piątek, 25 grudnia 2015

Present continuous

Pierwsza gwiazdka na niebie, dzielenie się opłatkiem, dwanaście potraw i tradycyjne prezenty.
Pod tą choinką... to prezent dla mnie? Na swój sposób tak.

Fot. Teresa Kiedrowska

Stałam przed oknem wystawowym już nieczynnego antykwariatu. Mój wzrok zatrzymał się na pięknej, czerwonej maszynie do pisania marki Olivetti Valentine. W tym to momencie, postanowiłam stać się własnym Świętym Mikołajem i zrobić sobie prezent w postaci owego ponadczasowego, a ktoś nawet dodał, że nie zabytku, a zbytku. Następnego dnia, zaraz po pracy, minęłam szybko skwer, na skróty przedarłam się przez tłumy w galerii, aby być jak najszybciej w antykwariacie. Przebiegając obok pustego stanowiska dla Św. Mikołaja - strzałki z napisem Santa, Rudolph is here, Toys... Zabawny test na wyobraźnię?
 
Zdyszana, z uczuciem rozczarowania zatrzymałam się przed oknem wystawowym. Ekspozycja była zmieniona. W miejscu mojej maszyny do pisania, stała choinka w towarzystwie chyba tysiąca Mikołajów, sanek i reniferów. 
Niemniej, weszłam do antykwariatu z nadzieją, że może gdzieś tam sobie leży na półce mój Valentine i czeka na mnie. W końcu, po długich, bezowocnych poszukiwaniach, wyciągnęłam z torebki aparat, i z namacalnym dowodem udałam się do jednej z obsługujących klientów osób.
- Tak proszę pani, przypominam sobie, mieliśmy kilka lat temu taką maszynę na wystawie - odpowiedziała mi starsza kobieta.
- Ale ja to zdjęcie zrobiłam wczoraj wieczorem - wydusiłam z siebie, kompletnie zbita z topu.
- Niemożliwe, przecież tu stoi choinka. Może Św. Mikołaj zrobi pani taki prezent. Proszę być dobrej myśli.
 
Teraz, to zwątpiłam w istnienie nie tylko w Św. Mikołaja. Ale i w to, jak pisze na tym cudeńku książkę, którą komuś, kiedyś obiecałam...
 
Ze zdjęciem maszyny, udałam się do stanowiska kasowego.
Cóż się okazało, że i owszem maszyna została sprzedana dosłownie chwilę temu, a może nawet rankiem nie wiadomo komu. Natomiast antykwariat, w ramach pewnej fundacji jest wspomagany pracą osób niepełnosprawnych.
Wychodząc, na drzwiach sklepu zauważyłam wywieszoną kartkę, na której właściciel rzeczywiście informował klientów, iż antykwariat jest obsługiwany przez osoby z pewnymi dysfunkcjami, a zwłaszcza demencją i w związku z tym prosi o wyrozumiałość.
 
Wiecie co sobie wtedy pomyślałam, oczywiście w sensie pozytywnym, kontekście Świąt Bożego Narodzenia, nastrojów nie tylko rodaków przebywajacych na emigracji, i tych których nawet okruszek opłatka razi na białym obrusie... błogosławiony Cud niepamięci. Stasiu Soyka. Uśmiechnęłam się do siebie i spoglądnęłam na książkę, którą zakupiłam za jedyne 10 pensów zamiast maszyny do pisania.
 
 
Wesołych Świąt!

Gdzie jest zima?

Moim najlepszym przyjacielem jest ten, który wydobywa ze mnie to, co jest we mnie najlepsze.
Henry Ford
 
Fot. Teresa Kiedrowska
 

 

 
 

 
W bardzo podobnym miejscu, poznałam mojego nieżyjącego już kolegę, przyjaciela, filologa, cynika... - człowieka, który...
Zatrzymałam się i przyglądałam ogrodowi jak zaczarowana.
 
 
I co z tym zdarzeniem mają wspólnego zamek de Haar w Utrechcie, tudzież Fallingwater w Pensylwanii dzieła Franka L. Wrighta, to temat nie na wpis, opowiadanie, ale powieść... Dodam tylko, że ze wszystkich domów na wodzie, najbardziej w ostatnim czasie, spodobał mi się dom wybudowany na potrzeby filmu The Lake House.
 


 
Nic tu nie ogranicza człowieka i ponieważ patrząc stąd, świat zdaje się nie mieć końca, i my poddajemy się złudzeniu, że oto dotykamy wieczności.
Lapidarium III, Ryszard Kapuściński
 
 
Jako komentarz, przytoczę rozmowę Felicyty z Mirosławem Bańko - sjp.pwn.pl.
 

- Czy konstrukcja ta nie zawiera błędu? Wygląda to tak, jakby imiesłów patrząc odnosił się do świata, a przecież podmiotem jest człowiek (tudzież my) - zapytała F.
- Owszem, zdanie jest źle zbudowane. Można by je łatwo poprawić: Nic tu nie ogranicza człowieka i ponieważ kiedy się patrzy stąd, świat zdaje się nie mieć końca, i my poddajemy się złudzeniu, że oto dotykamy wieczności. Podobne konstrukcje mieszczą się w normie. Sto pięćdziesiąt lat temu, takie zdanie zacytowane przez Panią byłoby poprawne, ale w ciągu XIX wieku zasady użycia imiesłowów przysłówkowych ukształtowały się tak, że dziś przykłady przytaczane przez dawnych gramatyków wydają się nam zabawne.  



sobota, 19 grudnia 2015

czwartek, 1 października 2015

Księżycowe gry, a Super Księżyc po krakowsku.

Palec wskazujący na księżyc nie jest księżycem
Budda
W nocy z 27 na 28 września 2015 roku, większość pasjonatów fotografii usiłowała...
 
Laurent Laveder Photography
Zrozumieć znaczenie słów carpe diem, a może innym to znaczenie przybliżyć, wytłumaczyć?
Dla francuskiego dziennikarza Laurenta Lavedera, fotografia od dawna była pasją. Dlaczego go fascynowała, fascynuje ta forma przekazu? Zajrzyjcie na jego profil i przekonajcie się sami kto stoi po drugiej stronie obiektywu. Czy to człowiek, którego jedynym celem jest zatrzymać chwile na wieczność?
 
Laurent Laveder Photography 
 
Czy tylko z myślą o tych, którzy marzą o locie na księżyc, powstał cykl Monn Games? W tym miejscu, przypomnę, że ten projekt - pomysł zabawy z Księżycem, który mnie, i pewnie wielu, wielu innych ludzi urzekł, Laveder zrealizował już dawno temu.  
Natomiast najlepsze zdjęcie, jakie ostatnio zobaczyłam z tego jedynego w swoim rodzaju spektaklu... Ale po kolei.
 
Przenieśmy się oczyma wyobraźni do Krakowa.
Myślę, że pewnie zdarzyło się Wam kiedyś, zabłądzić wśród uliczek, znaleźć w pewnej piwniczce, bądź sympatycznej knajpce z mini scenką i natrafić na taki jazzowy klimat, a nawet usłyszeć dokładnie tę melodię, piosenkę.
 
 
Jeżeli jeszcze do tego, spędziliście ten czas w dobrym towarzystwie, to chyba nikogo nie muszę przekonywać, że po takiej porcji strawy, można już tylko oglądać księżyc i podziwiać gwiazdy na niebie.
 
A teraz w tym duchu, przeczytajmy fragmenty relacji Jana Ulickiego z dnia 28 września 2015 roku.
Plan był genialny. Idealne miejsce, docelowo Księżyc zachodzący za Wawelem. Pobudka o 2.30, kawka, cheesburgery z...
Wspinanie się po drabinie na dźwig.  
 
Laurent Laveder Photography
 

55 metrów nad ziemią. Szybko okazało się, że przypuszczenia co do miejsca zachodu Księżyca się nie sprawdzą.
 
Laurent Laveder Photography
 
Dodatkowo dźwig był na tyle niestabilny, że niemal każde zdjęcie wychodziło poruszone.
Zadajecie sobie pytanie, czy taki pasjonat fotografii jak Jan Ulicki, poszedł sobie do domu i zdecydował się wrócić w to samo miejsce w 2033 roku?
 

 Laurent Laveder Photography
 
Jan Ulicki: Mimo to dzielnie trwaliśmy, obserwując powolne zaćmienie, i późniejsze zabarwienie Księżyca na kolor ceglasty.
Zdjęcia nadal nie były dobre.
Świt, obserwacja coraz jaśniejszego Księżyca i decyzja, że...
 
Laurent Laveder Photography
 
...zostajemy do wschodu. I wtedy nadszedł ten moment... Pojawiła się szansa na to jedyne ujęcie. Księżyc schodził coraz niżej, stale się powiększając i zmierzając ku Kościołowi Mariackiemu.  No i wreszcie udało się uchwycić to, po co przyjechałem.
 
Super Księżyc w Krakowie.
 
 Jan Ulicki Photography
 
Trudno nie zgodzić się z autorem tej fotografii, że nie wystarczy patrzeć, trzeba umieć jeszcze dostrzec.
A czy Wy, w tej chwili, potraficie odpowiedzieć na pytanie dlaczego ludzie marzą o locie na Księżyc?


czwartek, 24 września 2015

Milcząca wiedza

Ostatnio, w jednej z książek z zakresu ekonomii, natknęłam się na ten piękny zwrot. Milcząca wiedza, czyli... praktyka.
Fot.Teresa Kiedrowska
 
Zastanawialiście się jakie miejsca w domu mówią o Waszych ukrytych, zrealizowanych, niezrealizowanych pragnieniach? Reżyser  Urlich Seidl twierdzi, że jest to piwnica. To niby pod podłogą domu kryje się ten skrawek przestrzeni, który staje się zwierciadłem duszy, odbijającym prawdziwe potrzeby, pasje, obsesje, zwyczaje właściciela domu. 
Czy te obserwacje znajdują jakieś odniesienie do Was? Gdzie Wy "zaszywacie się", aby uprawiać swoje hobby? Co w życiu Was tak pochłonęło, pochłania, że zaczęliście, zaczynacie przypominać taki... pomnik?
 



