sobota, 28 czerwca 2014

Wakacje

Niewiele do szczęścia potrzeba, troszeczkę piasku, morza, nieba...
Jan Sztaudynger

Fot. Teresa Kiedrowska
"(...)
- Dżentelmen Joe?
- Nie do wiary, toż to poczciwy Jimmy McGrath!
Elitarna wycieczka biura podróży „Castle”, w której skład wchodziło siedem niewiast o zatroskanych twarzach oraz trzech spoconych mężczyzn, przyglądała im się z prawdziwym zainteresowaniem. Nie ulegało wątpliwości, że pan Cade spotkał starego przyjaciela. Wszyscy oni uwielbiali pana Cade'a. Zachwycali się jego wysoką, szczupłą sylwetką, opaloną na brąz twarzą, wesołym sposobem bycia, lekkością, z jaką potrafił prowadzić rozmowę, co wprawiało turystów w doskonały nastrój. Ten jego przyjaciel to człowiek o powierzchowności dość dziwnej. Prawie tego samego wzrostu co pan Cade, ale krępy i zdecydowanie nie tak przystojny. Typ mężczyzny, który występuje w powieściach jako właściciel salonu. Mimo wszystko interesujący. W końcu dlatego wyjeżdża się za granicę – żeby sobie obejrzeć te różne dziwne rzeczy, o których się czyta w książkach. Aż do dziś w Bulawayo strasznie się nudzili. Słońce prażyło niemiłosiernie, hotel nie miał wygód, nie warto było się nigdzie ruszać aż do momentu wyjazdu do Matoppos. Całe szczęście, że pan Cade zaproponował widokówki. Zaopatrzenie w widokówki było znakomite.
Antony Cade wraz z przyjacielem odłączyli się trochę od reszty.
- Co ty tu, do diabła, robisz z tą kupą babsztyli? - zapytał McGrath – Zakładasz harem czy co?
- Harem z tymi kilkoma sztukami? - rzekł z uśmiechem Anthony. - Czy ty im się dobrze przypatrzyłeś?
- Oczywiście. I pomyślałem sobie, że musiałeś stracić wzrok.
- Wzrok mam jak zawsze idealny. Nie, to jest elitarna wycieczka biura podroży „Castle”: ja jestem tu „Castle” lokalnym naturalnie.
- Co ci przyszło do głowy, żeby brać się do takiej roboty?
- Brak forsy. Ale możesz mi wierzyć, że bardzo mi to nie leży.
Jimmy uśmiechnął się kpiąco.

(…)
- Gdzie moglibyśmy pogadać?
Anthony westchnął ciężko.
- Chcę tym gdaczącym kwokom pokazać grobowiec Rhodesa.
- Pierwszorzędnie – rzekł aprobująco Jimmy.
- Wrócą po tej wycieczce wyboistą drogą poobijane do żywego, posiniaczone, i tylko będą marzyć o łóżku, żeby lizać rany. Wtedy my zyskamy kapkę czasu na rozmowę.

(…)
- Najwyższy czas na poranną herbatę - rzekł energicznie. - Proszę tędy. Na następnej ulicy mamy wspaniałą kawiarnię.


- Domniemywam – powiedziała pani Caldicott swoim głębokim głosem – że koszt posiłku jest wliczony w wycieczkę?
- Poranna herbata, proszę pani – odparł Anthony w sposób profesjonalnie uprzejmy – jest ekstra.
- To nieprzyzwoite!
- Życie bardzo często nas doświadcza – powiedział pocieszająco Anthony."

Znalazłam tę książkę, pozbawianą okładki. Większość z Was, pewnie domyśla się kto jest autorem. Osobiście przyznam się, że musiałam poczytać dalej ;)