piątek, 1 stycznia 2016

Domine dirige nos

Jeszcze świątecznie...

Fot. Teresa Kiedrowska
 
Tysiące marzeń, planów, postanowień noworocznych. Z mapą w ręku...
 
 
Wypatrujemy gwiazdy która nas poprowadzi, właściwej konstelacji na niebie, odpowiedniego czasu?
 
 
U wielu osób przeczytałam takie życzenie noworoczne: "będę szczęśliwa/y choćbym miał/a sobie to namalować."
Ktoś, nie pamiętam kto, powiedział, że w Anglii wszystko jest piękne oprócz pogody. Ja zastanawiałam się gdzie jest zima? Londyńczycy znaleźli i na to sposób.
 
 
Może należy zacząć żeglować przez oceany życia  nie tylko oczyma wyobraźni? 
 
 
Pewnie już rozpakowaliście swoje prezenty świąteczne. Choć znam takich, którzy jeszcze tego nie zrobili. Ale czyż nie jest tak, powtórzę za Leopoldem Staffem: A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie! 
 
Czasami bardzo, bardzo szybko zmierzamy do celu. Tak szybko, że aż trudno nam niektórych zapytać o drogę...
 

 
Mówi się też, że podróż przynosi nowe spojrzenie. Gdy tak spoglądam na dewizę City of London:  Domine dirige nos.
 
 
Z tego miejsca, w tym Nowym Roku, wszystkiego dobrego z przyjemnością życzę!


P.S.
Pewnie w Nowej Zelandii jest już 2 stycznia. Dostałam zapytanie od czytelnika: Dlaczego tu tak cicho? Gdzie jest muzyka, podkład muzyczny?
Odnośnie zdjęć, jest to jedno z iluś tam rozkosznych pytań. Przed oknem wystawowym z "Misiem Żeglarzem" pewna osoba zadała takie pytanie. Było to po fajnej kolacji:
- Powiedz mi proszę, dlaczego niedźwiedź miałby pływać po morzach i oceanach? Przecież one żyją w górach i do tego jeszcze teraz śpią - dorzuciła oburzona.
Obok stało jakieś dziecko i rezolutnie odpowiedziało:
- Bo to jest niedźwiedź polarny. Niedźwiedzie polarne pływają i nie śpią.

Wtedy opowiedziałam anegdotę. Ach ta tęsknota za górami...
Historia zdarzyła się naprawdę, a przynajmniej tak twierdzą nie tylko najstarsi górale.
Do TOPR-u zadzwoniła kobieta z prośbą o pomoc. Z relacji telefonicznej wynikało, że razem z towarzyszem wędrówki znajdują się w górach, do tego siedzą na drzewie i proszą o pomoc w zejściu. Ratownik na pytanie jak się tam znaleźli, usłyszał odpowiedź, że nie wiedzą jakim sposobem udało im się wdrapać tak wysoko. Po prostu uciekali przed niedźwiedziem. Ponieważ była zima, "toprowiec" zadał kolejne pytanie: "czy któreś z Państwa widziało tego niedźwiedzia?". Okazało się, że nie, ale coś ich goniącego - z pewnością, w stu procentach miś - nadal siedzi w krzakach i porykuje. "Toprowiec" poprosił o przybliżenie telefonu w kierunku pomrukiwania owego zwierza, tak, aby mógł owe dźwięki zidentyfikować.
Co usłyszała kobieta po powrocie do rozmowy z ratownikiem?
- Proszę pani, to nie jest żaden niedźwiedź, tylko... jeleń.

Cisza, spokój to chyba dobrze po nieprzespanej nocy. Tak, sobie myślę, że w tę ciszę wpisuje się nie filżanka herbaty, ale... I to nie jest żadna kryptoreklama.


Co jeszcze? Aaa... Proszę obejrzeć tę drugą reklamę do końca. Zatoka, czy jezioro?

Szklanka wody? 

6 komentarzy:

  1. :) ciekawe spostrzeżenia na początek Nowego Roku... bo droga jest ważna, a nie sam cel...
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezioro! Przeciez nie będę się kłóciła z Georgem ;)) I choć zgadzam się ze Staffem, moja świąteczna podróż miała wszystko w pełnym wydaniu, to były bardzo udane Święta ! Pozdrawiam noworoczne ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Teresko.
    Ciekawy wpis na Nowy Rok.
    Dla mnie jest ważna i droga i cel... Chodź nieraz idę bez celu...
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  4. Londyn, mokry Londyn, nie dla mnie, choć ładny :) Historia z niedźwiedziem świetna :)
    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyszłam pozdrowić Cię bardzo serdecznie w zimowe południe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo to zima, tak to ona... :P
    X.

    OdpowiedzUsuń