piątek, 18 września 2015

Morze słów

Ry­bacy wiedzą, że morze bywa niebez­pie­czne, a sztorm straszli­wy, jed­nak nig­dy nie trak­tują tych niebez­pie­czeństw ja­ko wys­tar­czającego po­wodu do te­go, by po­zos­tać na brzegu.
Vincent van Gogh
 
Erich Paulsen
Zasłyszane wśród... Wśród morza ewen­tual­ności: te­go, co pot­rzeb­ne, mniej pot­rzeb­ne i zby­teczne, te­go, co przy­jem­ne, a pożyteczne, te­go, co szkod­li­we, bar­dziej szkod­li­we, a sma­kowi­te, te­go, co opłacal­ne, bar­dziej opłacal­ne, a krzyw­dzące dru­giego człowieka, te­go, co praw­dzi­we, mniej praw­dzi­we, kłam­li­we, ale dające korzyści. Nie zgu­bić się w tym gąszczu, ani nie roz­strzy­gać fałszy­wie. Nie zgu­bić się ani na chwilę, ani na miesiąc, ani na całe życie. Umieć wrócić, gdy się pobłądzi. Umieć od­kryć błąd, przyz­nać się do te­go, że się było nieu­czci­wym, bru­tal­nym, egois­tycznym, że się skrzyw­dziło dru­giego człowieka. Pot­rze­ba dru­giego człowieka, który po­może, os­trzeże, upom­ni w imię dob­ra, życzli­wości. Pot­rze­ba dru­giego człowieka, który ura­tuje od roz­paczy. Pot­rze­ba człowieka wier­ne­go, który nie zdradzi, nie odej­dzie, nie opuści, gdy zdarzy się czas próby, niepo­wodzeń, klęsk, ka­tas­trof życiowych, gdy wszys­cy się od­suną, potępią, za­pomną, który po­cie­szy, po­dep­rze, po­da rękę, poz­wo­li uwie­rzyć w siebie, przy­niesie nadzieję i ra­dość. Bo miłość, to by­cie do dys­po­zyc­ji, to go­towość do te­go, by usłużyć, pomóc, przy­dać się, zaopieko­wać się. To chęć, by być pot­rzeb­nym. 

Erich Paulsem

I uniwersalna konkluzja... Czas jest zaw­sze tym egza­mina­torem, przed którym nie os­ta­nie się żad­na złuda, zaśle­pienie. 


czwartek, 10 września 2015

Myśl tygodnia

Bywają myśli tak głębokie, że pogrążają autora...

 
Jest pogodny ranek, dochodzi godzina siódma. Stoję w długiej kolejce. Czynne są tylko dwie kasy. Po krótkim telefonie, informacji, z ciekawością  przeglądam na portalu społecznościowym nadesłane przed chwilą, na moją skrzynkę zdjęcia. Przede mną kręci się niecierpliwie starsza pani. Zagląda mi przez ramię, strofuje stojących w kolejce klientów, częściowo jeszcze zaspanych. 
Kolejka przesuwa się wolno. W końcu dowiadujemy się, że są nieczynne terminale płatnicze i należność za zakupy będzie można uiszczać tylko gotówką. Poranne zakupy mam niewielkie, więc powinno mi starczyć pieniędzy, niemniej część klientów pozostawia w miejscu w którym stoi, ostentacyjnie, z oburzeniem swoje koszyki i opuszcza sklep.
Tym sposobem, znajduję się prawie przed kasą, tuż za ową nerwową kobietą. Ale i ta kasa zdaje się być nieczynna, pracownik coś manipuluje przy klawiaturze... Rozdrażniony tłum obsługuje teraz tylko jedna osoba.
- Przepraszam pana, pan jest zajęty, czy wolny? - starsza pani, ze złością w głosie kieruje swoje pytania do sprzedawcy.
Bardzo młody człowiek, unosi pogodną twarz znad klawiatury, spogląda krótko na kobietę i z uśmiechem, ciepłem w głosie odpowiada.
- Teraz zajęty, ale po pracy wolny.
Jednocześnie wystawia swoją dłoń przed ladę, pokazuje palec serdeczny - przewiązany kolorową tasiemką w formie obrączki.
- No wie pan! - z oburzeniem wyrzuca z siebie kobieta, szukając wzrokiem wsparcia w tłumie.
Zamykam strony, chcę się już wylogować, wyłączyć telefon, ale mój wzrok wychwytuje jedno zdanie, które wywołuje na mojej twarzy szczery uśmiech, a w oczach pojawiają się "chochliki". Dodatkowo, w tej "inspirującej" atmosferze, w moich myślach pojawia się riposta: "Golf jest jeden... ale w wielu Variantach" i w tym momencie spotykam się ze wściekłym spojrzeniem starszej pani.
- A pani z czego się śmieje?
- Przeczytałam właśnie, że golf jest bardzo frustrującym zajęciem - odpowiadam ze spokojem i zgodnie z prawdą, kontemplując jeszcze w wyobraźni obraz pola golfowego.
Widzę, jak kobieta wolno przenosi swój lodowaty wzrok na mężczyznę stojącego za mną.
- A pan co taki wesoły?
- Właśnie się dowiedziałem, że wygrałem milion.


sobota, 5 września 2015

Czwartkowa w weekend. Teoria wszystkiego

Trzymany w laboratoryjnej klatce chomik,
mówi do swojego towarzysza:
Wytresowałem naukowca. Za każdym razem,
kiedy naciskam ten guzik, przynosi mi ziarno”
 
Autor książki, którą teraz czytam, napisał w przedmowie tomu pierwszego: „Kiedy rozmawiałem o moim pomyśle z wydawcą, z entuzjazmem podszedł do idei publikacji. Rezultat: ponad dwa tysiące stron, z których powstaną trzy tomy powieści”. Pierwszy i drugi tom książki, ukazał się we Francji w 2004 roku, w Polsce kolejno w 2006 i 2007 roku. Natomiast na tom trzeci, autor kazał czekać swoim czytelnikom przeszło dziesięć lat. Gdy już przestałam liczyć na to, że zostanie napisana i wydana ostatnia część... Jestem w księgarni, oczom nie wierzę. Jest!
 
Fot. Teresa Kiedrowska
W tym przypadku, pisarz długo pracował nad ostatnim tomem i widok tej książki na półce odebrałam jako miłą niespodziankę. Choć większą niespodzianką okazało się skonstatowanie, że nie wszystkie książki są dostępne na wyciągnięcie ręki. W świetle opinii, że mało czytamy, wyobraźcie sobie taką sytuację: zbliża się ważna uroczystość, a ja w ostatniej chwili, dowiaduje się o książce, którą ktoś od dawna pragnie mieć w swojej domowej bibliotece. Zważywszy na okazję, pomyślałam sobie, taki symboliczny zakup, plus nietuzinkowa dedykacja, to cudowny pomysł na trafiony prezent. Znany autor, znany tytuł, wydawałoby się prosta sprawa, a tu... szukam w necie, odwiedzam księgarnie, jedną drugą. Poznaje kolekcjonerów kolejnych wydań tej książki, również wśród księgarzy, dostaje od nich adresy antykwariatów. Nie ma!
 
 
Książki nadal szukam, a za chwilę o innej książce i... Idziemy do kina. W swoim dokumentalnym filmie La Tube, reżyser Peter Entell pokazuje w jaki sposób działają na nas obrazy. Doświadczenie zostało przeprowadzone tak, aby wykazać różnicę pomiędzy widzem kinowym, a telewizyjnym.
Na płóciennym ekranie wyświetlany jest film. Połowa zgromadzonych siedzi tak, że ma projektor za plecami, druga część widowni tak, że światło projektora pada im prosto w twarz. Na koniec, widzom zaczęto zadawać pytania. Publiczność, która miała projektor za plecami, zachowała zdolność analitycznego myślenia oraz krytycznego, kreatywnego podejścia do filmu. Natomiast druga badana grupa, okazała się bierna w swoich opiniach, a i podczas wyświetlania filmu, wykazywała się obniżoną aktywnością mózgową. Na podstawie tego doświadczenia Entell stwierdził, że analogicznie w przypadku oglądania telewizji, występuje u widza swoista „ociężałość umysłowa”, ponieważ znajduje się on w zasięgu światła, które pada na twarz. Taki człowiek traci poczucie dystansu.
 
Wnioski z badań są takie, że w kinie zdecydowanie łatwiej przychodzi nam kontemplowanie obrazu. Może o tym nie wiedzieliście, ale o tym, że dobrze widzi się tylko sercem, słyszał, chyba każdy. Obecnie w kinach, możemy obejrzeć najbardziej wyczekiwaną animację roku, czyli dzieło Osborna Mały książę. Gorąco polecam tę niezwykłą ekranizację książki Antoine Saint de Exupery. To jeden z tych filmów, o którym się mówi, że chwyta za serce i dotyka duszy. Dodatkowo, widok niejednego dorosłego widza, ukradkiem ocierającego łzę, zwłaszcza przy napisie The end, potęguje emocje i skłania do refleksji... nad tym, co w życiu najważniejsze?
 
W przypadku nauki, ostatecznym jej celem jest dostarczenie jednej spójnej teorii, która potrafi opisać i wyjaśnić mechanizmy rządzące Wszechświatem. Wyjaśnianie to, zostało nazwane przez Einsteina Teorią Wszystkiego. Polega na połączeniu tego co nieskończenie małe, z tym, co nieskończenie duże. To tylko teoria, ponieważ klasycznej fizyce nie udało się jak dotąd udowodnić, połączyć tych skrajności rozpatrywanych przez pryzmat czterech wymiarów. Wymyślono więc teorię strun, która zamiast zwyczajowego świata w czerech wymiarach, proponuje świat w dziesięciu wymiarach.
 
A teraz w kontekście, najlepiej filmu Mały Książę, tej jednej, jedynej róży, nie zastanawiając się zbytnio nad słowami, posłuchajcie dźwięków jakie potrafi wydobyć ze swoich strun głosowych ta dziewczynka:
 
 
Tak, to zdecydowanie piękne, kiedy znajdujesz miłość w swoim menu. A do którego wymiaru może przenieść dobra książka, muzyka, film... refleksja nad obrazem? Do którego wymiaru może przenieść praca nad książką, muzyką, filmem... obrazem? Do którego wymiaru może przenieść uśmiech dziecka, bliskiej osoby.... itd.
Jestem tylko włóknem, którym związano kwiaty w bukiecie. Lecz to nie ja stworzyłem te kwiaty. Ani ich kształt, ni barwy, ni zapachy. Moją jedyną zasługą jest to, że je wybrałem i połączyłem, aby je wam zaprezentować w nowy sposób.
 
Liście herbaty
Nie narzekaj na ciemność. Stań się światłem odszukałam w swoich starych zapiskach... Paradoks, bo od takiego cytatu zaczyna się trzeci tom książki, którą zakupiłam. Książka, herbata - instant mądrości – wystarczy dodać wody. I wtedy nie ma nie ma dla mnie, tak jak i C.S. Lewisa i wielu, wielu innych, wystarczająco dużej filiżanki herbaty, tak jak wystarczająco długiej książki... Obrazy, kolory, smaki, zapachy, emocje... wypełniają wyobraźnię. Ktoś nie wierzy? Wyobraź sobie jak zaczynasz konsumować kawałek soczystej cytryny.
 
 

czwartek, 27 sierpnia 2015

Gdańsk i okolice

Szczerze mówiąc, długo zastanawiałam się nad tytułem tego wpisu. Gdańsk i okolice dla wybrednych? Choć bardziej chodzi o ludzi śpieszących się. Takich, którzy dysponują niewielką ilością czasu, a chcieliby zwiedzić... Hm. Zwiedzić, szumnie powiedziane, zobaczyć miasto.

Krótka służbowa wizyta w Gdańsku.
- Ile nam zostało do wyjazdu?
- Godzina, dwie...
- To nie zdążysz nam już pokazać Gdańska i okolic?
- Chcecie poznać Gdańsk, Trójmiasto...? Tysiącletnią kulturę w parę minut? - pytam z uśmiechem.
- Jak damy radę? I jeszcze gdzieś posiedzieć, wypić kawę, coś zjeść.
...
- Chyba sobie żartujesz? - wyrzucił z siebie ledwie łapiąc oddech X. - Gdzie my jesteśmy? Tu nawet nie można zawrócić?
- Chcesz zobaczyć Gdańsk?
- No tak.
...
Za kolejnym zakrętem.
- O nie! Dalej nie idę! - X. ciężko dysząc, z dezaprobatą wyrażał kolejny raz swój sprzeciw - Nie powiedziałaś, że tu nie ma windy. Wiedziałaś, że tu jest tyle schodów?
- Taaak...
- Prose pana, a ja pana psegonię. Będę pierwsa! - powiedziała mijająca X. mała blondyneczka.
...
- Jak tu pięknie - powiedział z radością w głosie X, oddychając głęboko, tak jak i my, przyjemnie rześkim oraz zdecydowanie chłodniejszym, niż na dole Bazyliki Mariackiej powietrzem.

Fot. Teresa Kiedrowska

Zapytany o to miejsce, idee, autor prac, powiedział, że ceni sobie ludzi, których oczy mówią więcej niż usta.


 
Na naszej trasie powrotnej, tuż za Gdańskiem, wszystkim najbardziej podobało się... morze. Suchy przestwór oceanu. 
 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Nocny spacer

Dla ich pięknych oczu.
Pocieszne wykwintnisie, Molier
 
 
Bulwary nad Wisłą. Most Gdański. Jeszcze parę dni temu nie było na nim świetlnego napisu: Miło Ciebie widzieć.
 
Fot. Teresa Kiedrowska
  
- Jak dojdę do Śródmieścia? Mam skręcić na prawo, czy na lewo? - słyszę strzępek rozmowy ludzi których mijam.
- Nie rozumiem. Chce Pan iść na około, przez rzekę? ...
 
 
- Przepraszam panią bardzo - zagaduje mnie przechodząca obok para - Jak dojść do Multimedialnego Parku Fontann?
(...)
- A wstęp na ten pokaz fontann jest płatny?
- Bezpłatny - odpowiadam.
 
 
Przechodząc przez park, słyszę muzykę, która towarzyszy pokazowi. Tak, to Beethoven's 5 Secrets przypominam sobie...
 
 


Na skraju tej skarpy, obecnie przy schodach prowadzących do Multimedialnego Parku Fontann, przesiadywała Maria Skłodowska-Curie. Noblistka bardzo lubiła to miejsce, jak i widok...
 
 
Choć chyba bardziej ceniła sobie ten:
Uczucie rozczarowania przychodzące czasem po jakimś niepowodzeniu w pracy mijało szybko, ustępując miejsca świeżemu napływowi energii. Rozkoszne też przeżywaliśmy chwile, przechadzając się dookoła szopy i rozprawiając o naszej pracy. Jedna z naszych rozrywek w owym czasie – to przychodzenie do pracowni wieczorem. Dostrzegaliśmy wtedy ze wszystkich stron słabo mieniące się zarysy szkieł i torebek, w których mieściły się nasze preparaty. Był to widok naprawdę cudowny i zawsze dla nas nowy. Żarzące się rurki wyglądały jak nikłe czarodziejskie światełka.
Źródło: Alicja Rafalska-Łasocha, Maria Skłodowska-Curie – kobieta niezwykła, „Alma Mater”, nr 136, nr specjalny 2011, s. 14.


Ale, ale...
- This is Skłodowska... She discovers rad and polon. Ona dostała za to jakąś nagrodę. Oskara? Co ja gadam! Nobla! - słyszymy jak fotografująca obcojęzycznych znajomych kobieta, jednocześnie stara się głośno przybliżyć, a może raczej wytłumaczyć, przy pomocy rąk i tłumu, fragmenty wydawałoby się znanej biografii.
Przypomnijmy, Skłodowska znała biegle pięć języków i była jedyną kobietą, która otrzymała Nagrodę Nobla dwukrotnie. Co powiedziałaby słysząc tę w oryginale przytoczoną konwersację? Hm. Podążamy dalej śladami naszej Marii...

 
Maria Skłodowska-Curie mieszkała niedaleko, przy ulicy Freta. W domu, w którym się urodziła, wychowywała znajduje się poświęcone jej pamięci muzeum.
 
Mijamy Warszawski Barbakan.
 
 
- Wiesz, to jest klasyczny Rynek Starego Miasta. Do XVIII wieku najważniejszy plac miasta, na którym koncentrowało się życie Warszawy. Stanowił tło ważnych wydarzeń historycznych, wystąpień politycznych, manifestów i publicznych egzekucji, zgodnie ze swoją nazwą służył również celom handlowym - powiedziała dziewczyna do stojącego obok niej chłopaka.
- No przecież, że wiem. W końcu chyba oglądałem Dzwonnika z Notre Dame.
 
U Fukiera... Jak myślicie, co przeciętny mieszkaniec, turysta wie na temat tego miejsca?
 
 
Bo przecież nie to, że w kamienicy mieści się siedziba Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Muzeum Winiarstwa im. H. Fukiera i nikt też nie słyszał o tzw. Piwnicy Hetmańskiej...
 
 
Nie tylko ćwicz swoją sztukę, lecz poznaj jej sekrety, jako, że sztuka i wiedza są w stanie wynieść ludzkość na niebiosa.
Ludwig van Beethoven











poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Gorączka sobotniej, czyli czwartkowa w niedzielę


Ci, którzy nie zrozumieli przeszłości,
Zwłaszcza ci, którzy nie zrozumieli historii ludzkości,
W szczególności zaś ci, którzy nie zrozumieli swojej
własnej przeszłości, Zostaną skazani na jej powtórzenie.
Edmund Wells, Encyklopedia Wiedzy Relatywnej i Absolutnej
 

Fot. Teresa Kiedrowska
Jeden z czytelników zapytał, dlaczego nie znajduje u mnie postów o jedzeniu. Hm.



czwartek, 6 sierpnia 2015

Godzina W

1 sierpnia. Godzina 17.00. W Warszawie zamiera ruch uliczny, wyją syreny. Słychać dźwięk dzwonów.
 
Warszawskie dzieci pójdziemy w bój
za każdy kamień twój.

 
 
Fot. Teresa Kiedrowska
 
Na krwawych szańcach
Wśród próżnego trudu
czekamy cudu.

 


Dziś idę walczyć mamo. Czy tak przed wyjściem z domu 1 sierpnia 1944 roku  żegnał się Krzysztof Kamil Baczyński? Tego nie wiemy. Natomiast wiadomo, że Kazimierz Wyki, w czerwcu 1944 roku rozmawiał z Baczyńskim o jego ewentualnym udziale w Powstaniu. Otwarcie zapytał:
- Czy naprawdę jest rzeczą potrzebną, ażebyś z bronią w ręku szedł do Powstania? Może lepiej by siebie przechować, nie wiadomo jak będzie?
Baczyński zawsze był opanowany. Według relacji Wyki, "tym razem się żachnął, wręcz gniewnie" i powiedział mu wprost.
- Proszę pana, kto jak kto, ale pan powinien wiedzieć, dlaczego ja muszę iść, jeżeli będzie walka. Kto jak kto, ale człowiek, który tak zna i rozumie moje dzieło, musi zrozumieć mnie!
 
Poniżej jeden z piękniejszych jego wierszy w interpretacji Ewy Demarczyk.
 
 
Śpiew z pożogi, 15.06.1943
 
Krzysztof Kamil Baczyński poległ w czwartym dniu Powstania Warszawskiego.
 



czwartek, 30 lipca 2015

Wszystko gra

Wakacje w Wielkim Mieście. Upał. Nieporęt... Stokrotka. Dzika Plaża. A mówią, że nie ma dzikich plaż. Idę, a właściwie przeciskam się przez tłum plażowiczów, wzdłuż linii brzegowej, mając nadzieję na "bryzę morską" i chłodne, delikatne musnięcia wodą, choćby tylko stóp.
- Synku nie jesteśmy w Sopocie. Nie baw się w tym brudnym piasku. - powiedział mężczyzna do zajętego budową zamku chłopca.
Strzępy rozmów, i dobiegająca gdzieś z oddali przeraźliwie głośna muzyka.
Spoglądam na Zalew Zegrzyński. Tylko tam dostrzegam szansę na wypoczynek.
Fot. Teresa Kiedrowska
Przedzieram się żaglóweczką pomiędzy ludźmi, łódkami, rowerkami, skuterami wodnymi, motorówkami...


 
Mijając tego mężczyznę, z rozbawieniem przypominam sobie swoje dawne zmagania z deską, a właściwie z żaglem. 
 
 
Cisza, przyjemny wiatr i przestrzeń...
 
 
A teraz, wprowadzeni w tak cudowny nastrój, pomóżcie mi znaleć odpowiedź na następujące pytanie: Jak to możliwe, iż pomimo, że sama nie miałam pełnego dostępu do swojego bloga, możliwości publikacji, czytelnicy wcale, natomiast mój wpis  
Wystarczy, znaczy wystarczy zgromadził  przeszło dwanaście tysięcy polubień, czyli G+. Rozumiem aplauz, ponieważ mnie również podoba się obraz własnego autorstwa, jak i te parę skreślonych słów. Ale...

28.09.2015 Ale... W dniu dzisiejszym, wpis Wystarczy, znaczy wystarczy notuje normalną ilość polubień, natomiast Na przednówku po włosku, odnotował przeszło osiemset tysięcy polubień G+. Krasnoludkom dziękuję, a może już... podziękuję :)


czwartek, 23 lipca 2015

Raj

Nie wiem jak Wy, natomiast ja, jak tylko powiem, pomyślę: "już mnie nic nie zdziwi", to dosłownie chwilkę po tym stwierdzeniu...
Rzecz dotyczy miasta Warszawy i polecanego przeze mnie Kina letniego w ramach corocznego cyklu Filmowej Stolicy Lata.
 
Wieczór, 17 lipca. Centrum Nauki Kopernik.
- Wiesz jaki zawód jest najstarszą, znaną profesją na świecie? - zapytał prowadzący spotkanie Andrzej Szozda.
- Wiem - odpowiedziała zaproszona Olga Woźniak.
- Jaki? - dopytywał zalotnie redaktor.
- Myśliwy.
Rozległy się głośne brawa.
 
Potem nastapiła burzliwa dyskusja z udziałem  publiczności. Padło parę kotrowersyjnych pytań i odpowiedzi.
- Uważam, że prostytutka to zawód jak każdy inny. Żyjemy w kapitalizmie. Każdy z nas musi pracować - uzasadniała swoją opinię energiczna szatynka - Osobiście nie widzę różnicy, pomiędzy pracą w agencji reklamowej, a agencji towarzyskiej. Praca jak praca.
O mikrofon poprosił starszy pan.
- Również nie potępiałbym kobiet za to zajęcie. W Holandii, usługa seksualna świadczona przez prostytutkę osobom niepełnosprawnym jest postrzegana jako Miłosierdzie.
(...)
O filmie powiem krótko. Dawno nie widziałam tak ironicznie, dotkliwie, a zarazem tak prawdziwie zaprezentowanego spojrzenia na omawiane zagadnienie. Choć w tym przypadku  chodzi o... męską prostytucję. Czy tylko? Mnie ujęła dystansem do siebie odtwórczyni głównej roli Margarete Tiesel. "W raju wszystko jest iluminacją, czyli eine Liebe von Ulrich Seidl". Polecam Raj: Miłość.

czwartek, 16 lipca 2015

Delfinarium

W Mszczonowie ma powstać Delfinarium. Pod petycją do Ministerstwa Środowiska, inwestrów i władz gminy o wstrzymanie inwestycji podpisało się 55 tyś. osób. Czytam dalej...
 
Delfiny to zwierzęta posługujące się echolokacją, za jej pomocą poznają otoczenie, a tu wszystko będzie się odbijało od betonowych ścian. To tak, jakby czlowieka zamknąć na całe życie w gabinecie luster. Jest to tym bardziej bolesne, że dotyka zwierząt o wyjątkowej inteligencji - powiedziała dr Agnieszka Sergel z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie. 
 
To zapraszam do zwiedzania Krakowa z Andrzejem Mleczko. Mnie ubawił przypis: "w tym domu nikt ważny nie mieszkał".
 
 
Że zmuszam kogoś do... myślenia? 

czwartek, 2 lipca 2015

W.S.

Ktoś powiedział, że ludzie głupieją hurtowo, a mądrzeją detalicznie. Dlatego kochamy i popieramy przypadki detaliczne.
Wisława Szymborska
 
 
 
Obchodziłaby dziś swoje urodziny...
 
 
Tu leży W.S.
Pogrzebik bez łez
Jak podało Radio Zet.
Na grobie jest tylko pet.
Według Wyborczej gazety,
Dwa pety.
Próbne epitafium Grzegorz Turnau


czwartek, 25 czerwca 2015

Kino... letnie?

Uwielbiam w kinie to, że fabuła filmu jest przestrzenią do dyskusji nad najpoważniejszymi kwestiami tego świata. Lubię zadawać pytania, na jakie ani nauka, ani religia nie są w stanie udzielić odpowiedzi. Nie chcę tego za nie robić, ale cenię sobie możliwość wkładania kija w mrowisko i poruszenia niewygodnych czy trudnych do zdefiniowania aspektów rzeczywistości.

Benh Zaitlin, Wędrówka wspomnień

Kino plenerowe od wielu lat gości w programach wakacyjnych rozrywek w wielu miastach na całym świecie. Również w Warszawie, przedwczoraj na Polach Mokotowskich, w ramach rozpoczęcia jubileuszowej X edycji Filmowej Stolicy Lata, mogliśmy zobaczyć film, którego chyba nikomu nie muszę rekomendować: Grand Hotel Budapest.

Dla zwolenników tego typu spędzania wolnego czasu, organizatorzy przygotowali kilkadziesiąt filmów, których projekcja będzie się odbywać aż w 22 lokalizacjach. Przeglądając kalendarz wydarzeń na stronie Filmowej Stolicy, moją uwagę przykuło wiele znanych tytułów: Czarny Łabędź, Frida, Jobs, Koneser, Kamerdyner, Lektor, Marzyciel, Moulin Rouge, Nietykalni, Pan od muzyki, Skrzypek na dachu, Żelazna Dama, czy dość kontrowersyjna Tajemnica Filomeny. Trudno wymienić tu wszystkie propozycje, ale takie nazwiska jak Martin Scorsese, Oliver Stone, Woody Alen, Jim Jarmusch, czy nasze rodzime jak Juliusz Machulski, Roman Polański są z pewnością gwarancją dobrego kina.
 
Fot. Danilo Fiori
 
Patrzcie z bliska. Ale im bliżej jesteście tym mniej zobaczycie.
A im lepiej wszystko widzicie, tym łatwiej was oszukać.
Iluzja, reż. Luis Leterrier

Iluzja, filmy lekkie i przyjemne, komedie, filmy sensacyjne... Czeski film? Również.

Zmierzch, a nawet słodko wspominany kiedyś przeze mnie film Lasse Halstroma Czekolada z muzyką Rachel Portman.
 
 
Czekolada... kosze piknikowe, ale jako danie główne tej uczty wakacyjnej polecam plenerowe, piątkowe spotkania w Centrum Nauki Kopernik.

Projekcje rozpoczynają się od krótkich rozmów tematycznych z ekspertami. Ponadto, w tym twórczym, ciekawym miejscu możemy liczyć na ambitne kino autorskie, poruszające problematykę obok której trudno przejść obojętnie. Tegoroczny cykl: Zaplecze światła poświęcono przemysłowi turystycznemu.

Współczesny przemysł turystyczny wyspecjalizował się w sprzedaży iluzji. Kolorowe foldery i bilbordy, reklamujące egzotyczne wakacje, obiecują raj, który ma wynagrodzić ciężką pracę w ciągu roku. W wypreparowanym na potrzeby masowego odbiorcy świecie all inclusive zawsze świeci słońce i wszyscy są uśmiechnięci. Wystarczy jednak zejść z utartych szlaków, aby dostrzec świat dramatycznych kontrastów społecznych, ubóstwa, niewolniczej pracy i zdegradowanego środowiska naturalnego. (...)

Podczas tegorocznego Kina letniego zaprosimy Cię w podróż, której prawdopodobnie nie znajdziesz w ofercie żadnego biura turystycznego. Chcemy zwalczyć stereotyp wakacji jako łatwej i bezrefleksyjnej rozrywki i postawić kilka trudnych pytań, zamiast odgradzać się szczelnym murem ignorancji... czytamy na stronie Centrum Nauki Kopernik.

A Ty Drogi czytelniku, gdyby... gdyby Twoje wspomnienia posłużyły za scenariusz do filmu poszedłbyś do kina?