czwartek, 2 stycznia 2014

Sylwester. Więcej niż kino



W tym roku, Gwiazdor okazał się bardzo przenikliwy. Pod choinką, znalazłam między innymi „białego kruka” i bilety wstępu na rzekomo typowego Sylwestra. W moim życiu wszystkie Sylwestry były… typowe? Zdarzyło mi się utknąć w zamarzniętym, super szybkim pociągu, który na odcinku 2000 km osiągnął zawrotne opóźnienie ponad 30 godzin. Zdarzyło mi się iść w gęstej, jak mleko mgle przed samochodem, wskazując kierowcy drogę. Zdarzyło mi się zwiedzić nocą, jedno z piękniejszych europejskich miast, w towarzystwie przypadkowo napotkanego turysty, który w ramach prezentu Sylwestrowego, opowiedział mi jak zrealizował... moje życiowe marzenie. Zdarzyło mi się mknąć, ulicami Gdańska w karetce pogotowia na sygnale, modląc się o życie najbliższej osoby, na którą w 30 stopniowym mrozie przed szpitalem czekał komitet Sylwestrowy z kroplówką, tlenem w ręku. Zdarzyło mi się również, po Sylwestrze wysłuchać takich opowieści o wilkach, że do dziś zastanawiam się, czy byliśmy na tej samej imprezie...

Czy w związku z tym, moim podświadomym marzeniem, było choć raz w życiu spędzić Sylwestra przed ekranem? Z pewnością, chciałam zobaczyć Wilka... Wilka z Wall Street. I tak, otrzymałam w prezencie bilety na Sylwestra w kinie. Bilety wystawały z „Zakazanej psychologii” Witkowskiego. Gwiazdor, nie zrobił zakładki w miejscu na przykład takiego cytatu: „Bowiem cieszę, się serdecznie, gdy rzecz biegnie niedorzecznie. Wiliam Szekspir”, ale w miejscu pewnego rysunku z napisem „Święty spokój”. Jak się domyślacie, hasło to, wieńczy bramę wjazdową i wita przybyłych, do pewnego zacisznego  miejsca, cmentarzem zwanego…

Siedzę wygodnie na sali kinowej. Moi towarzysze eskapady, utknęli w kolejce do szatni, toalety, po drinka, kawę… W moim kierunku, chwiejnym krokiem zmierza bardzo przystojny mężczyzna. Patrzy się na mnie tak, jakby mnie znał. Przechodzi wolno przede mną, po czym przedziera się przez cały rząd foteli, dociera do jego końca.
Ponieważ siedzę na brzegu rzędu, po chwili spostrzegam, że ten sam mężczyzna, kolejny raz wspina się do góry. Wolnym, dystyngowanym krokiem przemierza ostrożnie liczne schodki. Znowu zdecydowanie idzie w moim kierunku, znowu mi się przenikliwie przygląda... Mija, idzie do końca rzędu, schodzi po schodach w dół. Po pełnym okrążeniu sali kinowej na kilkaset osób, trzeci raz ponawia rytuał. Jego twarz jest zarumieniona, a krok coraz bardziej taneczny. Mam wrażenie, że alkohol dopiero zaczyna na niego działać. Jest po dwudziestej, a gdzie północ… Oczywiście mijając mnie, badawczo lustruje mnie spojrzeniem.
Runda czwarta. Mężczyzna ciężko pokonuje liczne schody. Nie siedzę bynajmniej w pierwszym rzędzie. W końcu zatrzymuje się koło mojego fotela. Ponieważ, konsekwentnie przypatruje się mi z takim wyrazem twarzy, jakby mnie gdzieś widział, znał, staram się dotrzeć do najgłębszych zakamarków pamięci i przywołać ewentualny portret tej osoby. Nic z tego. Nawet nikogo mi nie przypomina. W tym samym momencie, opiera dłoń o fotel, pochyla się w moim kierunku i zagaja rozmowę.
- Przepraszam bardzo, czy nie wie pani gdzie jest moja żona? – pyta miękko, uprzejmie.
Teraz ja, uważnie spoglądam na niego.
- Przepraszam, nie wiem czy dobrze zrozumiałam pytanie. Szuka pan żony? 
Czy ta szczypta ironii w głosie, zamaskowała moje zdumienie, konsternację?

- Nie, żonę to ja już dawno znalazłem - wypowiadając to zdanie, pobłażliwie machnął ręką. Po chwili, znienacka wyprostował się, tak jakby nagle wytrzeźwiał i dodał zdecydowanym, pewnym głosem. 
- To znaczy tak. Szukam żony.
Staram się, aby moimi oczami nie zawładnęły chochliki. Mężczyzna również, usiłuje zachować poważny wyraz twarzy.
-  Jeszcze parę minut temu, siedziała tu gdzie pani – kontynuuje zmartwionym głosem, wskazując dłonią mój fotel.
- To niemożliwe, nikt tu przede mną nie siedział – odpowiadam.
Pan wyciąga z bocznej kieszeni marynarki swoje bilety. Pokazuje mi numer rzędu w którym siedzę i miejsce. Również wyciągam bilety. W między czasie wraca X. i z uśmiechem na twarzy przysłuchuje się rozmowie. 
- A którą windą pan jechał, to też spróbuje. Może to wehikuł czasu?  - dorzuca swoje pięć groszy.
Do naszego zgromadzenia przyłącza się M. Przygląda się biletom mężczyzny. Z niedowierzaniem kręci głową i z politowaniem przewraca oczami.
- Piętra się panu pomyliły. Często się to panu zdarza? – w jej głosie słychać nutkę cynizmu…

Tego wieczora oglądnęłam trzy(?!) filmy. Przedpremierowo Wilka z Wall Street, sympatyczną komedię, czyli Millerów oraz film, który zdecydowanie mnie urzekł - Wyścig. Na ten ostatni, koniecznie należy się wybrać do kina.

Czy poleciłabym Państwu Sylwestra z kinem w tle? X., do dziś, tarza się ze śmiechu i dopytuje, kiedy kupuję Łazienki Królewskie, albo… To po tym, jak z M. i A. uraczone pewną opowieścią, pewnego mężczyzny, doznałyśmy zbiorowego deju vu i otrzymałyśmy po wizytówce: Koszenie trawników. Wycinka drzew… plus nr telefonu rzeczonego pana.

53 komentarze:

  1. 'Fajny film dzisiaj widziałem...'
    To oczywiście znany cytat.
    Teraz możesz spokojnie zaproponować nowy:
    'Fajni ludzie chodzą do kina...'
    Swoją drogą dawno w kinie nie byłam, chyba czas to nadrobić.
    Ty to umiesz zachęcić:)
    Szczęśliwego Nowego Roku:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Para-męt pikczers, czyli kulisy Sylwestrowego ekranu... ;)
      Jolu, momenty były. Prawdopodobnie przez te momenty, czyli cenzurę (musieliby wyciąć cały film?) opóźniła się premiera Wilka z Wall Street. Choć mówi się, że ten film ma za zadanie właśnie szokować, a tym samym ostrzegać przed różnego rodzaju przestępczością :) Natomiast ja, po oglądnięciu Wilka za Wall Street przychylam się do nielicznych opinii, że Scorsese, nie zamierzał wcale tu występować w roli moralisty. Jego film pokazuje przewrotnie, że bez względu na karę, prawie każdy chciałby być Jordanem Belfortem. Choć bohater aktualnie przyznaje, że nie zarobi na filmie ani grosza, bowiem wszystkie wpływy z filmu i książki, zasilą jego ogromny dług wobec rządu USA... to... :)
      Mnie zachwycił film, który niejako mi umknął... może dlatego, że to Niki Lauda?
      Mam nadzieję, że ten rok Ci nie mignie tak szybko jak Formuła 1. Znajdziesz czas i na kino i na... czego sobie tam w tym roku życzysz :)

      Usuń
    2. Ja nie należę do kinomanów chociaż lubię czasami obejrzeć dobry film. Z tym, że dobry to pojęcie względne - dla różnych odbiorców różne rzeczy są dobre. Był taki czas w moim życiu, że oglądałam pasjami tzw. ambitne kino. Nigdy nie znosiłam horrorów. Dobry kryminał natomiast tak. Teraz rzadko chodzę do kina. Jeżeli już to wybieram lekką komedię romantyczną, polskiej produkcji. Nie wiem dlaczego, ale przestały mnie bawić amerykańskie filmy. Nie znoszę filmów włoskich. Te rozwrzeszczane włoskie baby działają mi na nerwy. Z włoskich mężczyzn zrobiono samych dziwacznych amantów albo - wiadomo mafiozo.Chętnie wracam do kina francuskiego. Mąż lubi filmy polityczne i często nie możemy się dogadać. Niki Lauda jest zupełnie nie z mojej bajki.
      Dziękuję za życzenia. Mam nadzieję, że znajdę coś dla siebie i o tym napiszę.
      Co do kościoła, który pokazałam we wpisie to mam takie samo odczucie jak Ty. Dałam odpowiedź na Twój post. Byłam tam przypadkiem na pogrzebie i mało wiedzy mam na temat tego kościoła.
      Pozdrawiam cieplutko:)))

      Usuń
    3. Również, trochę to nazwisko potraktowałam stereotypowo... I nie słusznie :) Dziękuję za informacje.

      Usuń
  2. Haha, jak przechodził obok Ciebie czwarty raz to chcąc nie chcąc widział Cię wcześniej już trzy razy, więc wszystko się zgadza ;) Sylwester w kinie to dobry pomysł, może za rok zrealizuję :) Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Logicznie rzecz biorąc... masz rację. Znamy się z widzenia :))) Ale, uwierz mi, atmosfera, czyli jeszcze inne czynniki (tu nie opisane) spowodowały, że przez moment czułam się raczej jak w powieści... Bułhakowa? W tej sytuacji, mój komputer pokładowy, nie przewidywał tak prostych i błyskotliwych odpowiedzi. Dlatego, Ci którzy nie uczestniczyli w tym spektaklu, zachowali jasność umysłu i ostrość języka.
      Sylwestrowe kino? Polecam. Za życzonka dziękuję :)

      Usuń
  3. Sylwester w kinie, bajeczny pomysł, pozazdrościć :) Skorzystam z Twojego polecenia i zobaczę polecane filmy, pięknie piszesz więc wiem, że można zaufać Twojemu zdaniu, wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kino ma w sobie coś z bajki, chociaż dwa z tych tytułów, to filmy oparte na faktach - Wilk z Wall Street i Wyścig. O ile ten pierwszy, jest raczej przewidywalny, to ten drugi obraz mnie zaskoczył...
      Noworocznych serdeczności również życzę :)

      Usuń
  4. no ciekawy sylwek, nie ma co ;)
    30 godzin z pociągiem? to chyba rekord ;DD
    hm.. jestem kinomanem i patrze na Twoje tytuły i może cos wybiore dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś mi powiedział, że to nie rekord... A jak jesteśmy przy rekordach, to Wyścig zdecydowanie polecam :)

      Usuń
  5. hahahah oryginalny sposob na sylwestra! rozbawila mnie ta historia bo przypomnialo mi sie, ze ja kiedys probowalam wejsc pijana do mieszkania ale klucz nie pasowal, okazalo sie ze wlazlam do zlej klatki -___- co alkohol robi z ludzmi...
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz wyobraź sobie, co by było gdyby ten klucz pasował :)))

      Usuń
  6. Ciekawie spędzony Sylwester. Nie przyszłoby mi do głowy spędzić go w kinie ;) Może kiedyś...
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, Tereso :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też to nie przyszło do głowy, a rzeczywiście to był ciekawy Sylwester :)
      Dziękuję i pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  7. Może w przyszłym roku przetestuje patent z kinem, bo bal już obczajony ;) Tym bardziej, że można tam takich cudaków spotkać, nie tylko nie trzeźwych, ale i zabawnych
    Swoją drogą bardzo niezwykłe miałaś sylwestrowe noce.
    Tą "Zakazaną psychologię" - guglałam co to, bo tytuł mnie zainteresował - sprawię sobie musowo :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprawa każdego wyjścia "do ludzi", to tak naprawdę często dowcipy sytuacyjne, błyskotliwe konteksty, niespodziewane odpowiedzi... Wystarczy spojrzeć na tę ofertę Sylwestrową. Do dwóch z tych filmów scenariusz napisało życie. I to jaki :)
      Jordan Belfort nie czytał Psychomanipulacji Witkowskiego, tudzież Zakazanej psychologii, ale podobne schematy, zdarzenia... znane mu zapewne z autopsji, opisałby i... sprzedał :)

      Usuń
  8. Chyba nie poszłabym do kina w Sylwestra, bo ten wieczór kojarzy mi się z zabawą i tańcem.
    PS Miło wiedzieć, że w pewnym sensie jesteśmy "sąsiadkami" - mieszkam niedaleko Gdańska. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Między tymi seansami, były dłuuugie przerwy. Przeznaczone właśnie między innymi na zabawę, taniec... Była oczywiście muzyka, miejsce i tacy którzy opuszczali filmy dla tej formy rozrywki. Były loże, w których można było się zapomnieć w dysputach... I bar, który niektórym pomagał rozluźnić atmosferę. Było też co przegryźć.... Były miejsca sprzyjające również romantycznej atmosferze. Natomiast przeszklona galeria Złotych Tarasów, pozwoliła o północy bezpiecznie znaleźć się w samym, rozświetlonym fajerwerkami sercu miasta...

      Usuń
    2. A to co innego. :) Myślę, że te dodatkowe atrakcje mogły rozpraszać skupienie się na filmie, zwłaszcza alkohol, ale co kto lubi...

      Usuń
  9. bardzo ciekawy pomysł na sylwestra :)


    pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się ucieszyłam z tego Gwiazdorowego prezentu :)

      Usuń
  10. czyli nie gdzie, ale z kim:) wtedy nawet wilk czy mąż cudzej żony niegroźni:)
    Ciekawych spotkań, książek, filmów, dni i nocy w nowym roku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze tak jest... ważne z kim. Wtedy wszystko staje się ciekawsze. Spotkania interesujące, książki właściwe, a film zwany życiem zamienia najciemniejszą noc na dzień :)

      Usuń
  11. Niestety, oczy mi wysiadają po jednym filmie. Na więcej nie dałabym rady. Teatr jest też dobrym rozwiązaniem. Ale nic nie zmieni faktu, że trzeba wytrwać do 24.00 i to mnie zabija na starcie. Resztę już znasz:))) Najlepszego w nowym roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atmosfera w foyer w trakcie antraktów, trochę przypominała tę ze spektakli, premier, wernisaży... Oczywiście nie odważę się porównać kina do teatru :)
      Ostatni seans skończył się ok. piątej nad ranem... Widzowie mogliby posłuchać Twojego smacznego pochrapywania w ramach dodatkowej atrakcji? Myślę, że nie. Ryk silników, samochodów Formuły 1 w ostatnim z filmów postawiłby Cię na równe nogi... :)

      Usuń
  12. Lubię czytać Twoje wpisy Teresko. Kiedyś spędzałam Sylwester w Kinie Muranów i bardzo dobrze go wspominam...
    Co do filmów, skoro polecasz, wybiorę się na film Wyścig....
    pozdrawiam i samych radości, inspiracji, ciekawych ludzi w Nowym Roku życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, Ty to potrafisz wylać miód na czyjeś serce. Ach!
      I Tobie wytrwałości... tej która w dob­rej wie­rze, wal­czy o dobro. Ta­ki Wyścig... wal­ka, nig­dy nie jest bezsensowna.

      Usuń
  13. W Nowym Roku - nowe znajomości - czyli wszystko w porządku, tak? :) Cieszę się, że się tu znalazłam, wpisik ciekawy i pełen humoru przeczytałam i na pewno wrócę tu jeszcze nie raz, bo stornka fajna i przyjazna. :)
    Dziękuję pięknie za wizytę na moim bloogu i zapraszam, kiedy najdzie ochota.
    Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wizytę, ciepłe słowa, czekam na odwiedziny. Również zamierzam wpadać do Ciebie po chwilkę natchnienia I szukać jej wśród Twoich słów :)

      Usuń
  14. Muszę przyznać, że już któryś rok z rzędu przymierzam się do takiego spędzenia nocy i widzę, że wrażeń to Ci nie zabrakło - kino akcji z poszukiwaniem żony w tle :)
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całego serca polecam, taką formę spędzenia Sylwestra, nie tylko kinomaniakom... I nie koniecznie maniakom :)

      Usuń
  15. Faktycznie Twoje sylwestry są bardzo nietypowe. I tak już pewnie zostanie. Ja jednak nie wyobrażam sobie oglądania w kinie więcej niż jednego filmu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, powołam się na słowa Szymborskiej, wyśpiewane przez Korę:
      "Nic dwa razy się nie zdarza
      i nie zdarzy. Z tej przyczyny
      zrodziliśmy się bez wprawy
      i pomrzemy bez rutyny.

      Choćbyśmy uczniami byli
      najtępszymi w szkole świata,
      nie będziemy repetować
      żadnej zimy ani lata.

      Żaden dzień się nie powtórzy,
      nie ma dwóch podobnych nocy,
      dwóch tych samych pocałunków,
      dwóch jednakich spojrzeń w oczy... "

      Nie wiem jaki będzie mój następny, kolejny Sylwester. Mówi się, że jeżeli planujesz coś na rok - to sadź ryż. Jeżeli na dziesięć lat - to sadź drzewa. Jeżeli planujesz coś na sto lat - to szkol ludzi. Natomiast jeżeli planujesz coś na tysiąc lat - to żyj chwilą. A jeżeli idziesz przez piekło to... idź dalej... :)

      Usuń
  16. Nawet zwyczajny Sylwester może być trochę niezwyczajny ;)
    My spędziliśmy fajny wieczór w gronie znajomych z "zimnymi ogniami", które prawie nam meble spaliły ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedzą, piją, sztuczne ognie palą... Tańce, hulanka, swawola. Ledwo domu nie rozwalą... Hi hi! Ha ha! Hejże! Hola! W sumie wielu osobom Sylwester podświadomie kojarzy się pokazem sztucznych ogni, występami... Bractwa Rycerskiego, w którego krwi buzują bąbelki szampana, atmosferą życzeń... Meble? Jordan Belfort, bohater Wilka z Wall Street, za szkody poniesione tytułem szampańskiej zabawy zapłacił 2 mln dolarów. Przypominam, że film jest oparty na faktach :)

      Usuń
  17. To rzeczywiście, fajny kalejdoskop sylwestrowy maiłaś... A ostatni też ciekawy, jednak widać, że nie dla wszystkich.;) Facet szukający żony pewnie niewiele na tym "filmowym Sylwestrze" doświadczył, oprócz ciężkości nóg, bo się nachodził i pewnie głowy, bo się namartwił. ;) Dobrze chociaż, że mu głowa nie ciążyła z takiego powodu, jak w mojej obrazkowej satyrze - na tej odrecznej ilustracji. ;D Zresztą, kto wie? Może jego żona się jednak celowo przed nim schowała? Hihihi...! pewnie nieborak w Nowy Rok musiał sobie naprawdę rekonstrukcję wydarzeń przeprowadzić... A było tyle pić?

    Dziękuję za wizytę!
    Nie mów, że tak lubisz gołąbki? Ja je tylko robię, dla dzieci, bo za nimi przepadają, ja sama nie bardzo. Następnym razem, jak będę "majstrować" kolejną brytfankę gołąbków, puszczę kilka w Twoim kierunku. :) Póki co pozdrawiam cieplutko oraz samych wspaniałości w Nowym Roku życzę! Halszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głowa mu nie ciążyła - jeszcze - jak na Twojej satyrze. On raczej przyszedł na tę imprezę już na niezłej "bombce". Swoim szampańskim nastrojem zdecydowanie odstawał od reszty. Ale nie na tyle szampańskiej, aby tej historii sobie nie zapamiętać i jej wspominać :)
      Wirtualne gołąbki? Jak widać jeszcze duuużo rzeczy pozostało do odkrycia, wynalezienia :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  18. Haha, co za sylwester! Mnie kusi sylwester w teatrze - nigdy nie byłam i chyba nie przekonam mojego M... do tego pomysłu. W każdym razie, mam na to cały rok;)
    pozdrawiam serdecznie

    cafetime.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poproś Gwiazdora, aby Wam kupił bilety w prezencie ;)
      Serdeczności...

      Usuń
  19. Na Sylwestrze w kinie jeszcze nigdy nie byłam i jakoś mnie nie ciągnie...

    P.S. Wszystkie panie już dostały nagrody, a Ty jeszcze mi nie przesłałaś adresu :) Ale Ty jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również jeszcze parę dni temu mogłam powiedzieć... jeszcze nigdy nie byłam. Mnie akurat ciągnął Scorsese i bardzo przemyślana kariera Leonardo DiCaprio. Byłam ciekawa kolejnej kreacji tego ostatniego. Po świetnych rolach w Aviatorze, Infiltracji, Wyspie Tajemnic, Incepcji, Django, Wielkim Gatsbym itd. co można z siebie jeszcze wykrzesać? Na Rasputina poczekamy do 2016... No i ja też czekam na Twoją galę nagród:)

      Usuń
    2. Ale gdzie ja mam tą gale nagród wysłać? ;)
      Nie napisałaś mi danych:)

      Usuń
  20. Nigdy nie byłam na sylwestrze w kinie, ale to jest jakiś pomysł na inne spędzenie tego wieczoru :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się jest to jakiś pomysł. Warto go kiedyś zrealizować i przekonać się jaki dokładnie :)

      Usuń
  21. nie powiem. podoba mi się, miałas szanse zostać czyjąś żoną, ok pan był na bombie musiał eksplodować a ze się biedaczek nachodził, na kaca najlepsza praca, ciut mu się powirowało od tańca i schodów, ale w końcu gdzieś dotarł fajnie, bardzo tylko tyle godzin siedzenia trudny Sylwester ale przeżycia znakomite hmm poszukiwanie żony hmmm
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z logicznego punktu widzenia, uruchamiając wiedzę matematyczną... sztuka jest sztuka. Stan magazynów, remanent się zgadza na Nowy Rok :) A w czasie burzy, każdy port jest dobry? Nie... on raczej wyglądał na trochę skonfundowanego :)

      Usuń
  22. Witaj Tereska!
    Ja wieczór sylwestrowy spędzam prze telewizorem, czyli prawie jak w kinie. Jednak "prawie" robi wielką różnicę. Robi, bo nowej żony nie znajdę, więc musi mi moja wystarczać.
    Pozdrawiam serdecznie i za odwiedziny i miłego komcia dziękuję.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no miałeś jakiś wybór w TV... jak na wyciągnięcie dłoni. Prawie, prawie czyni wielką różnicę :)
      Ponadto jak wpadam do Ciebie, to widzę i czuję tam fajną rodzinną atmosferę... szutniku jeden.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  23. Szukam żony-przypomniał mi się film z Eugeniuszem Bodo:))
    Miałaś trochę atrakcji,a ja grzałam kołdrę i kichałam na wiwat:((
    Wszystkiego najlepszego na ten rok życzę i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli okichałaś Stary Rok, przytuliłaś Nowy jak gorącą kołderkę. To dlatego u Ciebie tam taka cisza była. Za życzenia dziękuję i oczywiście dużo zdrówka życzę :)

      Usuń
  24. Bardzo ciekawy sylwester. Może i ja kiedyś tak się wybiorę. ;)
    Zabawna historia z tym mężczyzną. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, przed Tobą jeszcze tyle Sylwestrów... Polecam :)

      Usuń
  25. Zdarzają ci się nietypowe sytuacje! :) bo sama jestes niebanalnym czlowiekiem:)

    OdpowiedzUsuń