czwartek, 1 września 2016

Molierowskie spojrzenie

Zagranie złej nuty jest bez znaczenia. Granie bez pasji jest niewybaczalne.
Ludwig van Beethoven
 

Fot. Teresa Kiedrowska
Jemy śniadanie, niektórzy z nas krzątają się przed wyjściem na plażę. W tle cicho szumi sobie telewizor...



- Chcieliśmy  Państwu teraz przedstawić osobę, która wraz z synem nurkuje w Morzu Bałtyckim. Jakiś czas temu dowiedzieliśmy się, że są to najczystsze akweny, wręcz stworzone dla tej formy rekreacji. Piękniejsze niż w okolicach Egiptu... - mówi prowadząca.
W słowo wchodzi jej towarzyszący prezenter.
- Tak. Dowiedzieliśmy się tego przed chwilką od pana.
 
Kamery pokazują gościa w plenerowym studio, który dopuszczony w końcu do głosu, włącza się do rozmowy, natomiast X. nerwowo rozgląda się po pokoju.
 
- Gdzie jest pilot? Tego się nie da słuchać. Oni się kłócą? Lansują? O co chodzi? Najpierw jakiś analfabeta, któremu się wydaje, że mówi dobrze po polsku i dla pikanterii pieprzy zdania swoją marną angielszczyzną. Potem... O pogodzie nie wspomnę. Teraz u nas, wg ich nadwornego meteorologa pada! Zgadza się. Żar z nieba. Czy producent tej stacji uważa, że program oglądają jacyś idioci?
- Spójrz w lustro - wtrąca ze śmiechem A. - To jest kręcone "na żywo", wyluzuj.
 
Już mamy wychodzić. 
- O! Tego posłuchajcie. Świetny film. Byliście?
W magicznym okienku widzimy koniec  wywiadu z Hugh Grantem. Rozmowa dotyczy filmu "Boska Florence" i kwestii, czy talent jest niezbędny do osiągnięcia sukcesu.
"(...)
- Zrezygnowałem z golfa i postanowiłem wrócić do tenisa. Grałem w tenisa, kiedy byłem młody, a teraz gram z facetami w moim wieku, czyli po pięćdziesiątce. Patrzę na nich na korcie, ruszają się niezdarnie, więc myślę sobie na pewno są kiepscy, a ja jestem w takiej dobrej formie. A oni mnie wszyscy ogrywają - opowiada Grant.
- Nie zawsze chodzi o punkty - wtrąca prowadząca wywiad.
- Chodzi tylko o punkty - poważnie mówi aktor.
- Ja mam inne zdanie - broni swojej opinii dziennikarka.
- A grałaś kiedyś w tenisa? - pyta Hugh Grant.
- Nie - odpowiada kobieta".
Dzień dobry TVN, Hugh Grant o niewinnych kłamstwach, 
Czy talent jest potrzebny do osiągnięcia sukcesu, 21.08.2016  


Nie wiem co było dalej, ponieważ X. wyłączył telewizor. Natomiast ja, już pół roku wcześniej, gdy cały Londyn był oklejony plakatami "Boskiej Florence", obiecywałam sobie, że pójdę na ten film. Ba, polecę.
 
 
Trochę to trwało... Wychodząc z kina usłyszałam takie zdanie: "Na taki film idzie się w ciemno. Same nazwiska wystarczą". 
Meryl Streep. To nr 1 na mojej osobistej top liście. Gdzieś tam, kiedyś, na tej plaży dosłownie połknęłam książkę "Pożegnanie z Afryką" Karen Blixen. Potem był film... Od tej pory nikt nie zdetronizował Meryl Streep. W "Boskiej Florence"...
 
Simon Helberg - aktor grający Cosmę, powiedział, że takiego filmu jeszcze nie było.
Nie było.



3 komentarze:

  1. Dla mnie Meryl Streep to też najlepsza aktorka pod słońcem i z uwielbieniem oglądam filmy z nią od ponad dwóch dekad ;) Niestety na Boską Florence nie dotarłam do kina, czego żałuję okrutnie, ale na 100% zobaczę ten film w domowym zaciszu. Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Teresko.
    Fajne zdjęcia. Lubię patrzeć na fale...
    Niestety filmu nie oglądałem...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się zaczytywałam tego roku nad morzem.
    A w jakim mieście tak zachęcają do czytania? :)

    OdpowiedzUsuń