środa, 1 kwietnia 2015

Nie na żarty, a nienażarty, czyli czwartkowe prima aprilis

Gdy doskonały lekarz Periander zaczął pisać marne wiersze, Archidamos zwrócił się do niego z pytaniem:
- Czemuż to, Periandrze wolisz być złym poetą, niż dobrym lekarzem?

Plutarch, Apoftegmaty lakońskie


Nie wiem jaką ów mędrzec otrzymał odpowiedź, natomiast mnie, jeden z Czytelników zapytał dlaczego przestałam pisać?


W korespondencji padło pytanie, swoiste sugestywne uzasadnienie: „Czyżby wygrała pani milion?” Przyznam, że trop tego ewentualnego powodu, trochę mnie zdumiał, a i przywiódł na myśl Magdalenkę Samozwaniec, z domu Kossak, primo voto Starzewską, secundo voto Niewiadomską.

Pewien milioner ogłosił oryginalny konkurs. Warunki owego brzmiały następująco: „Podaje się w drodze losowania dwie dożywotnie pensje, w sumie pięć tysięcy dolarów miesięcznie, dla literatów i poetów, którzy wyrzekną się na całe życie wzięcia pióra do ręki. Nagrodzeni będą przez cały czas przebywali pod ścisłą kontrolą zaufanego człowieka, wybranego przez ofiarodawcę nagrody”.

Kandydatów zgłosiło się multum. Wśród nich znalazły się sławy, nazwiska zdolnych, ale słabo zarabiających pisarzy, jak i grafomanów.
Dożywotnią pensję za niepisanie dostali Mr Brown i Mr Smith. Do obu nagrodzonych przydzielono dwu literatów jako sumiennych kontrolerów, którzy mieli za zadanie baczyć nad tym, aby owi pisarze nie brali pióra do ręki. Z chwilą, gdyby któryś z kontrolerów zauważył u jednego z nagrodzonych podejrzane gesty, nagroda natychmiast miała być cofnięta.

Mr Brown kupił sobie domek z ogródkiem, w którym pracował cały dzień, a na weekendy wyjeżdżał nad morze wraz z młodą żoną i nieodzownym aniołem stróżem. Stróż ów, był więcej niż aniołem i ogromnie ubolewał nad dolą swojego pupila.
- Szkoda pańskiego talentu, Mr Brown – mawiał z westchnieniem. - Tak się szczerze można było uśmiać z pańskich felietonów w „Echu”. Czytywałem je z prawdziwą przyjemnością.
- Redaktorzy jednak płacili mi niewiele, lub wcale. Trudno było za to wyżyć. Mogę panu zaręczyć, że teraz, kiedy nie potrzebuję pisać, a mimo to mam uczciwa pensję miesięczną, czuje się najzupełniej szczęśliwy.
- Gdyby pan jednak nie mógł wytrzymać i coś sobie napisał ukradkiem, tylko dla własnej przyjemności, to ja przyrzekam, iż nie zrobię z tego użytku.
Pisarz roześmiał się szeroko:
- Jaki pan zabawny, Mr Kontroler. To tylko niepiszącym może się wydawać, że pisarz pisze „dla własnej przyjemności”. Pisanie to ciężki kawałek chleba, czego najlepszym dowodem brak na świecie literatów- milionerów, którzy by pisywali ot tak sobie, „dla własnej przyjemności”.
- Ależ talent...
- Talent – przewał kontrolerowi literat - jeśli jest prawdziwy, może się przelać na inny dział sztuki, tak jak rzeka, której zmienili koryto. Nie jest wcale powiedziane, czy z czasem nie zacznę malować lub komponować...

Drugi nagrodzony, Mr Smith, bardzo ciężko znosił swój dobrobyt okupiony wyrzeczeniem się pracy literackiej. Często popadał w melancholię, co niezmiernie radowało przydzielonego mu kontrolera o złośliwym charakterze. Raz chciał napisać list do siostry, ale wówczas, ów diabeł stróż stanął przy nim z groźnie wyciągniętym palcem
- Aaa, ładnie! Co to ma być?! - wykrzykiwał.
- To tylko list do siostry...
- Może go pan mnie podyktować. Jeśli to się jeszcze raz powtórzy, to natychmiast doniosę o tym mojemu szefowi!
Nieszczęsny pisarz, idąc kiedyś wieczorem do łazienki, zdołał przemycić przed groźnym wzrokiem swojego cerbera ołówek. Papier był pod ręką, natchnienie też, więc wkrótce piękna poezja, skreślona gorączkowym pismem, ujawniła się na małym świstku papieru:

Bosą stopą brodzę we mgle po pas
we mgle, która jest tobą...
Tętni we mnie tętno pracujących mas
Mas, które życie winne grobom.
Tylko jeden jedyny raz trzeba
być tak z wszechrzeczą zespolonym
Nade mną barłożą się zwoje nieba
Zwarte zapachem chleba słonym...

I gdzieś dalej, na zwoju wytwornego papieru ołówkiem wyskrobał... A może na ścianie?:

Marzec- Marcowe Idy
Idą ciągnąc się pasmem fiołkowym
Twoje piersi jak wiszące ogrody Semiramidy
pączkami róż zakwitły
różanymi...
By je dotknąć czubkami mych warg
kładę się u twych stóp
jak zdeptana miłością
gąsienica
Bez słów...

Magdalena Samozwaniec, Piękna pani i brzydki pan


Jak się pewnie domyślacie, nazajutrz, literat zatelefonował do multimilionera, iż zrzeka się swojej dożywotniej pensji na rzecz talentu, który jak się wyraził, rozpiera go.


Wróćmy do miliona, multimiliardera i intuicji Czytelnika Czwartkowej herbaty. Rzeczywiście od jakiegoś czasu, na ekranie mojego komputera pojawiały się cudowne informacje: „Wygrałeś 1.000.000”. Wyświetlało się ich całe mnóstwo, u góry, na dole, z boku, na środku. Spadały zewsząd na monitor, niczym listki w bajce o „Żwirku i muchomorku”. Zakrywały subtelnie i tajemniczo ekran, tak, że przestawałam widzieć wybrane w internecie strony do czytania. Tym sposobem, na początku roku przestałam widzieć cokolwiek. Ponieważ było to kolejne tzw. „stawianie systemu”, a na moje słodkie pytanie: „skąd mój komputer niczym gąbka chłonie te wirusy”, otrzymywałam, równie słodką odpowiedź: „z internetu”.
 
Tak, są na tym świecie ludzie, którzy twierdzą, iż herbata jest słodka nie od posłodzenia, ale od mieszania.
 
Jeśli ktoś twierdzi: „Jeszcze się okaże, kto miał słuszność” w sprawie, w której w najbliższej przyszłości okazać się w ogóle nic nie może, zauważamy jak w tym dowcipie:
Przy łóżku chorego sprzeczali się kiedyś dwaj lekarze.
- To jest tyfus plamisty - mówi pierwszy.
- To jest cholera – mówi drugi lekarz.
Na to pierwszy:
- Sekcja zwłok wykaże, który z nas ma słuszność.

Diagnoza: wirus. A zwykły człowiek, użytkownik właściwie maszyny do pisania, tak dążąc do posiadania coraz to lepszych, rzekomo bezpieczniejszych wersji oprogramowania, musi pamiętać, że nowa wersja to stary program tylko z nowymi błędami.

W końcu mam czysty system, a... program antywirusowy po krótkim użytkowaniu znowu wyświetla całą listę znanych malware, rootkitów umieszczając je w kwarantannie. Nienażarty internet, nawet w stanie spoczynku transferuje jakieś informacje, pochłaniając przy tym kosmiczne ilości bajtów. I kolejny raz, pojawia się błękitny ekran w najmniej odpowiednim momencie. Znacie ten stan beznadziei, w którym niektórzy adoptują radę sławnego Polaka: „stłucz pan termometr, a nie będziesz miał gorączki” lub... zamieniają klawiaturę na scrabble. Widziałam na własne oczy. Można.



Mnie natomiast, zaintrygował ów szczodry człowiek, rozdający miliony i tym razem postanowiłam wnikliwiej poobserwować ciąg zdarzeń. Hm.
Nie będę odkrywcą.
Główny oręż piratów stanowi umiejętność zaskakiwania innych. Nikt nie mógł uwierzyć, że można być tak zachłannym i bezlitosnym, a potem było o wiele za późno.
Kurt Vonnegut, Śniadanie mistrzów

Idąc tropem myśli autora dodam, że przeciętny policjant amerykański, zważywszy na chamską treść i sposób działania tej zarazy, urwałby jej łeb i zaniósł do laboratorium celem ustalenia... wścieklizny?

W międzyczasie, ktoś zaczął mnie nękać telefonami, do tego stopnia, że podczas mojej nieobecności doprowadzał aparat do rozładowania. Nr był zastrzeżony, toteż trudno było nawet oddzwonić. W końcu udało mi się odebrać połączenie:
- Dzień dobry!
- Dzień dobry!
- Mam dla pani super propozycję... – niczym karabin maszynowy wyrzucił z siebie nieuprzejmy, niecierpiący odmowy kobiecy głos.
Przerwałam w połowie zdania.
- A cóż to jest za propozycja, iż nękacie mnie Państwo telefonami o każdej porze dnia i nocy – zapytałam rzeczowo.
- Nikt do pani nie dzwoni. Już minęły czasy, gdy telefonistka wybierała numer ręcznie i dzwoniła do klienta. System panią wybrał – odpowiedziała rezolutnie.
Taaak, sobie pomyślałam. Coś w tym jest. System.
- Nie system, tylko informatyk, który napisał ten program... – powiedziałam z nutką sarkazmu w głosie, pomijając logiczny fakt, że nikt do mnie nie dzwoni.
Natomiast kobieta, dość bezczelnym tonem, niezrażona moją uwagą kontynuowała.
- Skoro pani wie, to przejdźmy do rzeczy. Jak już wspomniałam, mam do przedstawienia dla pani bardzo ciekawą ofertę.
Myślę, że wiele osób, już na początku, bez żadnych wyjaśnień, przerwałoby tę rozmowę, wybierając zdecydowanym ruchem palca zieloną słuchawkę na klawiaturze. A na pewno teraz. Nie mniej, ja powodowana ciekawością, niewinnie zapytałam:
- Dobrze. Ale może zaczniemy od ustalenia kim pani jest, kogo pani reprezentuje i skąd ma pani mój nr telefonu.
W tym momencie telefonistka niezrozumiale i z łaską wycedziła jakieś imię i nazwisko, nazwę znanego wydawnictwa, parającego się również reklamą, którego nazwy z czystej ludzkiej przyzwoitości, a i ostrożności procesowej nie wymienię. Z dalszych wyjaśnień mojej rozmówczyni wynikało, że znajomość mojego nr telefonu nie powinna mnie dziwić, bo przecież zna go mój operator i tym samym mają do niego dostęp wszyscy współpracujący z nim partnerzy. A jej firma właśnie do takich należy. O tym ostatnim fakcie poinformowała mnie z niejaką dumą w głosie. Następnie jej ton powrócił do swoistego sarkającego starorzecza.
- A teraz musi (sic!) mi pani tylko dać odpowiedź na kilka pytań.
- Przecież miała mi pani przedstawić jakąś ofertę – zaoponowałam zdumiona.
- No tak, ale aby ją przedstawić, muszę coś o pani wiedzieć.
- A cóż takiego chciałaby pani na mój temat wiedzieć?
Jak się okazało, no po prostu wszystkiego kobiecina chciałaby się dowiedzieć. Taka ciekawa. A jak. Chciałaby poznać moje imię, nazwisko, datę urodzenia, adres, zarobki, NIP, nr buta, kołnierzyka etc. Szczerze powiedziawszy, to nie wiem, kto w dzisiejszych czasach, jakieś bliżej nieokreślonej pani X., dzwoniącej z zastrzeżonego nr telefonu udziela takich informacji. Może dlatego przypomniała mi się sławetna rozmowa Marka Twaina z pewnym dziennikarzem, i już, już mnie kusiło, aby udzielać takich odpowiedzi, ale z braku czasu, gwoli wyjaśnienia i zamknięcia tematu dość chłodno powiedziałam.
- Wie pani co, uczyłam się manipulować głównie po to, aby mną nie manipulowano. Rozmawiam z panią, ponieważ jestem spaczona zawodowo i byłam ciekawa, jak pani poprowadzi tę rozmowę.
- Ale przecież ja panią nie manipuluję – wykrzyknęła wściekła.
- A jak pani nazwie to co pani robi?

Zgadnijcie co odpowiedziała.

Od następnego dnia i mój telefon okazał się być niczym Howard Stern zwycięzcą. Wystarczyło teraz, na tę kawalkadę smsów odpowiedzieć: zgoda, tak, a już tylko krok dzielił mnie od tego, abym stała się posiadaczką wielu rozmaitych wygranych, a z pewnością miliona... smsów.
Komentujący to zdarzenie D. Szpakowski powiedziałby: „a w drugiej połowie na boisko wejdzie dwóch piłkarzy, którzy do tej pory grali na ławce rezerwowych, w tym jeden to syn Apoloniusza, czyli brat jego dziadka, drugi mimo mrozu będzie eksponował swoją męskość i strzelą 18 razy 9 goli. Oczywiście żartuję, mówię poważnie”.

Drogi Czytelniku! Urodzony 1 kwietnia - Milan Kundera w Księdze śmiechu i zapomnienia zawarł takie zdanie: „Powieść jest wymysłem ludzkiej iluzji, że możemy zrozumieć drugiego człowieka”. 



A Ci, którzy rozumieją jedynie to, co da się wytłumaczyć, niewiele rozumieją. Taki żarcik Wszechświata? Jak tu nie pisać? No i jak tu pisać?

17 komentarzy:

  1. Jak tu nie czytać? Jak tu nie czytać? :))
    Zdażyło się kilka razy, że odebrawszy telefon wysłuchiwałam nagranego głosu, który informował mnie o mym niezwykłym szczęściu i wysokiej wygranej... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe, ciekawe ....
    Miło, że znowu jesteś - mam nadzieję, że znowu nie znikniesz.
    Z okazji nadchodzących Świąt, życzę Ci
    Ciepłych, pełnych radosnej nadziei Świąt Zmartwychwstania Pańskiego
    a także kolorowych spotkań z budzącą się do życia przyrodą

    Pozdrawiam bardzo serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nie zniknęłam :)
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Nawet nie myśl o tym, aby przestać pisać, gdzie ja będę teraz w czwartki piła herbatę?!;)
    taki blue screen też wprawia mnie w palpitację serca. Na szczęście mądrzejsi ode mnie wiedzą, jak podnieść system:)
    Wesołych Świąt Wielkanocnych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i no teraz to już raczej nie powiem nawzajem :)
      Bardziej się zdenerwowałam, i wtedy na jakiś czas rzeczywiście przestałam pisać, jak pewna osoba, zaczęła czytać mój pamiętnik. To było urocze, bo po przeczytaniu zeszytu, który wpadł jej w ręce, poprosiła jak gdyby nigdy nic o więcej :) O ile w przypadku dzienników, przelewasz na papier swoje często "przeżuwane myśli", które nie dają ci spokoju, czyli oczyszczasz się, tak pisanie bloga, to coś więcej. Tu w trakcie rozmowy z czytelnikami, w komentarzach, lub inspirowanym twoim wpisem ich postem, otrzymujesz odpowiedzi, inny punkt widzenia na nurtujące cię zagadnienia... Swoiste zrozumienie lub wskazówki do zrozumienia. Przestać pisać i... odciąć się od zaglądających tu, i zaglądania w przemyślenia wielu bardzo mądrych, inspirujących ludzi?
      Hm. :)

      Usuń

  4. Na stole bazie i cukrowy baranek
    i mnóstwo wody w dyngusowy poranek.
    Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych,
    życzę Wam dużo zdrowia, pogody ducha,
    smacznego jajka i mokrego dyngusa.
    Serdecznie Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję, pozdrawiam i zaraz zaglądnę w... urokliwe miejsce ;)

      Usuń
  5. Witaj Teresko.
    Ja już tych "szczęśliwych" telefonów nie odbieram.
    Życzę zdrowych, szczęśliwych i rodzinnych świąt. I oby nam się zawsze dobrze działo i wszystko ziszczyło.
    Pozdrawiam wielkanocnie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michałku, nie wątpię. Spacerując w plenerze, oddychając świeżym powietrzem, zwiedzając tyle ciekawych miejsc, co ty. Słowem, cieszysz swoje, a potem czytelników oczy, realizujesz swoje pasje... Trudno o większe szczęście.
      Dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Dobrze że znów Jesteś. :)
    Tego rodzaju telefony są dopustem bożym w tym świecie absurdu. :)
    Zrozumieć drugiego człowieka gdy nie rozumie się siebie?
    Nie znikaj pisz, czwartkowe herbatki z Tobą i czytelnikami Twoimi bardzo lubię i jak tu nie czytać? :))
    Dobrych świąt niezależnie od pogody. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem, jestem... i cieszę się, że Ty jesteś :)

      Usuń
  7. Ależ smakowicie sie Ciebie czyta :) przyjemna chwila odpoczxynku od świątecxnego biesiadowania :) Musisz pisać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli małą dokladeczkę? Najbliższy czwartek... pyszny "deser"? :)

      Usuń
  8. Jak żyć bez powietrza z milionami w kieszeni? I dobrze,że prawdziwy talent nie sprzedał się za te miliony.
    Miliony nagród,którymi dziś mamią,to iluzja wrzucona dla tych którzy żyją ułudą.
    Spędziłam tu chwilę przyjemnego relaksu.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń