czwartek, 24 września 2015

Milcząca wiedza

Ostatnio, w jednej z książek z zakresu ekonomii, natknęłam się na ten piękny zwrot. Milcząca wiedza, czyli... praktyka.
Fot.Teresa Kiedrowska
 
Zastanawialiście się jakie miejsca w domu mówią o Waszych ukrytych, zrealizowanych, niezrealizowanych pragnieniach? Reżyser  Urlich Seidl twierdzi, że jest to piwnica. To niby pod podłogą domu kryje się ten skrawek przestrzeni, który staje się zwierciadłem duszy, odbijającym prawdziwe potrzeby, pasje, obsesje, zwyczaje właściciela domu. 
Czy te obserwacje znajdują jakieś odniesienie do Was? Gdzie Wy "zaszywacie się", aby uprawiać swoje hobby? Co w życiu Was tak pochłonęło, pochłania, że zaczęliście, zaczynacie przypominać taki... pomnik?
 



piątek, 18 września 2015

Morze słów

Ry­bacy wiedzą, że morze bywa niebez­pie­czne, a sztorm straszli­wy, jed­nak nig­dy nie trak­tują tych niebez­pie­czeństw ja­ko wys­tar­czającego po­wodu do te­go, by po­zos­tać na brzegu.
Vincent van Gogh
 
Erich Paulsen
Zasłyszane wśród... Wśród morza ewen­tual­ności: te­go, co pot­rzeb­ne, mniej pot­rzeb­ne i zby­teczne, te­go, co przy­jem­ne, a pożyteczne, te­go, co szkod­li­we, bar­dziej szkod­li­we, a sma­kowi­te, te­go, co opłacal­ne, bar­dziej opłacal­ne, a krzyw­dzące dru­giego człowieka, te­go, co praw­dzi­we, mniej praw­dzi­we, kłam­li­we, ale dające korzyści. Nie zgu­bić się w tym gąszczu, ani nie roz­strzy­gać fałszy­wie. Nie zgu­bić się ani na chwilę, ani na miesiąc, ani na całe życie. Umieć wrócić, gdy się pobłądzi. Umieć od­kryć błąd, przyz­nać się do te­go, że się było nieu­czci­wym, bru­tal­nym, egois­tycznym, że się skrzyw­dziło dru­giego człowieka. Pot­rze­ba dru­giego człowieka, który po­może, os­trzeże, upom­ni w imię dob­ra, życzli­wości. Pot­rze­ba dru­giego człowieka, który ura­tuje od roz­paczy. Pot­rze­ba człowieka wier­ne­go, który nie zdradzi, nie odej­dzie, nie opuści, gdy zdarzy się czas próby, niepo­wodzeń, klęsk, ka­tas­trof życiowych, gdy wszys­cy się od­suną, potępią, za­pomną, który po­cie­szy, po­dep­rze, po­da rękę, poz­wo­li uwie­rzyć w siebie, przy­niesie nadzieję i ra­dość. Bo miłość, to by­cie do dys­po­zyc­ji, to go­towość do te­go, by usłużyć, pomóc, przy­dać się, zaopieko­wać się. To chęć, by być pot­rzeb­nym. 

Erich Paulsem

I uniwersalna konkluzja... Czas jest zaw­sze tym egza­mina­torem, przed którym nie os­ta­nie się żad­na złuda, zaśle­pienie. 


czwartek, 10 września 2015

Myśl tygodnia

Bywają myśli tak głębokie, że pogrążają autora...

 
Jest pogodny ranek, dochodzi godzina siódma. Stoję w długiej kolejce. Czynne są tylko dwie kasy. Po krótkim telefonie, informacji, z ciekawością  przeglądam na portalu społecznościowym nadesłane przed chwilą, na moją skrzynkę zdjęcia. Przede mną kręci się niecierpliwie starsza pani. Zagląda mi przez ramię, strofuje stojących w kolejce klientów, częściowo jeszcze zaspanych. 
Kolejka przesuwa się wolno. W końcu dowiadujemy się, że są nieczynne terminale płatnicze i należność za zakupy będzie można uiszczać tylko gotówką. Poranne zakupy mam niewielkie, więc powinno mi starczyć pieniędzy, niemniej część klientów pozostawia w miejscu w którym stoi, ostentacyjnie, z oburzeniem swoje koszyki i opuszcza sklep.
Tym sposobem, znajduję się prawie przed kasą, tuż za ową nerwową kobietą. Ale i ta kasa zdaje się być nieczynna, pracownik coś manipuluje przy klawiaturze... Rozdrażniony tłum obsługuje teraz tylko jedna osoba.
- Przepraszam pana, pan jest zajęty, czy wolny? - starsza pani, ze złością w głosie kieruje swoje pytania do sprzedawcy.
Bardzo młody człowiek, unosi pogodną twarz znad klawiatury, spogląda krótko na kobietę i z uśmiechem, ciepłem w głosie odpowiada.
- Teraz zajęty, ale po pracy wolny.
Jednocześnie wystawia swoją dłoń przed ladę, pokazuje palec serdeczny - przewiązany kolorową tasiemką w formie obrączki.
- No wie pan! - z oburzeniem wyrzuca z siebie kobieta, szukając wzrokiem wsparcia w tłumie.
Zamykam strony, chcę się już wylogować, wyłączyć telefon, ale mój wzrok wychwytuje jedno zdanie, które wywołuje na mojej twarzy szczery uśmiech, a w oczach pojawiają się "chochliki". Dodatkowo, w tej "inspirującej" atmosferze, w moich myślach pojawia się riposta: "Golf jest jeden... ale w wielu Variantach" i w tym momencie spotykam się ze wściekłym spojrzeniem starszej pani.
- A pani z czego się śmieje?
- Przeczytałam właśnie, że golf jest bardzo frustrującym zajęciem - odpowiadam ze spokojem i zgodnie z prawdą, kontemplując jeszcze w wyobraźni obraz pola golfowego.
Widzę, jak kobieta wolno przenosi swój lodowaty wzrok na mężczyznę stojącego za mną.
- A pan co taki wesoły?
- Właśnie się dowiedziałem, że wygrałem milion.


sobota, 5 września 2015

Czwartkowa w weekend. Teoria wszystkiego

Trzymany w laboratoryjnej klatce chomik,
mówi do swojego towarzysza:
Wytresowałem naukowca. Za każdym razem,
kiedy naciskam ten guzik, przynosi mi ziarno”
 
Autor książki, którą teraz czytam, napisał w przedmowie tomu pierwszego: „Kiedy rozmawiałem o moim pomyśle z wydawcą, z entuzjazmem podszedł do idei publikacji. Rezultat: ponad dwa tysiące stron, z których powstaną trzy tomy powieści”. Pierwszy i drugi tom książki, ukazał się we Francji w 2004 roku, w Polsce kolejno w 2006 i 2007 roku. Natomiast na tom trzeci, autor kazał czekać swoim czytelnikom przeszło dziesięć lat. Gdy już przestałam liczyć na to, że zostanie napisana i wydana ostatnia część... Jestem w księgarni, oczom nie wierzę. Jest!
 
Fot. Teresa Kiedrowska
W tym przypadku, pisarz długo pracował nad ostatnim tomem i widok tej książki na półce odebrałam jako miłą niespodziankę. Choć większą niespodzianką okazało się skonstatowanie, że nie wszystkie książki są dostępne na wyciągnięcie ręki. W świetle opinii, że mało czytamy, wyobraźcie sobie taką sytuację: zbliża się ważna uroczystość, a ja w ostatniej chwili, dowiaduje się o książce, którą ktoś od dawna pragnie mieć w swojej domowej bibliotece. Zważywszy na okazję, pomyślałam sobie, taki symboliczny zakup, plus nietuzinkowa dedykacja, to cudowny pomysł na trafiony prezent. Znany autor, znany tytuł, wydawałoby się prosta sprawa, a tu... szukam w necie, odwiedzam księgarnie, jedną drugą. Poznaje kolekcjonerów kolejnych wydań tej książki, również wśród księgarzy, dostaje od nich adresy antykwariatów. Nie ma!
 
 
Książki nadal szukam, a za chwilę o innej książce i... Idziemy do kina. W swoim dokumentalnym filmie La Tube, reżyser Peter Entell pokazuje w jaki sposób działają na nas obrazy. Doświadczenie zostało przeprowadzone tak, aby wykazać różnicę pomiędzy widzem kinowym, a telewizyjnym.
Na płóciennym ekranie wyświetlany jest film. Połowa zgromadzonych siedzi tak, że ma projektor za plecami, druga część widowni tak, że światło projektora pada im prosto w twarz. Na koniec, widzom zaczęto zadawać pytania. Publiczność, która miała projektor za plecami, zachowała zdolność analitycznego myślenia oraz krytycznego, kreatywnego podejścia do filmu. Natomiast druga badana grupa, okazała się bierna w swoich opiniach, a i podczas wyświetlania filmu, wykazywała się obniżoną aktywnością mózgową. Na podstawie tego doświadczenia Entell stwierdził, że analogicznie w przypadku oglądania telewizji, występuje u widza swoista „ociężałość umysłowa”, ponieważ znajduje się on w zasięgu światła, które pada na twarz. Taki człowiek traci poczucie dystansu.
 
Wnioski z badań są takie, że w kinie zdecydowanie łatwiej przychodzi nam kontemplowanie obrazu. Może o tym nie wiedzieliście, ale o tym, że dobrze widzi się tylko sercem, słyszał, chyba każdy. Obecnie w kinach, możemy obejrzeć najbardziej wyczekiwaną animację roku, czyli dzieło Osborna Mały książę. Gorąco polecam tę niezwykłą ekranizację książki Antoine Saint de Exupery. To jeden z tych filmów, o którym się mówi, że chwyta za serce i dotyka duszy. Dodatkowo, widok niejednego dorosłego widza, ukradkiem ocierającego łzę, zwłaszcza przy napisie The end, potęguje emocje i skłania do refleksji... nad tym, co w życiu najważniejsze?
 
W przypadku nauki, ostatecznym jej celem jest dostarczenie jednej spójnej teorii, która potrafi opisać i wyjaśnić mechanizmy rządzące Wszechświatem. Wyjaśnianie to, zostało nazwane przez Einsteina Teorią Wszystkiego. Polega na połączeniu tego co nieskończenie małe, z tym, co nieskończenie duże. To tylko teoria, ponieważ klasycznej fizyce nie udało się jak dotąd udowodnić, połączyć tych skrajności rozpatrywanych przez pryzmat czterech wymiarów. Wymyślono więc teorię strun, która zamiast zwyczajowego świata w czerech wymiarach, proponuje świat w dziesięciu wymiarach.
 
A teraz w kontekście, najlepiej filmu Mały Książę, tej jednej, jedynej róży, nie zastanawiając się zbytnio nad słowami, posłuchajcie dźwięków jakie potrafi wydobyć ze swoich strun głosowych ta dziewczynka:
 
 
Tak, to zdecydowanie piękne, kiedy znajdujesz miłość w swoim menu. A do którego wymiaru może przenieść dobra książka, muzyka, film... refleksja nad obrazem? Do którego wymiaru może przenieść praca nad książką, muzyką, filmem... obrazem? Do którego wymiaru może przenieść uśmiech dziecka, bliskiej osoby.... itd.
Jestem tylko włóknem, którym związano kwiaty w bukiecie. Lecz to nie ja stworzyłem te kwiaty. Ani ich kształt, ni barwy, ni zapachy. Moją jedyną zasługą jest to, że je wybrałem i połączyłem, aby je wam zaprezentować w nowy sposób.
 
Liście herbaty
Nie narzekaj na ciemność. Stań się światłem odszukałam w swoich starych zapiskach... Paradoks, bo od takiego cytatu zaczyna się trzeci tom książki, którą zakupiłam. Książka, herbata - instant mądrości – wystarczy dodać wody. I wtedy nie ma nie ma dla mnie, tak jak i C.S. Lewisa i wielu, wielu innych, wystarczająco dużej filiżanki herbaty, tak jak wystarczająco długiej książki... Obrazy, kolory, smaki, zapachy, emocje... wypełniają wyobraźnię. Ktoś nie wierzy? Wyobraź sobie jak zaczynasz konsumować kawałek soczystej cytryny.