czwartek, 23 kwietnia 2015

Jak w szwajcarskim zegarku

Warszawa. Wiosna. Czas testów gimnazjalnych. Czas matur. Czas podejmowania ważnych decyzji. Decyzji, które mogą rzucić światło lub cień na całe życie młodych ludzi. Ale czy są to wybory nieodwołalne, ostateczne, tak jak im się często za sprawą dorosłych wydaje?
Spójrzmy na te dzieci. Czy one tak beztrosko bawiąc się, myślą o tym jak schwytać marzenie?


Idziemy dalej... Gdzie teraz jesteśmy? Poznajecie? Byliście tu kiedyś?
 
Znajdujemy się w dawnej posiadłości rodu Krasińskich. W tym domu, mieszkał i tworzył Zygmunt Krasiński. Obecnie mieści się tu Salon Akademii. Tak, przebywamy na terenie Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.


A to kopia kondotiera Bartolomeo Colleoniego z Bergamo. Rzeźby wykonanej w latach 1481-1488 przez Andrea del Veroccnio, której oryginał znajduje się w Wenecji. W miejscu, w którym teraz stoję, czuć zapach wiosny, farb olejnych i werniksu. Prawda, że idealny klimat dla twórców? Spójrzmy na ich dzieła. Wyjdźmy na chwilę na zewnątrz budynku. Napis z narożnika domu, w którym nad każdym słowem pracował poeta.
Idźmy dalej wzdłuż ulicy Traugutta, w kierunku Krakowskiego Przedmieścia. Teraz widzimy kolejny piękny, jasny budynek tego zespołu pałacowego, a naszym oczom na ścianie ukazują się... dzieła sztuki?
Sztuka oczyszcza? Wróćmy i sprawdźmy.
Czy ta dziewczyna wygląda na kogoś, kto zastanawia się, że do konia, nie podchodzimy od tyłu, byka od przodu, a idioty w ogóle?
A tu zaprezentuję obrazek, który najbardziej mnie ujął. Nie wiem, czy dokładnie widać subtelnie, ale i z pazurem wyryty napis: „ASP jest pod psem”. 

W takim razie co robią tu ci studenci. W zdecydowanej większości młodzi ludzie, którym wielu realistów doradziłoby i doradza coś „twardego”, coś konkretnego, zawód, który zapewni bezpieczeństwo, stałe dochody, szansę na lepszą przyszłość.
Co robią? Teraz... Do moich uszu dobiega śmiech młodych ludzi. Najbardziej się śmieje człowiek jadący na skuterze. Wąską dróżką zmierza w kierunku ławki na której niczym na trybunie odpoczywa wielu jego rówieśników. Roześmiana młodzież siedząca na oparciu ławki, kiwa w jego stronę dłońmi jak na powitanie. Właściwie wyglądają tak, jakby czekali na jakieś przedstawienie. Chłopak podjeżdża, wskakuje za nim na siodełko jego kolega. Robią małą rundę dookoła placyku, który znajduje się w sercu uczelni. Cieszą się tak samo, jak te dzieci z pierwszego zdjęcia.
Przyglądam się. Czy z okna wyjrzy jakiś wykładowca, dziekan? Nic takiego się nie dzieje, a w moim aparacie rozładowują się baterie. Tak jakby i on chciał powiedzieć: i ty ciesz się tą chwilą, tym widokiem, tą atmosferą.
Kiedy ich mijam, kolejna osoba zamienia się miejscem z pasażerem, i następuje kolejna, i kolejna rundka. Symboliczna trybuna przypomina teraz przystanek.
Przystanek? Warszawa Starówka. A cóż to za wystawa? To prace Yanna Arthysa-Bertranda, urodzonego w Paryżu fotografa, dziennikarza i ekologa, który zasłynął w świecie spektakularnymi zdjęciami z lotu ptaka. W 1993 roku rozpoczął realizację wpieranego przez UNESCO projektu Earth from above, czyli Ziemia z nieba. Zdjęcia z tego projektu pokazywane były w ponad 100 miastach na całym świecie. 


W tle Stadion Narodowy, a przede mną książka Gordona Ramseya Na samym szczycie. Wiecie kim chciał zostać w przyszłości mały Gordon? Piłkarzem. Jak sam przyznaje, była to po części jego pasja, ale przede wszystkim chęć uzyskania aprobaty szowinistycznego ojca, wtedy jeszcze trenera piłkarskiego. Chłopak miał niewątpliwy talent. Dobre zarobki, splendor i... kontuzja. Kiedy Gordon postanowił po tym zdarzeniu zmienić zawód - zostać kucharzem, jego ojciec orzekł, że jest to zawód dla „bab” i przestał się do niego odzywać. Gdy jego zadziwiający talent kulinarny, biznesowy, imponująca osobowość zaprowadziły go na szczyty pierwszej ligi gastronomii, a przy tym stworzył kochającą i wspierającą się rodzinę, jego ojciec tuż przed śmiercią, spotkał się z nim tylko raz, aby... aby powiedzieć mu, że uważa go za zmanierowanego snoba i bufona.
Wróćmy do projektu, który Arthus-Bertrand zrealizował na zaproszenie Switzerland Tourism w 2013 roku, czyli Szwajcaria z nieba.

 Fot. Teresa Kiedrowska

Koło przystojnego człowieka w garniturze, oglądającego tę plenerową wystawę przystaje kloszard.
- I co magisterku?
Zadbany mężczyzna, kątem oka, nawet nie tyle co spogląda na żebraka, co kontroluje sytuację dookoła siebie i odruchowo poprawia przewieszoną przez ramię torbę z laptopem.
- Tak, tak do ciebie mówię, nie poprawiaj tak tej torebeczki. Lepiej byś się wziął do jakiejś prawdziwej, uczciwej, porządnej roboty.

19 komentarzy:

  1. Wszystko jest względne, sama mam maturzystkę w domu i podobne rozterki egzystencjalne ;) Za to w tak pięknym dniu aż grzech w domu siedzieć, idę cieszyć się chwilą. pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nazwa coś mówi: "egzamin dojrzałości". Jedno jest pewne: matury za nią nie zdasz, życia nie przeżyjesz i choćbyś chciała przychylić nieba... Nie mniej specjalne menu może zdziałać cuda. A już z pewnością dobry nastój jako przyprawa.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Witaj Teresko.
    Po tych szkolnych czasach pozostały jedynie wspomnienia. Nawet te u moich dzieci.
    Fajny spacer, byłem tam kiedyś. A młodzież... No cóż, też tacy kiedyś byliśmy.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego spaceru zrobiła się taka trochę wycieczka tematyczna. Chciałam umieścić więcej zdjęć: "prac studentów". Wtedy sobie pomyślałam, że mój wybór może być subiektywny i każdy, kiedyś przy okazji powinien się przespacerować ulicą Traugutta. Zajrzeć do środka... i samemu się przekonać jakie trapią ich rozterki. Czyli jakie myśli trapią to pokolenie, bo to przecież w większości mądrzy i wrażliwi przedstawiciele swojej epoki :)
      Serdeczności :)

      Usuń
  3. "Zycie jest nieprzewidywalne i to najbardziej w nim lubie"
    Uwielbiam te maksyme i jak mantre powtarzam za Panem Kolakowskim.
    I mam na to dowod w postaci moich losow.
    Osobiscie wierze, ze pisana nam jest jakas droga, drogi ect.
    Wazne przy tym, by nie tracic siebie z oczu i byc po prostu dobrym - dla siebie i swiata.

    Dlatego wspieram w marzeniach moje dzieci.

    A ostatnio - zabralam moja kolezanke na stara karuzele, do Central Park, dzieciaki , my i jeszcze jedna dorosla para.
    Bo ja tez lubie dziecko we mnie:)

    Pozrowionka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od prawie dwóch dni przymierzam się do tego komentarza. Otwieram okienko... piszę, spoglądam, czytam co napisałam. To nie ta odpowiedź, nie ma sensu. Znowu otwieram okno... piszę, czytam. Czegoś tu brakuje. Pewnie każdy bloger napisałby już: dziękuję i pozdrawiam, ale mnie intryguje dlaczego nie znajduję trafnych słów, nie przechodzę obojętnie obok.
      Ponownie otwieram okienko. Teraz oczyma wyobraźni czytam, przypominam sobie opowiadanie. Iii... Zaczynam rozumieć sens tego, co dawno, dawno temu napisałam :)
      Jedyna odpowiedź jaką potrafię ubrać w słowa, to odnaleziony wśród zdjęć, graficzny cytat ze ściany:
      "Metafizyka fotografii:
      zatrzymując czas na zawsze,
      chwyta jej ponadczasowy sens"

      Usuń
  4. Teraz jeden kierunek studiów to ryzyko, ludzie studiują po dwa kierunki, żeby mieć większy wybór jeśli chodzi o pracę. Zdarza się i tak, że ktoś pracuje w innym zawodzie niż wyuczony, życie to czasem loteria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Petra, po mojej maturze, wśród studentów PG, był przekazywany z ust do ust, taki wierszyk: "nie masz w życiu celu, "studiuj na BeeLu" ;)
      To jest najczęstszy problem młodego człowieka. Co dalej? I wtedy, nawet jak wie, ale nie jest to nic intratnego w opinii innych, rodzice, znajomi, rodzina podpowiadają... tego nie, popatrz na iXa, popatrz na iYgreka. Zobacz jak mu się dobrze wiedzie, zobacz jaką ma dobrą pracę. A Sycylijczycy mawiają: nie obsiewaj ziemi, która dała dobre polny :)
      Ale... bez względu na koniunkturę, zawsze sprawdza się zasada: rób to w czym jesteś dobry. To nie są frazesy, gdy mądrzy ludzie podpowiadają: poszukaj takiego zajęcia które kochasz, a wtedy całe życie będziesz na wakacjach.
      Taki przerysowany przykład. W. Buffett na początku swojej kariery czerpał z wiedzy i posunięć swojego wykładowcy. Tyle, że był bardziej rzutki i otwarty na pogłębienie jego wiedzy. Dalsze informacje z jego biografii. Na początku mody na internet nie zainwestował w ten biznes swoich pieniędzy. Dlaczego? Ponieważ powiedział, że się na tym dobrze nie zna - nie czuje tego :) Jak się potem okazało, była to bardzo trafna decyzja. Loteria? Ten człowiek, inwestujący na swoistej loterii jaką jest giełda powiedział: Ryzyko bierze się z niewiedzy o tym co robisz :)
      Mobilność zawodowa? Hm. Przeciętny Amerykanin zmienia pracę 11 razy w ciągu życia. Polak 5. Wiąże się to również ze zmianą zawodu ;)

      W tym kontekście artysta? Artystą jest się dlatego, że się wie coś, czego inni nie wiedzą. W. Gombrowicz. Polecam na niedzielne popołudnie film: Artysta :)

      Usuń
  5. zawsze można zacząć jeszcze raz:)), bo wiosna przychodzi każdego roku. Póki czas, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz... Zapachniało Edisonem. Właściwie on próbował od nowa. Na takie jak jego pomysły, zawsze dostaje się "zielone światło" i czas. W przenośni też. Niestety bardzo wiele osób, a może większość, aby coś znaleźć, musi najpierw wiedzieć, że to istnieje. A niby to taka "oczywista oczywistość" i oczywiście masz rację :)

      Usuń
  6. Życie jest nieprzewidywalne, a wybory są jak loteria. Trafisz, albo nie. Czasy, kiedy do emerytury pracowało się w jednym zakładzie pracy minęły bezpowrotnie. Młodzi ludzie żyją w ciągłym stresie i trudno o stabilizację.
    Pozdrawiam bardzo cieplutko:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed chwilą na swoją skrzynkę otrzymałam taki cytat: "Jeśli spędzasz więcej czasu na mówieniu, co robiłeś lub co zrobiłeś, lub, czego nie możesz zrobić… doszedłeś do punktu w swoim życiu, kiedy skoki spadochronowe są konieczne." Bill Purdin.
      Zastanawiam się... kim jest ten człowiek też.

      Usuń
  7. Siedzę na tym zapyziałym Bemowie, skąd wszędzie daleko. Kiedyś...kiedyś miałam do wszystkiego "dwa kroki". Spacerkiem, pieszo...
    Twoje zdjęcia pokazują żywą Warszawę. Coś się dzieje, ktoś czegoś chce , do czegoś dąży.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Zmiany, zmiany... oraz akceptacja zmiany jako wymóg współczesności. Świat nie stoi w miejscu i już ten kto stoi w miejscu, to tak naprawdę się cofa. Warszawa rzeczywiście tętni życiem... czasami aż trudno chodzić spacerkiem :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  8. Witaj Tereniu ! Twoje zdjęcia są świetne i pokazują Warszawę , zachęcając do spacerów. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiosna – cieplejszy wieje wiatr,
      Wiosna – znów nam ubyło lat,
      Wiosna – wiosna w koło, rozkwitły bzy.
      Śpiewa – skowronek nad nami,
      Drzewa – strzeliły pąkami (...)

      Zdecydowanie warto wyjść i sprawdzić. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  9. Przybliżasz nam stolicę, dziękuję. Zdjęcia i relacja wspaniała. Moja córka z wnusią spędziły podczas wakacji tydzień w Warszawie i były bardzo zadowolone. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam, czytałam u Ciebie. Księżniczka była bardzo zadowolona...
      Loteczko, jest tyle miejsc do opisania, zwiedzenia... nawet w samej Warszawie. Człowiekowi by życia nie starczyło aby być wszędzie. To i dobrze, że sobie wzajemnie, chociaż w taki wirtualny sposób, przybliżamy wydeptane ścieżki.
      Dziękuję za miłe słowa i również pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  10. Najbardziej szczęśliwe są dzieci z pierwszego zdjęcia, później już muszą dokonywać wyborów. Rodzice mogą pomóc, ale nie wybierać za nich, np szkoły. Muszą to zrobić sami, a my powinniśmy ich wybór szanować. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń