piątek, 21 lutego 2014

Epoka polodowcowa...

Wiele osób znajdujący się za granicą, a zwłaszcza przebywających tam w celach zarobkowych, prowadzi dość monotonne życie... Czy to dlatego, było mi trudno wyciągnąć kogokolwiek na spacer w niedzielny poranek?


Do centrum miasta postanowiłam udać się na piechotkę. Przez te kilkanaście kilometrów zostałam pozdrowiona przez niezliczoną ilość osób. Czułam się jak na górskim szlaku. Tyle tylko, że mijający mnie z rana, z uśmiechem na twarzy ludzie, sobie biegali, jechali na rolkach, albo rowerkiem lub jakimś innym wymyślnym pojazdem, że o koniu nie wspomnę.

Dzień był piękny, słoneczny i w takim właśnie nastroju dotarłam do Starówki. Punkty usługowe, gastronomiczne, sklepy tej niedzieli były nieczynne, toteż na ulicach miasta panowała rozkoszna cisza. Wypatrzyłam cudną kawiarenkę. Podróżnicy mawiają, że nigdzie się tyle nie dowiesz o danym kraju, jak przy porannej kawie. Ja, barman, jakaś para...


Barman zaproponował śniadanie. Zaintrygował go mój zestaw śniadaniowy... Nie pytajcie mnie, jakie zadałam pytanie, bo mówią, że nie ma głupich pytań. Może nie tyle głupich, co oczywistych odpowiedzi. To było z tej kategorii. Tak myślałam w połowie zdania. Oczywistość prysła...

Ten wyyysoki, młody mężczyzna – to mogłabym powiedzieć, charakteryzując chyba wszystkich Holendrów, z anielską cierpliwością, wyłożył mi całą historię tego kraju. Uwzględniając wszystkie stereotypy, przywary... Przy pewnej informacji, o mało nie spadłam z krzesełka barowego. Myśląc, że coś źle zrozumiałam, że mój angielski...



Przy dalszym pobycie, prawie wszystkim tym informacjom, zaprzeczyła pewna zwierzchnia mi osoba. Mimo to, tej właśnie osobie, pewnego dnia, swoimi narodowymi przywarami, udało się doprowadzić do wrzenia geny moich przodków, którzy cało i zdrowo wrócili z Sobieskim spod Wiednia. Ba, przypomnieć mi, że je mam. Do tego stopnia, że gotowa byłam zrobić temu człowiekowi to, co mój ród w XIV w. czynił za takie impertynencje, swoim niemiłym sąsiadom. Zapytacie się, cóż uczynił ten człowiek, że mnie tak zdenerwował? Przedstawiając mnie, osobie, która nie wiedziała, gdzie leży Polska, powiedział, że... 

 

Po jakimś czasie, kawiarenka stała się moim i moich znajomych miejscem niedzielnych, sporadycznych spotkań. W jakiś tam przedświąteczny weekend, przed moją kawiarenką wybudowano w centrum miasta lodowisko....


- Słyszałem, Sufi (to do mnie), że co niedzielę jeździsz na łyżwach? - zapytał.

- Tak. A co?

- Nie wierzę. Polacy potrafią jeździć na łyżwach?



Za tydzień pofatygował się kilkanaście kilometrów... Podjechałam do bandy.

- Sufi, ty naprawdę jeździsz na łyżwach?!

Po wygranej w Soczi Zbigniewa Bródki, zadzwonił telefon.
- (...) 
- Czy ja ci przypadkiem, przeszło trzy lata temu, nie powiedziałam, że Polacy nie gęsi i swoje łyżwy mają (...).

czwartek, 13 lutego 2014

Walentynki

Są tacy, którzy tego święta nie obchodzą. Są tacy, którzy tego święta po prostu nie znają. Ale chyba każdy z nas, nosi, bądź to w sercu, bądź to w starym pamiętniku, pożółkłym liście, skreślone parę słów... Być może nigdy nie wysłanych, być może nigdy nie przeczytanych. 
I być może taką Walentynkę... Segregując swoją korespondencję, znalazłam list, którego nigdy nie widziały moje oczy. List, który był zamknięty. Znaczki, stempel pocztowy. Miasto. Charakterystyczne pismo. Nigdy się nie dowiem, w jaki sposób tam trafił, i tak sobie leżał przez te dobre kilkanaście lat. Bez odpowiedzi.  

Masz okruszki
w kąciku
ust
Gdybyś ty
miała
scałowałbym
je
Mam
tu
płatek śniegu
Nie widzę
Zamienił się
w kroplę
Gdzie?
Znikł
wyparował
Jestem
teraz
Jestem wszędzie
Jesteś?

Zapaliłam świeczkę w intencji człowieka, przyjaciela, który nie żyje. Z którym, jako małolaty ustaliliśmy, że nigdy nie będziemy razem... Bo... I konsekwentnie się tego trzymaliśmy. Wspólnie... Temu człowiekowi zawdzięczam całą swoją wczesną edukację literacką, teatralną... Wspólnie... Wspólnie również popełnialiśmy różne listy, wiersze, trawestacje. Zwłaszcza na zamówienie. Dlatego wspólnie, mamy na sumieniu parę cudzych randek, krótkich przelotnych miłości i chyba nawet jedno udane małżeństwo.  

czwartek, 6 lutego 2014

XXII Zimowe Igrzyska Olimpijskie


Uprawianie sportu jest prawem człowieka. Każdy musi mieć możliwość uprawiania sportu bez jakiejkolwiek dyskryminacji i w zgodzie z duchem olimpijskim, czyli w atmosferze wzajemnego zrozumienia, przyjaźni, solidarności i zasad fair play.”
Przetłumaczone przez Google na podstawie Karty Olimpijskiej
 
Przypomnijmy: fair play (z ang. czysta gra) to norma wartości w sporcie, która jest wyrazem postawy reprezentowanej przez zawodnika, gdzie zwycięstwo nie jest celem, które należy osiągnąć za wszelką cenę. Postawa ta, winna charakteryzować się przestrzeganiem przepisów gry i odrzuceniem korzyści wynikających z ewentualnych błędów sędziego oraz różnego rodzaju oszustw sportowych. Tyle definicja.
Ponadto obowiązuje brak agresji i szacunek dla przeciwnika...


Historia zasady fair play sięga czasów starożytnej Grecji i była silnie powiązana z pojęciem etyki walki wojennej. Podczas igrzysk olimpijskich, odwaga, dbanie o równe szanse stron walczących były wartościami nadrzędnymi w pojedynkach. Przed każdymi igrzyskami, zawodnicy składali przysięgę, zobowiązując się do uczciwego przestrzegania reguł sportowej rywalizacji w poszczególnych dyscyplinach. Nawet średniowiecznym rycerzom, kodeks zakazywał wykorzystywania słabości przeciwnika oraz uciekania się do podstępu w celu wygrania walki.

A współcześnie? Sportowca przestrzegającego zasad fair play można poznać po... Właśnie, po czym można poznać nie tylko sportowca, ale i człowieka przestrzegającego zasad fair play. Czy tacy ludzie istnieją, czy mają rację bytu w dzisiejszych czasach?