czwartek, 16 kwietnia 2015

Na przednówku po włosku

Podróżnik widzi to, co widzi,
wycieczkowicz widzi to, co chce zobaczyć.

G.K. Charleston


W mieście powietrze ani drgnie i coraz mocniej się nagrzewa. Ludzie zamiatają schody, otwierają okiennice i witają sąsiadów, jakby właśnie wrócili z trwającej wiele miesięcy podróży. Czuć w nich optymizm, jak gdyby nadchodząca wiosna zwiastowała najlepsze lato ich życia. Nieznajomi, którzy myślą, że jesteśmy pierwszymi turystami, pozdrawiają nas, jakbyśmy byli jaskółkami zlatującymi się na wyspy, a kelnerzy w nowo otwartych kawiarniach wypróbowują na nas mocno zawyżone ceny i czekają na naszą reakcję. Wystarczy, że zmarszczymy brwi, a już dostajemy zniżkę. Brak reakcji oznaczałby, że przez całe lato płacilibyśmy wyższą cenę.
Sprzedawca ryb też próbuje szczęścia. Chociaż zostaliśmy mu przedstawieni, aby liczył nas jak miejscowych, on mimo to, szczerząc zęby, żąda od nas wygórowanej kwoty.
Pewnego dnia, ciągłym przypominaniem, targowaniem się, jesteśmy bliscy zrezygnowania raz na zawsze z jego usług.
Stoję, pilnuje wózka i psa, a Rohan zajmuje kolejkę.
Po chwili moja żona odchodzi od stoiska, ale bez ryby.
- Co się stało? - pytam.
- Widziałam, jak ta kobieta przede mną kupuje dużego lucjana. Zerknęłam na paragon, więc wiem ile od niej wziął. A kiedy chciałam kupić dwa razy mniejszą rybę, próbował mi policzyć dwa razy tyle co tej kobiecie.
- I co powiedziałaś?
- Nic.
- Dlaczego?
- Nie chciałam robić sceny?
- I co, tak po prostu wyszłaś?
- A co miałam zrobić?
Kiedy wspominamy o tym incydencie Justine, ta odpowiada, że to normalne. Nie ma w tym żadnego oszustwa. Być może ta kobieta pracuje w sklepie obuwniczym i daje sprzedawcy ryb niezłą zniżkę na kapcie. A może jej mąż jest mechanikiem i kiedyś zreperował mu skuter za darmo. Nigdy nie wiadomo. Sprawa wygląda tak, że nie mamy do zaoferowania żadnych produktów, ani usług na wymianę i chociaż mieszkamy tutaj, zdobyliśmy zaufanie, to na razie powinniśmy się cieszyć, że dostajemy od tego sprzedawcy świeże ryby; zna nas, więc nie będzie chociaż próbował wcisnąć starzyzny.

Finding Nino, Marc Llewellyn

To fragment powieści sfrustrowanego wyścigiem szczurów Australijczyka, który porzuca pracę i wraz z żoną, dzieckiem przeprowadza się na Lipari, jedną z przepięknych Wysp Wichrów niedaleko Sycylii.

Rok spędzony na uprawie oliwek i pomidorów, wśród lokalnej społeczności, blisko natury i z dala od zgiełku sprawia, że autor... 

 Fot. Teresa Kiedrowska




Zapewne, między innymi zapoznał się z słowem mercato. Mercato dosłownie oznacza – targ, rynek. Pogardliwie przetłumaczylibyśmy jako zamęt, zamieszanie, chaos. Dla Włocha giorno di mercato (dzień targowy) oznacza, że w tym określonym dniu tygodnia, w danej miejscowości, zostaną zamknięte wybrane ulice, a mieszkańcy mogą korzystać z zakupów na przydrożnych straganach. Trudno to nazwać jarmarkiem, kiermaszem, jak niektórzy sugerują, ponieważ takie targi odbywają się regularnie co tydzień.


Fot. Teresa Kiedrowska

Natomiast ja, ten fragment książki, dedykuję tym wszystkim, którzy wybierają się na kiermasz gastronomiczny w samym centrum Warszawy, a którzy skarżą się na „drożyznę”. 
Rada? Od samego początku, czyli od słowa: targ, targujemy się, dobijamy targu.
Ponieważ stoiska te, w zdecydowanej większości są obsługiwane przez  Włochów, wszystkim miłośnikom tego kraju, kuchni, kultury polecam zwłaszcza szansę na konwersację.  Dla pozostałych jest to okazja na przypomnienie sobie angielskiego, porozumiewania się za pomocą rąk, kartki, a nawet terminów muzycznych: mezzo.

"Chili": degustujemy, a przede wszystkim negocjujemy!
To swoista i specyficzna  południowa przyprawa do zakupów.

 Fot. Teresa Kiedrowska

Choć osobiście, za najważniejszą przyprawę w kuchni włoskiej uważam... parmezan. I takie właśnie sery, o różnym stopniu dojrzewania, niespotykane w żadnym ze sklepów na terenie Polski, a więc jak się domyślamy o różnej, czasami zawrotnej cenie znajdziemy na tym targu.

 Fot. Teresa Kiedrowska

Nie muszę dodawać, że i makarony. Choć mnie najbardziej zaintrygowała oferta makaronu z pokrzywą.

A na deser? Sycylijskie marcepany.

 Fot. Teresa Kiedrowska

Gdzie znajduje się to targowisko? Na Placu Konstytucji. Trudno tam nie trafić, ponieważ z daleka widać powiewające radośnie na wietrze liczne włoskie flagi.
 

37 komentarzy:

  1. Ile bym dał, żeby znaleźć się na takim targu... We Włoszech czy też w krajach Azjatyckich, tam to dopiero mają rozmach z tymi straganami, same wspaniałości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klimat? Nie ulega wątpliwości, że słoneczko im bardziej sprzyja. Włochy? To przecież dzięki królowej Bonie na polskie stoły trafiło wiele nieznanych wcześniej warzyw, tzw. włoszczyzna: pomidory, kalafior, karczochy, fasola szparagowa, brokuły, kapusta, marchew, sałata czy szpinak. I to dzięki niej w Polsce pojawiły się makarony włoskie i przyprawy korzenne, które królowa uwielbiała... ;)
      Te stragany to przede wszystkim zgiełk... ale i raj dla smakoszy.
      kiedrowska.blogspot.com

      Usuń
  2. Witaj teresko.
    ... a gapa nieczego nie zobaczy.
    Swoją drogą fajny ten targ.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, miało być Teresko.
      Pozdrawiam.
      Michał

      Usuń
    2. To bardzo ciekawe przedsięwzięcie. Opisywany przeze mnie w poprzednim poście człowiek zaczynał od takiego miejsca. Moglibyśmy tam podpatrzeć wiele rzeczy... południowy "customer service". Mistrzostwo!
      Serdeczności :)

      Usuń
    3. mówimy o milionerze CCC? nie boi się pani procesu o zniesławienie?
      życzliwy

      Usuń
    4. Mówimy o miliarderze, panie Życzliwy, o miliarderze. A jeszcze dokładniej o panu Dariuszu Miłek, właścicielu polskiej sieci obuwniczej CCC, wartej 7mld.

      "- Miał pan łóżko polowe, tak jak większość przedsiębiorców w tamtych czasach?
      - Tak, niestety. A to oznaczało wstawanie o 5 rano, żeby zdarzyć na bazarze zająć dobrą miejscówkę i rozstawić się z towarem. A potem w oczekiwaniu na pierwszych klientów przez dwie godziny pilnowałem tego łóżka, żeby mi ktoś go nie przestawił i nie powiedział, że teraz on tu stoi. Kiedy się dorobiłem pierwszych "szczęk", poczułem się tak, jakbym był na wakacjach.
      - Od razu handlował pan butami?
      - Nie. (...)"
      Forbes, Kwiecień 2015, str. 25.

      Z czystej, ludzkiej życzliwości pożyczę panu ten magazyn, tylko proszę podać bardziej szczegółowe dane na swój temat.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    5. A tak jeszcze nawiązując do rozmowy z Michałem, Herbatowem, przypomniały mi się słowa, królowej Bony:
      „U was dukaty leżą na gościńcach, schylić się jeno, ażeby je zebrać. Nikt nie chce? Tym lepiej dla mnie” :)

      Usuń
  3. Coś dla mojego męża:) Mam nadzieję, że w niedzielę też działa, bo to jedyna pora...
    Tylko ja do targowania się kompletnie nie nadaję. Całe życie robię w handlu, a na targu głupieję. Może ich w ten sposób obrażam, nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Organizatorem jest Włosko-Polska Izba Handlowo-Przemysłowa... chili czekam teraz na Twoją relację :)

      Usuń
  4. Narobiłaś mi apetytu, zwłaszcza ulubionymi marcepanami. :) Marzy mi się wyjazd do Włoch, może kiedyś się uda....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Australijczyk, autor książki, mimo, że już na miejscu przeżywał wiele rozterek odnośnie swojego wyjazdu powołał się na znany cytat, przypisywany Markowi Twainowi:
      Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego
      czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś.
      Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań.
      Złap w żagle pomyślne wiaty.
      Podróżuj, śnij, odkrywaj.

      Oby się spełniło Twoje marzenie, czyli... pomyślnych wiatrów życzę :)

      Usuń
  5. Zaraz zjem Twoje zdjęcia ;)
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włoch, a właściwie jak sam o sobie powiedział, to tak na prawdę Argentyńczyk (wątek o włoskich emigracyjnych wędrówkach znajdziecie również w tej książce), który obsługiwał stoisko, zapytał mnie, czy nie wolałabym spróbować tych oliwek, zamiast uwieczniać je na zdjęciach...

      Usuń
  6. Ja także życzę spełnienia marzeń, a na targach kupuję warzywa i owoce, ponieważ mogę sobie wybrać sama, obejrzeć, powąchać. Ale parmezanu nie udało mi się kupić. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor, struktura, dotyk i... również należę do osób obwąchujących owoce. Niewiele osób tak robi :)))
      Ale np. z parmezanem jest podobnie jak z winem. Może być parmezan 12 miesięczny, najlepiej żeby był 24-36 miesięczny. Ser, rocznik serowi nie równy :) Tu trzeba spróbować. Chociażby też i dlatego, że jego cena jest nie bagatelna. We Włoszech za 1 kg, 24 miesięcznego Parmigiano Riggiano di Montagna (Parmegiano Reggiano - trzeba mieć licencję, a produkcja odbywa się w tylko w danym regionie) trzeba zaplacić ok. 20Euro. W Polsce i na tym kiermaszu ok. 30-35 Euro.
      Ten ser to nie tylko subtelny smak, wartości odżywcze, zawartość białka, ale jest też powód dla którego zaleca się min. niemowlętom. Tym powodem jest fakt, że organizm ludzki trawi 100 g sera w 45 min. podczas gdy na strawienie innego sera potrzebuje ok. 4 godzin. A to za sprawą 17 aminokwasów, które nie wymagają trawienia. Z ciekawostek... min. Molier nieżyt jelit leczył właśnie parmezanem.
      To co nam najczęściej się oferuje się w sklepach, to Grana Padano, czyli ser bez praw do nazwy parmezan i produkowany poza regionem. Tu porównam do wina. Winogrono dojrzewające w Polsce, Francji, Australii, czy Ameryce, no raczej tu w słonecznej Kalifornii... Technologia może być taka sama, ba szczep winny, ale każde będzie smakowało inaczej... Tak jest i z tym serem... :)
      Dziękuję, dziękuję za wizytę. Wszystkiego dobrego! :)

      Usuń
  7. Ja do targowania nie bardzo się nadaję. Jeśli cena mi nie odpowiada, po prostu odchodzę. Mój mąż to robi natomiast świetnie. Parmezan jest drogi, ale to wyśmienity ser. Sycylijskie marcepany są za słodkie dla mnie. * Będzie mi miło jeśli będziesz zaglądać do mnie. Ja dodałam Twój blog do moich ulubionych. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Giga, gdyby tam była cena, ba gdybyś po zapytaniu się o nią, otrzymała rzeczową odpowiedź... Tak, to rzeczywiście można zrobić tak jak mówisz :)))
      Skąd moja fascynacja? Wśród żywności, sprzedają właściwie na warunki Polskie, ale nie tylko - "dobra luxusowe". Przypominam - na kiermaszu. Dobry gatunkowo parmezan, salami z truflami, białe anchois znane jako "sycylijskie sushi"... Ceny nie są przystępne, a oni to z uśmiechem na twarzy potrafią zadowolonemu klientowi sprzedać. Warto popatrzeć nawet jak to robią ;)
      Serdeczności :)

      Usuń
  8. Ja się piszę na marcypany. Uwielbiam je. Tak z Włochami istotnie jest. Kiedy jesteśmy we Włoszech, moja Córka, ku uciesze tubylców, targuje się po włosku. Tylko ona zna włoski.
    Wspaniałe te Twoje zdjęcia. Nie do końca wiem dlaczego, ale bardzo mnie cieszą i... uśmiecham się do nich.

    Dziękuję za wizytę!
    Miło mi, że tak właśnie zinterpretowałaś to moje czarno-białe zdjęcia. Chciałam, aby tak było rozumiane. :)
    Promyk słoneczka i uśmiech Twój złapałam, w rewanżu posyłam Ci mój uśmiech, promyk podeślę jutro, bo teraz słoneczko zaszło. Wiem, bo dopiero co wróciłam z lasu. ;) Miłego wieczoru! Halszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodkie, jak sama włoska nazwa na słodycze - dolce [dolcze]. Tak samo słodko sprzedają.
      Ja przechodziłam akurat tamtędy... Stragany na lewo, na prawo. A że mam zwykle przy sobie mały aparacik, to tak szłam pstrykałam, rozmawiałam, tu Argentyńczyk, tu Toscanka... a tu jej maż, a tego sera nie kupuj, nie tego też nie, a ale spróbuj... Prawda nie smakuje Ci. Ten to będzie Ci smakował. Jak sprzedawca wie co Ci smakuje, czego możesz szukać... Tę sztukę posiadają dobrzy perfumiarze, mistrzowie kucharze... kiperzy. Ponieważ nie jest tajemnicą, iż jestem fascynatką ludzi z pasją. Od takiej osoby, aż promieniują słowa: kocham to co robię i znam się na tym! Znam się na tym i to kocham! W takich ludziach jest taka iskra... Kim w końcu, tak naprawdę okazał się być ten człowiek? Sytuacje porównam do flash mobu, w którym, tak sobie bez charakteryzacji śpiewa Pavoarotti... a wszyscy przechodzą obojętnie :)))
      Zobacz, jak nigdy, zrobiłam tylko parę zdjęć, właściwie w biegu, a wszystkie jak na klasę tego aparaciku wyszły dobrze. Moi domownicy też je tak jak Ty odebrali. Że są pogodne i wprawiają w pozytywny nastrój :)
      A tu jeszcze uśmiech od Ciebie :)))

      Usuń
  9. Cóż za malownicze miejsce... ech, boskie! Można się tam teleportować?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Tylko parking jest koło Tęczy, a jak Ci spałą, zdemolują albo ukradną Star Treka to nie będziesz miała czym wrócić ;)

      Usuń
  10. Masz świetne pióro i doskonały zmysł obserwacji.
    Mnie apetyt na życie jakby nieco osłabł albo stałam się bardziej wybredna.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze jedna bardzo ważna przyprawa. Przyprawa wzmagająca apetyt. Wynaleziono ją w Azji. Obecnie subtelnie, z wyczuciem dozują ją mistrzowie wszystkich kuchni świata. Dzięki tej przyprawie, każda potrawa spełnia oczekiwania, nawet najbardziej wymagających gustów... Co to za przyprawa? ;)
      Dziękuję za wizytę i te cudownie motywujące słowa :)
      Serdeczności :)

      Usuń
    2. No i tu mnie masz. Nie wiem co to jest. Ale... Moim zdaniem, to nadzieja..
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Pięknie napisałaś. Wspomnienie z przeszłości i dzieciństwa ja mam też. Jak człowiek dłużej żyje to po prostu się widzi jak się wszystko zmienia. I warto ruszyć się za miedzę zobaczyć sąsiadów a nie tylko za granicę. To jest Sójka. Sporo ich było w parku.


    A co do Włoszczyzny to moja siostra mieszka od roku 1980 we Florencji. Tam na świat przyszły Jej dwie córki. Ja specjalnie nie umiem się targować. Przyznaję. Ale wiem, że trzeba a nawet czasami wypada. Na razie to nie jem tak jak lubię. Z braku czasu.
    A zazdrość jest uczuciem ludzkim. Od czasu do czasu takie teksty dostaję. Odpowiedziałem tej osobie dlatego, że nie bylo tam bluzgów i nie dotyczyło osób trzecich.
    Smacznego i pozdrawiam serdecznie
    Vojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudze chwalimy, swego nie znamy... Ale zawsze warto odbywać podróże, nawet te najkrótsze. Choć niektórzy, po nowe spojrzenie muszą i na koniec świata. Widzisz, a niektórym, aby wskrzesić w sobie ogień wystarczy zaczepna wyprawa na cudzego bloga... Hm. ;)
      Miłej, słonecznej wiosny, takiej której już namiastkę przywiozłeś z południa :)

      Usuń
  12. Witaj Teresko
    Nie wiedziałam, że na Placu Konstytucji jest targ, pojadę bo lubię kupować. Targowanie też jest fajne bo to dobra okazja aby porozmawiać o wszystkim i pożartować jeśli sprzedawca, sprzedawczyni są miłymi ludźmi...
    pozdrawiam
    dobrycoach.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, dobry żart tynfa wart. Włoski ekonomiczny żart? To najbogatsi rolnicy w Europie :)
      A to przykład włoskiego żartu, kiedyś tam spod mojego okna. Wykonanie może nie było tak piękne...

      https://www.youtube.com/watch?v=ERD4CbBDNI0

      Niemniej, sąsiedzi zamiast zadzwonić na policję, bili brawo ;)))

      Tobie i wszystkim tu zaglądającym posyłam wiele radosnych, słonecznych, i już mocno wiosennych promyczków ;)

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      U Ciebie to dopiero jest "trawa zielona". I "mężczyźni" wysiadują jajka... Ale wiadomo... trawa jest zawsze bardziej zielona gdzie nie ma nas. ;)

      Usuń
  14. Witaj Teresko ! Bardzo ładne i ciekawe zdjęcia.Wspaniałe zakupy można zrobić na tym targowisku. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, bo tylko nie jest rzeczą ety­ki wchodzić w targi, czyli zatargi ;)
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  15. Ja niestety mam do Warszawy trochę daleko. U nas się chodzi na zielony rynek, ale tam sami Polacy, więc angielskiego nie da się poćwiczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trochę daleko, ale Ty jesteś studentką... Więc np. masz szansę na wyjazd w ramach programu typu Erazmus?
      Bazar, bazarowi nierówny, a i spojrzenie, antropologicznemu spojrzeniu. Tak jak język włoski i dialekty. Włochy północ, południe :)... itd. Native speaker? Raczej mało osób we Włoszech posługuje się językiem angielskim. Osoby młode, wykształcone. Tak. Oni mają taką swoją filozofię, że kolebka kultury znajduje się u nich. Więc jeżeli jesteś ciekawa ich kraju, kultury, tradycji, to naucz się języka... Do Włoch wyjeżdża mało studentów. Ale zapytaj jakiegoś Erazmusa antropologa, dlaczego po wyjeździe do Hiszpanii zaczął się uczyć katalońskiego :) Myślę, że będę do tego tematu w swoich wpisach jeszcze wracała.
      A język angielski w Warszawie? W wielu firmach to prawie język urzędowy, a i możliwości do konwersacji nie brakuje. W innych miejscowościach myślę, że takich osób też nie brakuje. W tym wpisie chodziło mi raczej o... "angielski w podróży", czyli tu konkretnie angielski z Włochem :D Ten aspekt poruszyła też Halszka :)

      Usuń
  16. Dziękuję za miłą wizytę!
    Najczęściej sama zatapiam się we mgle. Piesek jest u mnie tylko raz od czasu. Bo tak po prawdzie, to mojej Córki pies. Ale że to Labradoodle, pies rodzinny, to z wielką radością bywa i u mnie. Ja jestem dla niego wicepańcią. ;)

    Pewnie, że nad jeziorem też piękna mgła. Aż się rozmarzyłam po Twoim opisie. ;) No ale cóż, do jeziora mam daleko, dlatego na co dzień rozkoszuję się lasami Jury Szwabskiej.
    Pozdrawiam wiosennie! Halszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaglądałam do Ciebie, promyk wzięłam już dawno. Pieska też widziałam ;)
      Mgła, otwarta przestrzeń. Rozmarzyłyśmy się. A teraz jak zamienić romantyzm na survival. Przypomnij sobie taką jazdę samochodem we mgle, na obszarze leśnym, po lokalnych drogach. Pierzaste chmurki, sporadyczne mleko... Sarenka przed maską przechodzi... ;)
      To wiosennego słoneczka i serdeczności :)

      Usuń