piątek, 25 marca 2016

Wiosna to nie igraszka czasu

Historie nigdy nie mają końca, chociaż książki nam to sugerują. One nie kończą się na ostatniej stronie, ani nie zaczynają na pierwszej.
Atramentowe serce Cornelia Funke
 
Mróz? Mówiąc szczerze... nie wiem. Od zrobienia zdjęcia poniżej, a było to w tamtym roku, moje oczy zimy nie widziały.
 
Fot. Teresa Kiedrowska, Herbata o piątej?
 
Niemniej, uczeni informują, że astronomiczna wiosna rozpoczęła się dokładnie 20 marca o godzinie 5:30. Od tego momentu, dzień jest coraz dłuższy, a noc coraz krótsza - równonoc minęła.

Wielkanoc w Londynie?
 
Kiedy otwierasz książkę, wkraczasz jakby do teatru: najpierw jest kurtyna, odsuwasz ją i przedstawienie się zaczyna.
 
Atramentowe serce Cornelia Funke
 

Wyczytałam również, że mamy wiosnę meteorologiczną, kalendarzową i termiczną. Hm.
Niezależnie od naszych prognoz, skłonności do nadawania wszystkiemu etykiet, nazw, choć wkoło czasami jeszcze mróz, natura sama budzi się na dany jej znak. Życie trwa... A my? Mawiamy: pachnie wiosną. I tu naukowcy starają się odrzeć nas z poetyckich uniesień i złudzeń. Twierdzą, że pachnie tak za sprawą alkoholu – geosyminy, wydzielanego przez żyjące w glebie bakterie, głównie sinice i promieniowce.
Tak, to jest jakieś wyjaśnienie. Wiosna, wiosna... Wiosna, ach to ty...”
 
 
A jak pachnie, ten przyprawiający o zawrót głowy „dywan” żonkili w okolicach Pałacu Buckingham?
 
Kiedy zbudzę się ze snu zimowego? Pyta się mnie jeden z czytelników. Od dłuższego czasu, staram się dokonać sensownego wpisu na temat Londynu. Takiego, aby nie był zlepkiem informacji, swoistych, nic nie znaczących wycinków prasowych, jak suknia modelki wykonana z starych gazet. Choć po powrocie do domu, gdy przyglądnęłam się dokładniej zdjęciom francuskojęzycznej pary - fotografowi i pozującej dziewczynie... Starałam się rozszyfrować tekst. Odczytać to, co było napisane na rąbku tajemnicy, to znaczy patchworkowej spódnicy...
 
 
Książki muszą być ciężkie, bo w nich jest cały świat.
Atramentowe serce Cornelia Funke
 
Tak właśnie, na każdym kroku zaskakuje mnie Londyn.
 
Wielokulturowość.
 
Słyszę dookoła siebie wszystkie języki świata. W dniu dzisiejszym, mam wrażenie, że dominuje język włoski.
Jeżeli już wspominam o słonecznej Italii, czyż nie sam Umberto Eco, ponad dwadzieścia lat temu, stwierdził, że przyszłym językiem Europy będzie przekład. Czy w związku z tym, jest tak łatwo mówić o innej kulturze?
 
Nabokov w Sztuce przekładu, bezwzględnie i krytycznie mówi o nieudolnych tłumaczach, których określa mianem partaczy, beztalenci i szkodników. W jego opinii, ani wiedza, ani pracowitość nie mogą zastąpić wyobraźni i wyczucia stylu. Dlatego, ani erudyta, ani wyrobnik nie poradzą sobie w roli tłumacza tak dobrze, jak zrobi to... pisarz i poeta - twierdzi Nabokov.
 
Aaa... wiosna! Zapomniałam o wiośnie? Wiosna jest jak miłość.
 
 
Miłość to nie igraszka czasu.
Nie ma miejsca we wspólnej dwojga serc przestrzeni
Dla barier, przeszkód. Miłość to nie miłość, jeśli,
Zmienny świat naśladując, sama się odmieni
Lub zgodzi się nie istnieć, gdy ktoś ją przekreśli.
O, nie: to znak, wzniesiony wiecznie nad bałwany,
Bez drżenia w twarz patrzący sztormom i cyklonom-
Gwiazda zbłąkanych łodzi, nieoszacowanej
Wartości, choćby pułap jej zmierzył astronom.
Miłość to nie igraszka Czasu: niech kwitnące
Róże wdzięków podcina sierpem zdrajca blady-
 
Miłości nie odmienią chwile, dni, miesiące:
Ona trwa - i trwać będzie po sam kraj zagłady.
Jeśli się mylę, wszystko inne też mnie łudzi:
Że piszę to; że kochał choć raz któryś z ludzi.
Tłumaczenie: Stanisław Barańczak

 

Zdrady są w związku dusz wiernych nieznane,
Albowiem miłość nie będzie miłością,
Jeśli jest zmienna, mogąc mieć odmianę,
Lub skłonna odejść za cudzą skłonnością.
Nie! To wzniesiona nad burzy bałwany
Latarnia morska, gwiazda niewzruszona.
Mknie ku niej każdy okręt zabłąkany,
Nieznanej, choć jej wysokość zmierzona.
Miłości w błazna swego nie przetworzy
Czas, choć lic świeżość i róże warg ścina.
Miłość z dnia na dzień się zmienić nie może;
Przetrwa, aż przyjdzie śmiertelna godzina.
Jeśli to błąd jest lub jeśli skłamałem,
Nikt nie miłował, nigdy nie pisałem.
Tłumaczenie: Maciej Słomczyński
 
 
ORYGINAŁ

William Shakespeare Sonet CXVI
 
Let me not to the marriage of true minds
Admit impediments. Love is not love
Which alters when it alteration finds,
Or bends with the remover to remove:
O, no! it is an ever-fixed mark,
That looks on tempests and is never shaken;
It is the star to every wandering bark,
Whose worth's unknown, although his height be taken.
Love's not Time's fool, though rosy lips and cheeks
Within his bending sickle's compass come;
Love alters not with his brief hours and weeks,
But bears it out even to the edge of doom.
If this be error and upon me proved,
I never writ, nor no man ever loved.

A może Państwo, w wolnej, świątecznej chwili, skusicie się na własny przekład Sonetu CXVI? Choćby fragmentu.


Poezją jest to, co przepada w tłumaczeniu.
Robert Frost
Dokonując trawestacji tego zdania, powiedziałabym krótko: Londynem jest to, co przepada w tłumaczeniu.

Interesują mnie (…) już tylko ci autorzy, którzy rozumieją wagę ciszy i zdają sobie sprawę, że słowo nie jest wytrychem otwierającym wszystkie drzwi: dochodzą do granicy wysłowienia i wiedzą, że na niej świat się nie kończy. Ta świadomość to najcenniejsze co autor może zawrzeć w książce. Reszta jest zaledwie oprawą i lepiej, żeby nie była z tombaku, ale nie należy jej mylić z klejnotem.
Michał Kłobukowski
 
Przy okazji, gorąco polecam lekturę książki Zofii Zaleskiej Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie. A ja, wracam do mojego nowego nabytku, który towarzyszył mi podczas tego spaceru - książki Johna Miltona Complete English Poems, Of Education, Areopagitica.
 
 
Głównym powodem zakupu, były przypisy na marginesie, świadczące o problemach większości ludzi, nie tyle z tłumaczeniem, co z samą interpretacją tekstu, we własnym, rodzimym języku.
 
 
Jednocześnie chciałabym wyraźnie zaznaczyć, że w mojej opinii, robienie takich notatek w książce jest barbarzyństwem, a jednak...
 
 
Ona tą właśnie wartością dodaną mnie ujęła.
 
Kiedy mijałam w parku napis:
 
 
przypomniałam sobie o innym fakcie, że pisać można przecież tylko piórem, napełnionym specyficznym odcieniem atramentu marki Pelikan, niebiesko... szmaragdowo... Natomiast posługiwanie się długopisem, jest samo w sobie szczytem, szczytów...
W tym momencie, z moich rozmyślań, wybił mnie „przerośnięty łabędź”, którego bezskutecznie starałam się ominąć. „Łabędź”, a przynajmniej tak mi się wydawało, przemierzał ścieżkę wolno, z gracją, zygzakiem, niczym pijana kaczka. Nagle, ptaszysko zatrzymało się pod moim nosem, a to za sprawą tłumu, który w okamgnieniu zatarasował nam przejście. Zwierzę zrobiło zwrot, a ja spostrzegłam na czubku swojego buta olbrzymią, żółtą łapę. Potem, oślepiły mnie błyski fleszów aparatów fotograficznych.
Nawet teraz, nie zastanawiam się skąd wziął się tam ten... pelikan, tylko ta ogromna ilość robiących zdjęcia Japończyków. Jakby wyrośli spod ziemi.
 
Nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko mało prawdopodobne.
Atramentowe serce Cornelia Funke
Pelikana nie zdążyłam uwiecznić na fotografii. Tego dnia, tę egzotyczną stratę miał mi wynagrodzić idący w tunelu, przede mną Szkot. Właściwie prawie biegnący i wymykający się z kadru. Gdy kolejny raz dogoniłam mężczyznę, ów odwrócił się. Stanął przede mną. Powiedział dzień dobry i stanowczym głosem dorzucił, że jestem mu winna funta.
Nie pamiętam nawet, czy odpowiedziałam dzień dobry. Z pewnością oburzona, a jednocześnie zdumiona wykrztusiłam z siebie:
-Funta?! A niby z jakiej okazji? Za co?
-Za robienie mi zdjęć. To kosztuje. – odpowiedział przybierając surowy wyraz twarzy.
-To są żarty? Tak? (...) - dopytywałam.
Czułam się kompletnie zbita z tropu.
-Nie. Mówię poważnie. Jestem Szkotem. To chyba oczywiste, że musisz zapłacić Szkotowi za fotografię. Jednego funta poproszę!
Mężczyzna wyciągnął przed siebie rękę gotową do przyjęcia ode mnie monety.
Jak zakończył się ten incydent?

-A teraz możesz mnie do woli fotografować!
A tu inne zdjęcie. Odpowiada na pytanie...

Czy jest już wiosna?
Wesołych Świąt!

2 komentarze:

  1. Jak miło Cię znów poczytać! Uwielbiam cytaty, a ten, że nie ma w życiu rzeczy niemożliwych " stosuję" w życiu ;)
    Widzę, że nawet w Londynie świeci słońce, zazdroszczę. U nas buro i ponuro, choć wiosną już pachnie ;)) Ciekawa jestem, czy Szkotowi nie było zimno w spódniczce, wszak ma gołe nogi. Na pewno poczucia humoru mu nie brakuje.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wspaniałych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Teresko.
    Dobrze jest gdzieś pojechać i coś zwiedzić. Zawsze można też spotkać ciekawych ludzi...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń