czwartek, 13 listopada 2014

Dzika róża

Są ludzie, którzy odchodząc, ślad trwały zostawiają i w blasku jasnej jutrzenki do nas wracają niczym tęcza na horyzoncie
Wisława Szymborska

Książka, a właściwie książeczka, leżała sobie w zagubionym wśród warszawskich uliczek „antykwariacie”. Taką samą kiedyś wygrałam. To były czasy, gdy zakładaliśmy się o książkę, deser, kto zapłaci za wszystkich w kawiarni rachunek itp. Przedmiotem sporu, wśród naszej grupki przyjaciół były prozaiczne sprawy, zwykle dopingujące do... przegranej. Na przykład: „Nie zdam tego egzaminu”. „Mówię, ci, że zdasz!”. „On większość oblewa”, „O ile zakład, że zdasz przy pierwszym podejściu? O co się zakładamy”...

Z X. założyłam się o... Hm. Nie pamiętam, ale nagrodą dla mnie, miała być rzecz dla niego bardzo cenna - książka. A trzeba wiedzieć, że X. wolał kupić komuś książkę i dać ją w prezencie, niż pożyczyć do przeczytania. Tu, akurat w rachubę nie wchodziła byle jaka książka, ale miniaturowe, kieszonkowe wydanie. Zakład był o tyle bolesny, że po mojej ewentualnej wygranej, miałam prawo wybrać sobie dowolną książeczkę z jego cennej kolekcji. 
X. chyba, nie przewidywał takiego rozwiązania, bo gdy nadeszła chwila wydania nagrody, chciał unieważnić zakład... Proponował w ramach substytutu, bilety do teatru itd. W końcu, z bólem serca wsypał miniatury w poły swojego swetra i wylosowałam tomik wierszy Juliana Tuwima. Do do dziś nie mogłam sobie przypomnieć tytułu, ponieważ książeczka, z ulubioną jego dedykacją: Na wieczystej rzeczy pamiątkę”, trafiła do kogoś na „wieczne nieoddanie”.

Teraz leżała przede mną. Ta sama okładka, to samo wydanie... Prośba o piosenkę. Pamiętam jeszcze, że wtedy, wcale nie tę książeczkę chciałam wybrać. Bardziej zależało mi na wierszach Gałczyńskiego, które jak się potem okazało, mój przyjaciel skrzętnie ukrył.

Fot. Teresa Kiedrowska
  
Wzięłam książkę do ręki. Zapytałam ile kosztuje. Ponieważ byłam na spacerze, zaczęłam się zastanawiać, czy mam w ogóle ze sobą jakieś pieniądze. Antykwariusz, chyba to moje pytające spojrzenie odebrał jako sygnał do twardych negocjacji, ponieważ szybko dodał:
- Jak dorzuci pani jeszcze złotówkę, to z tego worka, może pani dodatkowo wybrać dowolną książeczkę. Zaznaczam, że tylko, tylko jedną.
Jednocześnie, jak św. Mikołaj, potrząsnął mi przed nosem wyjętym spod lady workiem z maleńkimi książeczkami.
Wyszłam z Tuwimem i... Gałczyńskim.

32 komentarze:

  1. Witaj Teresko.
    Fajne książki kupiłem onegdaj u buknistów na ulicy i to za niewielkie pieniądze.
    O antykwariacie Marka na bazarku Szembeka nie wspomnę.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Michale!
      Mnie to się czasami wydaje, że spacerując po mieście powinnam mieć założone na oczy takie klapki jak koń. Bo gdy przystaje w takich miejscach, to zawsze się zastanawiam, jak można się pozbywać takich fajnych książek?
      Również pozdrawiam serdecznie ;)

      Usuń
  2. można też tak :
    Z okruszynami młodości - co robić? Rozrzucić ptakom?
    Można i ptakom rozrzucić, można i w słowa powkładać.
    Odfruną, uradowane, żeby po nowe powrócić,
    Wrócą - i słowa, i ptaki - nadzieją skrzydlate jednako.
    A co im powiesz? Że nie ma! Że nie ma powiesz biedakom.
    Uwierzą? Nie, nie uwierzą. Do późnej, pochmurnej nocy
    Będą za oknem czekać, skrzydłami w szyby uderzą
    I padną, martwe i wierne. Ptaki i słowa, jednako.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że któryś ze współczesnych bardów zainspirował się tym wierszem i rozwinął te myśli. Kto czyta, szuka znajdzie... Ale może to być też dalej: Rozmowa bez słowa.

      "Z Tobą choćby pomilczeć
      jakże jest ciekawie
      gdy siedzisz cała piękna
      przy swej małej kawie

      i podnosisz filiżankę
      nie nazbyt wysoko
      jakbyś chciała sprawdzić
      czy jeszcze jest po co

      włosy twe kochane
      oczy twe kawowe
      jakże cię podziwiam
      w tej cichej rozmowie"

      Usuń
    2. słodka i rdzawa, jak krew gołębia rozmazana na szybie na początku nie tak dawno napisanej książki, którą pewnie znamy...

      Usuń
    3. Myślę, ze najlepiej to ujął Shakespeare: Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło... Filozofom! :)

      Usuń
  3. Kto dzisiaj kupuje ksiazki... Nieliczni chyba:)
    Uwielbiam Galczynskiego, lubie Tuwima. Mam ich w swoich zbiorach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to chyba zawsze był swoisty... snobizm? Problemem chyba będzie, gdy stanie się nim samo czytanie.

      Usuń
  4. Ja zazwyczaj zakładam się o czekoladę. Ale o egzaminy wolę nie, bo ktoś zazwyczaj z grzeczności zaprzeczy, że przecież oczywiście, że zdam i nagle może okazać się, że nie zdałam. I wtedy mam w plecy i egzamin i czekoladę. A to już ciężar nie do udźwignięcia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przypominam sobie żeby ktoś poddał się i to z takim dopingiem. Ale pamiętam sytuację wzajemną, gdy przejedzeni, z rozpaczą spoglądaliśmy na nasze czwarte desery ;)

      Usuń
  5. kieszonkowe wydania książek są takie urocze ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dopracowane... Takie minimum z maksimum, a nie maksimum z minimum ;)

      Usuń
  6. Oj nie zakładałabym się o książki, nie dam i już. :))
    I Tuwim i Gałczyński i wielu innych przyjaciół jest ze mną gdy tylko otworzę książkę.
    Kto dziś kupuje książki? Oj wielu wielu czytaczy. :) Miniaturek mam sporo też je lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką zasadę... wywodzącą się z tradycji rodzinnej? Tak. Przy ważnych sprawach, rzeczach nie zakładam się wcale. A drobiazgach, sprawach raczej honoru, gdy jestem pewna 100 proc. wygranej ;)

      Usuń
  7. To trochę przykre, ale ja ostatnio przerzuciłam się na ebooki. Wygodniejsze są jak dla mnie i mam wszystkie w jednym miejscu :)

    Pozdrawiam ciepło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie trochę Lemowskie marzenia... może dożyję czasów, gdy tablet, czytnik będzie przyjmował kształt, zapach drukowanej książki. Nie masz wrażenia, że obecny stan technologii to taka epoka... kamiennych tabliczek? ;)

      Usuń
  8. Nieśmiało zazdroszczę... (Dzika Różo?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Really?

      http://www.youtube.com/watch?v=7FeD11_66Dg

      Usuń
    2. I, really, do. It must be wonderful to be a Wild Rose.
      Przejmująca muzyka. Słodki wiersz. Zakochany Wiatr. Eh...

      Prawdziwie ciepło pozdrawiam,
      "Listy z fiołkiem"

      Usuń
  9. Oooooo, to Ci się udało, Tereso :)
    Mało jest takich ludzi, którym zależy w tych czasach na książkach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to dlatego, że jest więcej tych co piszą, niż tych co czytają? ;P

      Usuń
  10. Sentymentalne nabytki ;) Takie lubię najbardziej, bo historie związane z takimi tytułami sprawiają, że tym bardziej są cenne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tym polega całkowita wartość książki? Gdy zawiera tę subtelną, nieuchwytną, ale najważniejszą, przez ekonomistów nazwaną: "wartością dodaną"... :)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. A ja mam szczęście do takich i innych licznych historii. Dlatego dla oczyszczenia emocji, swoistego wyciszenia między innymi piszę? Hm.

      Usuń
  12. Takie sytuacje budują w wiarę w Człowieka...
    Dziękuję że mogłam to u Ciebie przeczytać...
    pozdrawiam
    dobrycoach.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej bym tego nie ujęła :)))
      A trzeba wiedzieć, że czasami podsuniecie komuś pod nos właściwej książki, czyli przyniesienie zrozumienia, może zmienić, uratować wręcz komuś życie.

      Usuń
  13. Witaj Tereniu ! Książka to najlepszy przyjaciel człowieka, bardzo lubię czytać i oderwać się od swoich problemów. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mila historia- masz juz obydwie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudna historia! Odbieram ją jako sygnał, że zawsze otrzymujemy to co sobie wymarzymy :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń