskawicy zawisnąć na nogawce osoby, która jeszcze dobrze nie otworzyła furtki. Dodam, że ów piesek był przyczynkiem do tego, aby zamykać wejście na posesję na klucz. Pamiętam, że byli tacy, którzy nie wierzyli napisowi „Uwaga zły pies”, i po konfrontacji swoich sił na zamiary, z widokiem małej, sympatycznej białej kulki, z czarną plamą na oku niczym pirat, próbowali swoich sił w przejściu przez bramę. Tam i...
Gwoli wyjaśnienia, na szczęście owa niewiasta uchyliła jeszcze kart książki, z której dane mi było wyczytać puentę. Autorowi chodziło o fakt, iż każdy pocisk tego typu ma wbudowany mechanizm automatycznego naprowadzania na cel. Gdyby zdarzyło się nawet nieznaczne „zejście” z kursu, system sterowania wprowadza korektę, tak aby osiągnąć wyznaczony cel. Niby oczywiste. Ale, ale... jest jeden niezbędny warunek, który zaintrygował pisarza, a o którym wg badań zapomina wielu ludzi. Żeby system sterowania mógł zadziałać skutecznie, musi znajdować się w ruchu, ponieważ tylko podczas lotu funkcjonuje mechanizm naprowadzający na cel.
Słowem, i człowiek, dążący do określonego celu, bywa czasami zmuszony do odpowiedniego skorygowania błędu, celem powrotu na właściwy kurs.

wtorek, 27 czerwca 2017

Dzień dobry... wakacje!

Każda filiżanka herbaty jest wyimaginowaną podRóżą.
Catherine Douzel
 
Wakacje, wakacje, znów są wakacje... Ostatni szkolny dzwonek, świadectwo, pakowanie... Pamiętacie? Wprowadzeni w ten letni nastrój po głowach chodzą nam... podróże? Ponieważ...
Życie bez podróży jest jak potrawa bez soli? - tak przynajmniej twierdzi Elżbieta Dzikowska. Sól morska... Jest! Inna podróżniczka, nadała swojej książce nawet tytuł: Z goryczy soli moja radość.
 
Fot. Teresa Kiedrowska
 
Pierwszym warunkiem zrozumienia obcego kraju jest powąchanie go.
Rudolph Kipling

Mój wiele podróżujący znajomy, zwrócił uwagę na zdawałoby się oczywistą rzecz.
- Zauważyłaś, że w naszym kraju dróżka, scieżka nad morze prowadzi najczęściej przez las sosnowy. Na całym świecie nie spotkałem takiej kompozycji zapachowej towarzyszącej wejściu na plażę. Zapach igliwia, wierzby, nutka róży, bryzy morskiej...
 

Plaża – najwieksze łóżko świata.
Agnieszka Osiecka
 
Agnieszka wiedziała chyba co mówi. Często spacerowała brzegiem tej części plaży, wylegiwała się na słońcu? Po mojej lewicy Teatr Atelier, w którym Autorka Okularników spędziła twórcze trzy lata, a gdzie w lipcu zanuci inna znana Elżbieta: Do Wenecji daleko stąd, Wyczaruję ci bajkę...

- Jestem w niebie?
- Nie, w Trójmieście – odpowiedziałby dr House.
 
(...) Szaaa...
- To wiatr, chce nam coś powiedzieć.
- A co mówi?
- Nie wiem. Nie znam wietrznego...”
 
- „Jednak wciąż wierzę, że znajdę swój raj. Teraz wiem, że to nie miejsce na ziemi, ale stan w jakim się znajdujesz...”
 
(...)
- „Wcale nie śpię. Sprawdzam tylko światłoprzepuszczalność swoich powiek”.
 
Przeczytane? Też, ale i zasłyszane na plaży.
I tak leniwie otrząsamy z siebie całe zmęczenie jak piach, rzucamy wiatrowi, morzu na zatracenie...
 

Poszukaj filiżanki herbaty, czajnik sam się znajdzie. I teraz możesz mi opowiedzieć sto historii.
Saki
 
Oczywiście, najwspanialszym bagażem jaki powinno się przywieźć z wakacji jest ten pełen niezwykłych wspomnień. Ktoś teraz powie: nie mam urlopu. Ba! Nie stać mnie na wojaże... Tu z pomocą przychodzi medycyna chińska z całym bogactwem przysłów na takie okazje: Ten, kto znalazł się za drzwiami pokonał najtrudniejszy etap podróży.

 
Opuszczając tę strefę komfortu, warto jednocześnie pamiętać, że najdroższe podróże zaczynają się od słów, które gdzieś, kiedyś dość wyraźnie i z pewnością w głosie od jakiegoś „przewodnika”- przodownika ułyszeliśmy: „Ja znam drogę na skróty”.
- Tak! - skonstatuje ktoś inny - To jest zdecydowanie patent na ten rodzaj podrożowania, który pozostawia cię bez słów, a potem zamienia w gawędziarza.
Wszyscy wiemy jak wygląda naturalny GPS?
 
 
Wolę napis: Wstęp wzbroniony, aniżeli: Wyjścia nie ma.
Stanisław Lec
 
Lec, lecz... O czym warto pamiętać w takich przypadkach? Najważniejsze? Hm. Nigdy nie podróżuj bez swojego dziennika – przestrzegał Oscar Wilde – każdy powinien mieć coś ekscytującego do czytania w pociągu, samolocie, rakiecie itp.
Tu, przychylając się do klimatu lata i rozprawiając się ze słowami znalezionymi gdzieś tam wczoraj w necie, że pozwolę sobie zacytować: „w dzisiejszych czasach potrzeba nam dużo uśmiechu i oczywiście miłości, wszak nawet polscy pisarze o niej pisali...” i tego Państwu na wszystkich wakacyjnych szlakach życzę.
 
Znalezione w sieci
 
Szkoła? Dzieci  wiedzą wszystko. Dzień dobry... Lato! Słońce! Wakacje! ;)))

piątek, 9 czerwca 2017

Przyjaciele są jak ciche anioły

 
Widzicie tych ludzi za mną? Pędzą do pracy nie zwracając uwagi na nikogo. Czasami jesteśmy tak zagonieni, że zapominamy się cieszyć pięknem życia. A warto jest podnieć oczy, wyjąć słuchawki z uszu! Zauważmy ludzi obok, może ktoś będzie chciał nas pozdrowić, przytulić się... ”
Keanu Reeves
 
 Fot. Teresa Kiedrowska
 
Pogadać, pomilczeć, pooddychać wspólnym powietrzem... bo przyjaciele są jak ciche anioły. Nie zauważamy ich obecności? A czyż nie jest tak, że pojawiają się w naszym życiu i... już. Po prostu są. Cechy wspólne? Jakieś bliżej nie określone, trudne do sprecyzowania pokrewieństwo... dusz?
Brak poczucia czasu w obecności takiej osoby... Tak? Zastanawiacie się o co chodzi? Ten ktoś, zwany przyjaciółką, przyjacielem może zadzwonić, ba pojawić się po przysłowiowych tysiącu lat, często w środku nocy, a będziecie zachowywać się jakbyście się widzieli, rozmawiali wczoraj. Oczywiście zawsze towarzyszy człowiekowi radość na widok takiej osoby, a i dnia, i nocy do wspólnego spędzania czasu jest zawsze za mało!
 
Znacie te refleksje nad ranem, a zaczęliście gadać wieczorem, spoglądacie nagle w okno lub rozglądacie się dookoła dogasającego ogniska i zaczynacie się zastanawiać: „co tak już jasno”?
 
 
Z A. nie widziałyśmy się, nie rozmawiałyśmy... x lat? Kiedyś? Codziennie? Teraz? Każda gdzieś tam w swojej stronie świata...
Po pewnej nocnej piątkowej rozmowie telefonicznej, ustaliłyśmy rozsądnie i zgodnie niezobowiązujący termin spotkania. Sobota wieczór.
- Hej! Jesteś w domu? Mówiłaś, że będziesz.
- Hej! Hej! Jestem! Jestem! - odpowiadam z radością.
Znajomy głos przerywa mi w pół słowa:
- Co teraz robisz? - pada kolejne pytanie.
- Czekam oczywiście na ciebie – rzucam w słuchawkę odpowiedź z nutką ironii.
- To się ubieraj. Jestem teraz na rondzie...
W słuchawce słyszę szum samochodu. Szybko oceniam sytuację. A. będzie za... maksymalnie dziesięć minut?
- Jak się ubieraj? - pytam ze zdziwieniem.
Mojego błyskotliwego burknięcia pod nosem: „Przecież jestem ubrana” A. chyba nie słyszy.
- Normalnie... Jak? Jak? Jak do opery... Mam właśnie bilety, moja siostra z mężem nie mogła... dziecko zachorowało...
 
Po „entej” herbacie, chcemy zamówić kolejną, wyrasta nad nami w końcu niespodziewanie kelner.
- Proszę pań, niestety nie mogę przyjąć zamówienia. Zamykamy.
- Jak to zamykamy? - pytamy jednocześnie.
Rozglądamy się dookoła. Przecież było tu tylu ludzi...
 
Spotkania w zaprzyjaźnionym mieszanym, a czasami bardzo zgranym rodzinnym towarzystwie kończą się podobnie. O świcie?
Ale, ale... Zauważyliście pewną prawidłowość, że skąd byście nie wrócili, a zwłaszcza z grilla, restauracji... nawet z wesela o suto zastawionych stołach, przyjaciele domu płci męskiej – goście, w domu gospodarzy idą prosto do... lodówki.
 
W tym miejscu jest okazja, abym zaprezentowała klasyczne, proste angielskie danie śniadaniowe. Myślę, że my Polacy, nawet nie zdajemy sobie sprawy, ilu wśród nas jest znawców tejże kuchni.
 
Zaznaczam, że do oglądania tego filmu nie jest potrzebna znajomość języka angielskiego.
 
 
Z okazji dnia przyjaciela, nie tylko od święta- spotkania przyjaciela lub z przyjacielem życzę.

piątek, 2 czerwca 2017

Gdańskie dni dziecka

Są ciekawscy niczym lewki,
Lubią wiedzieć co się stanie,
Gdańsk poznają od podszewki,
To najmłodsi są gdańszczanie.
 
Fot. Teresa Kiedrowska
Ref. I zabytki i pomniki,
I podwórka i chodniki,
Każdy miasta zna zakątek,
Akademia Gdańskich Lwiątek.
Chcą dokładnie wszystko zbadać,
Wolny czas spędzają twórczo,
 
A wędrując po lwich śladach,
Dobrze bawią się i uczą.
 
Piosenka Gdańskich Lwiątek
Tekst: M. Piotrowski,
Muzyka: M. Rybiński
 
 
Bądź odważny tak jak lew
Płynie w Tobie gdańska krew
Mądrość przodków znad Motławy
Dziś zapragniesz z nami sławy

Ref. My jesteśmy gdańskie lwy
Nie są straszne nasze kły
Nasze grzywy i pazury
Gdy śpiewamy to drżą mury. (...)


Gród nasz stary, zabytkowy
Tarczą z herbem osłaniamy
By w świetności swej gotowy
Był na wieki uwielbiany.
Być odważnym i rozważnym
To dewiza wciąż jest lwa...

Lwia piosenka
Tekst: I. Zaleska, Muzyka: P.J. Ulatowski

 
Gdańsk jest miastem portowym od zarania swojej historii. Przenieśmy się zatem oczyma wyobraźni małego przedsiębiorcy do X wieku, i do tej tętniącej życiem przystani... Mniejsze statki, o zanurzeniu nieprzekraczającym 2,6m wpływały do portu na Motławie i stawały w wyznaczonym miejscu przy nabrzeżu. Towary przenosili na brzeg i do spichlerzy tragarze portowi- zrzeszeni we własnym cechu. Pamiątką po nich została ulica Tragarska, której nazwę później zniekształcono na...Tokarską. Hm.
 
Natomiast, w układaniu towarów w ładowniach statku wyspecjalizowali się dokerzy i sztauerzy, zwani wówczas „przerzucaczami” i „układaczami”- w znaczeniu dzisiejszego cargo.
Żuraw Gdański. Wiemy, że najstarszy dźwig portowy istniał już w 1367 roku. Ciekawym wydaje się również zapis o jego remoncie w roku 1379. Wtedy to umocowano jego fundamenty, za które zapłacono 19,5 skojców „na kamienie, które dla Żurawia przypłynęły z Gotlandii”. Jak wyglądał tamten dźwig nie wiemy, bowiem spłonął on w 1442 roku.
Zbudowanie obecnego jest zasługą ówczesnego burmistrza Henryka Worratha. W roku 1443 pobrano pogłówne (podatkiem od głowy) od mieszkańców i obywateli miasta Gdańska na budowę spalonego Żurawia. Zebrano 10 worów pieniędzy, o łącznej wartości 1324 grzywien”. I tak, w 1444 roku powstał największy dźwig w średniowiecznej Europie.
 
Import dotyczył przede wszystkim sukna i soli. Wymieniane w książęcych dokumentach burnit i frizal były gatunkami luksusowymi. Zwyczajne tkaniny lniane, wełniane i konopne produkowano na miejscu. Zielony frizal sprowadzano z Anglii, brunatny brunit- z Flandrii. Najbliższym źródłem soli, przywożonej już w końcu X wieku były solanki kołobrzeskie. Poza tym, sprowadzano z Gotlandii kamień budowlany, którego oprócz głazów narzutowych na miejscu Gdańsk nie posiada.
Natomiast głównymi towarami eksportowymi było: drewno, miód, wosk, skóry. Domniemywa się, że być może były to również: ryby, zboże, a także bursztyn i jego wyroby.
 
 
Galeon? Piracki?
Żegluga zawsze niosła za sobą ryzyko, i z tego względu armatorzy z reguły woleli posiadać udziały w statkach tzw. party. W razie utraty statku na skutek rozbicia czy innych przyczyn, strata rozkładała się na kilku, nierzadko na kilkunastu udziałowców, i jak się domyślamy była mniej dotkliwa. Najwięcej informacji na temat armatorów pochodzi z XV wieku. Wiemy, że ze 150 gdańskich statków- 40 należało w całości do jednego armatora. Reszta miała po dwa, trzy statki.
Jakie dochody przynosił handel morski?
Podobnie jak dziś wszystko zależało od podaży i popytu, który dyktuje ceny. Zysk zależał od różnicy cen w kraju własnym i kraju docelowym. 
Na przykład: w drugiej połowie XV wieku kupując zboże w Polsce, przewożąc je do Anglii celem sprzedaży, osiągano od 84 proc. do 204 proc., a jesienią nawet 384 proc. zysku. :)
Handel solą przynosił od 50 proc. do 160 proc. zysku.
 
Galeon Czarna Perła
 
Naturalnie każdy rozsądny kupiec musiał się liczyć z możliwością strat. Okazji do nich było wiele: awaria lub utrata statku na skutek rozbicia, zajęcia przez korsarzy, czy kaprów działających na zlecenie wrogiego kraju podczas wojny... Mimo to, w Gdańsku nigdy nie brakowało chętnych do uprawiania handlu morskiego i żeglugi. Liczebność Gdańskiej Floty nawet gdy na Bałtyku dzięki większym statkom, tańszym frachtom zaczęli dominować Holendrzy, rzadko spadała poniżej 70 jednostek.

W gdańskim porcie gościły też setki statków rzecznych. Według dawnych rejestrów były wśród nich szkuty, galary, komięgi, dubasy i oczywiście tratwy, które po zawinięciu do Gdańska i zbyciu towarów rozbierano, a drewno sprzedawano...
 
A wtedy... zwiedzano miasto? Korzystano z nadmorskich kąpieli?

 
Wracamy do czasów współczesnych.

Czy to miasto, czy to wieś?
Miasto wielkie niesie wieść.
Ale to rzecz niesłychana:
znaleźć w mieście Stogi... siana.
Nie krzycz tyle mój kolego,
Uczy mama od małego.
Ale co, gdy zwiedzić Wrzeszcz chcesz?
Wszyscy przecież mówią tu: wrzeszcz!


Ref. W każdym mieście są dzielnice,
Co mają swoje tajemnice.
Gdańska dzielnic więc śladami
Wyrusz na wycieczkę z nami.


Gdy masz diabla za uszami,
To Aniołki odwiedź z nami,
Może one tu mieszkają,
Może z Tobą się spotkają.
A gdy będziesz w Diabełkowie,
Za górami, gdzieś w Migowie,
Niech nie zdziwi cię ślad kopyt,
Tu diabełki robią psoty.


Gdy rycerzem zostać chcesz,
To ze sobą zawsze Chełm bierz,
Gdy zaś będziesz marynarzem,
Nowy Port ci drogę wskaże.
A gdy coś ci nie wychodzi,
I gdy nie wiesz o co chodzi,
Na Przeróbkę zrób wycieczkę
I coś przerób, zmień na lepsze!

Wycieczka po Gdańsku
Tekst: M. Stencel, Muzyka: M. Rybiński

Galeon Lew
 
Czujecie niedosyt? Aaa... gdzie są te dwa lwy? Nooo, przecież od dawna wiadomo: "jeden szczeka, a drugi warczy".

piątek, 26 maja 2017

Dzień mamy...

Jak nie mamy dnia, to może być tylko noc? Morze? Dzień Mamy- mamy, i każdej z tej okazji różne laurki, kwiaty, prezenty wręczamy.
 
Fot. Teresa Kiedrowska
 
Jedna z moich bardzo starych ciotek, gdy usłyszała, że mam pisać przedmowę do książki „Na ustach grzechu” Magdaleny Samozwaniec, jęknęła... (...) Chciałbym przypomnieć w kilku słowach pewną wygasłą sferę naszego społeczeństwa i jej zabawną apologetkę, gdyż lękam się, że bez tego nie tylko stare ciotki, ale i dzisiejsi ich wnukowie mogliby nie zrozumieć arcyparodii Magdaleny z domu Kossak...”
Słowo wstępu Jerzego Waldorffa z 1957 roku do książki „Na ustach grzechu”- zadedykowanej przez Samozwaniec Autorce „Trędowatej”
 
Każda kobieta- mama, przyjaciółka, dobra stara ciotka, babka  myślę, iż powinna na trendach się znać i wręczyć swojej latorośli tę książkę, aby... aby nie dostawać prezentów, w postaci chociażby takich ponadczasowych dzieł, tudzież listów:
 
Zosia spędza lato nad polskim morzem w jednej z miejscowości helskich. Ma dużo wolnego czasu, więc w krótko po przyjeździe zdążyła już napisać trzy list do „kraju”, każdy innej treści:
 
Droga Mamo!
Nudzę się jak mops. W nocy łapię muchy, a w dzień śpię na piasku. Tylko niebo uważa tutaj, że „kobiety są jak kwiaty” i podlewa je rzęsiście.
Jako towarzystwo mam kilka pań, które oznaczają się jakimiś psimi ruchami, ponieważ wciąż jedna drugą łapie za sukienkę, szarpie za rękaw lub ciągnie za brzeg kurtki.
- A z czego to? A skąd? - pytają się, badając gatunek materiału.
Nie wiem, dla kogo te wszystkie biedactwa się tak stroją, bo przecież tutejsi panowie nie zwracają na nie uwagi. Kiedyś ucieszyłam się bardzo, bo jakiś młodzieniec w tureckim fezie nastawił na mnie swój aparat fotograficzny. Nareszcie ktoś się na mnie poznał! - pomyślałam z ulgą.
Po dokonaniu zdjęcia, ku mojemu zdumieniu, ten uroczy mężczyzna wręczył mi kartkę i poprosił mnie uprzejmie o pięćdziesiąt groszy. (...)
Kiedyś leżałam w lasku i zamknąwszy oczy, wyobrażałam sobie, że spoczywam w letniej domowej kąpieli z zieloną, jodłową kulką. Nagle słyszę:
- O! Jesienny kwiatek wyjrzał do słońca!
Jak widzisz, nie pozostaje mi nic innego, jak zrezygnować z mężczyzn i oddać się całkowicie morzu i słońcu. Nie chcę dojść do tego, do czego dochodzą na Wybrzeżu wszystkie kobiety, to znaczy do kompletnego zatracenia wszelkiej ambicji... (...)” :)
Listy znad morza, Magdalena Samozwaniec
 
Pachnie laskiem, promyczki słońca muskają twarz, słyszymy szum fal morskich, a do serca zakrada się muzyka, którą będzie można usłyszeć przez najbliższe dni w Operze Leśnej w Sopocie. 
T Love. Wiadomo- Chłopaki nie płaczą, co najwyżej czują, chili Feel i słyszą anioła głos. Atrakcji muzycznych nie zabraknie. Na straży dobrej zabawy będzie stał nie tylko zespół Piersi, więc Będzie, będzie zabawa! Będzie się działo! I znowu nocy będzie mało. Co za tym idzie, publiczność po wyjściu z Opery Leśnej z pewnością będzie głośno i radośnie śpiewać, bynajmniej nie przeboje  Michała Bajora lubię wracać tam, gdzie byłem już, ale pod balkonami mieszkańców Sopotu: pokaż na co cię stać, na przemian z innym szlagierem: przez twe oczy zielone, zielone oszalałem. 
Kreatywni organizatorzy w bogaty repertuar wpletli również „uwielbiany” przebój wszystkich mam: Mamma mia!, bo też, jak to nie zanuci za Grechutą- Bednarek: ważne są dni, których jeszcze nie znamy lecz wyśpiewa List. Video?: Idziemy na plażę, na plażę... Sprawdzić ile jest prawdy w słowach zespołu Enej: a może nie będzie wiało w twarz?
Na koniec Hit Festiwalu, czyli w dzień trzeci, a może czwarty po nocy kabaretowej (Chyba, Kabaret Młodych Panów, Ani Mru Mru, Smile i...)- ...wraca do domu hrabia białomordy... Mrucząc pod nosem: będę walczył, będę kochał, będę się o ciebie bił? ... C-Bool? W ten weekend wszystkie drogi prowadzą do uzdrowiska... Sopot.
 
W tym miejscu, bardzo, ale to bardzo proszę nie pytać się mnie, czy kiedyś i ja napiszę: „50 twarzy Earl Greya”?
 
List do przyjaciółki był oczywiście zupełnie innej treści:
...Tu jest cudownie, mnóstwo panów... dancingi, kajaki we dwójkę... Poznałam prześlicznego młodego człowieka w tureckim fezie, który wciąż mnie fotografuje. Nie mów o tym nikomu, ale mamy się ku sobie. Oprócz tego mam jeszcze kilku fatygantów. Mam szalone powodzenie, ciągle mnie ktoś zaczepia. Wczoraj, gdy leżałam sama w lasku, jakiś przechodzień nazwał mnie „wrzosem”. Życie jest piękne... (...)”
Listy znad morza, Magdalena Samozwaniec
 
Hm. Samozwańcze wizjonerstwo kontra teraźniejsze wpisy na Facebooku?
 
Trzeci list? To zmieniamy „klimat”, kontynent, autora. Szperamy w bardzo kontrowersyjnej książce John'a Fante. 
List do matki zaczyna się tak:
Droga kobieto, która dałaś mi życie...”
 
 
I kolejna volta. Jeszcze poważniejsza nuta? W dniu wszystkich mam i... nie mam, czyli 26.05.2017 w Ergo Arenie Gdańsk/Sopot odbędzie się... Nie, nie mecz, a o godz. 20.00 koncert Live On Tour 2017 Hansa Zimmera- autora muzyki do znanych filmowych produkcji, chociażby takich jak:Król Lew”, „Cieńka czerwona linia”, „Incepcja”, „Batman”, „Piraci z Karaibów”, „Kod da Vinci”, „Inferno”, „Król Artur”... i tak, tak drodzy czytelnicy „Lepiej być nie może”.
Jeżeli ktoś jeszcze nie przypomniał sobie tego kompozytora, to... może zacytuję słowa pewnego profesora, wykładowcy akademickiego, specjalisty od strategii zarządzania: „człowiek, który nie uronił choćby łzy na Gladiatorze, jest bez serca”.
Trudno zapomnieć tę melodię...