piątek, 19 grudnia 2014

List do św. Mikołaja

  Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi.
Zrodziła je tęsknota życia za życiem
Przechodzą przez Was, ale nie od Was pochodzą.

Przebywają z Wami, ale nie do Was należą.
Możecie dać im swoją miłość,
ale nie myśli.
Gdyż własne myśli mają.
Możecie dać dom ich ciałom,
ale nie duszy.
Bo ich dusza zamieszkuje dom jutra,
dokąd Wy nawet w snach pójść nie możecie.
Możecie próbować być jak one,
ale nie czyńcie ich podobnymi sobie.
Bo życie się nie cofa,
I nie wikła we wczoraj.
Khalil Gibran

Ho! Ho! Ho! Nie widzę Cię w moim rozdzielniku! Taaak, prezent.. A w tym roku, to nawet listu nie chciało się napisać!


- Co to jest? - palcem wskazałam na ekran.
- To? Nie widzisz? Przecież Snoopy?
Uzyskałam rezolutną odpowiedź. Rzeczywiście, na środku komputera siedział Snoopy, i coś zawzięcie wystukiwał na maszynie do pisania.
- Snoopy? A co on tu robi? - dopytywałam.
- Jak to co? Pisze list do św. Mikołaja.
Sens pytania, a przynajmniej w mojej głowie, był taki: „kto i dlaczego zmienił tapetę?!” Teraz, zbita z tropu, z rozpaczą w głosie niejako powtórzyłam:
- Pisze list do św. Mikołaja?
- Tak, prośbę o następną porcję orzeszków.
Św. Mikołaj, dodawał do prezentów zawsze jakąś książeczkę Schulza. Teraz, a właściwie od dawna wiadomym było, że wszystkie tłumaczenia znajdują się na półce...

Byliśmy w księgarni. Pod moim nosem wylądowała książka. Łagodne spojrzenie w oczy, słodki, aż za słodki uśmiech, a palec wskazywał na akapit do przeczytania.
- O tu, tu czytaj! Wiesz, jakby zabrakło św. Mikołajowi pomysłów na prezent...

Pies rasy beagle. Rasa angielskich psów gończych istniejąca w XIV wieku, używana do polowań... Istnieją dwie teorie pochodzenia rasy beagle. Pierwsza, do której skłaniali się Bourdon i Dutheil na postawie starożytnych dzieł Ksenofonta, mówiła o antycznych praprzodkach greckich psów gończych. Trafiły one z Rzymianami do Anglii. Nazwa może pochodzić od celtyckiego słowa beag... Wesoły i żywy, towarzyski, łatwy we współżyciu, lubi dzieci...
 
Lotem błyskawicy, przeleciały mi przed oczyma, wszystkie szlachetne cechy psów w moim domu. Owczarek podhalański, pies pasterski... Nie powiem czego pilnował. Rzekomo bojaźliwa, wielorasowa... terroryzowała... A Książę? Z moich rozmyślań, jak piorun, wybiło mnie ostatnie zdanie: Pies rasy beagle, jeśli podejmie interesujący go trop, nie reaguje na komendę: „Do mnie!”
 
Zamykając książkę, usłyszałam za sobą anielski głosik:
- No i co na to św. Mikołaj?
- Święty?
Rozglądnęłam się dookoła.


Możemy uczyć się od maluchów? Dzieci mają swoje sprawdzone sposoby. Bo wiadomo, że św. Mikołajowi może zdarzyć się np. utknąć w gęstej jak mleko mgle, no ale przecież Rudolf czerwononosy zawsze znajdzie drogę... 
 
Wesołych Świąt!

P.S. Wigilia, A.D. 2014 
- Ooo?! Mikołaj!

 
Nie dostrzegamy skarbów, które mamy tuż przed oczyma? Czy to dlatego, że ludzie nie wierzą... w skarby?

czwartek, 11 grudnia 2014

Kuchnie świata

Po­wiada­cie mi przy­jaciele, że o gus­ty i o sma­ki spierać się niepo­dob­ne? Ależ wszel­kie życie jest waśnią o gus­ty i o smaki.
Fryderyk Nietzsche

Smak impresjonizmu

                   Fot.Teresa Kiedrowska

 Fot.Teresa Kiedrowska

 Fot. Teresa Kiedrowska
  
A w pewnej kawiarence, pod tym obrazem usalano menu.

                                                                  Fot. Teresa Kiedrowska

... smak surrealizmu?

 Hikaru Cho

 

czwartek, 4 grudnia 2014

Folklor górniczy

Górnik zadanie ma wykopać skarby z ziem
Choć nawet życie swe naraża z każdym dniem
Taki górnika los, choć groźny spada cios

Fot. Teresa Kiedrowska

czwartek, 27 listopada 2014

Mapa i terytorium

W moich chłopięcych latach żyłem niczym w kokonie, z rzadka tylko podróżując poza granice Nowego Jorku. Dopiero przed ukończeniem dwudziestego roku życia, po raz pierwszy wypuściłem się w świat i byłem zdumiony, jak podobnie zachowują się wszyscy ludzie. Mogli pochodzić z różnych kultur i mówić różnymi językami, lecz ich wzajemne relacje i zachowanie wydawały się dość znajome chłopcu wychowanemu w kanionach Nowego Jorku. Kiedy zacząłem podróżować dalej, byłem zafascynowany tym, jak uderzająco podobnie reagowali na codzienne zdarzenia biznesmeni w Norwegii, wodzowie plemion w Afryce Południowej czy chińscy muzycy. Na przykład kiedy spotykało ich coś przyjemnego, uśmiechali się i śmiali. Wszyscy też wyrażali w podobny sposób strach i euforię...

To fragment z książki, Alana Greenspana, urodzonego w Nowym Jorku, wybitnego amerykańskiego ekonomisty. Czy jego najnowsza pozycja Mapa i terytorium, to książka o podróżach? Na swój sposób, tak – w czasie? Ponieważ autor, stara się odpowiedzieć na zadane sobie pytanie: jak to możliwe, że nikt nie zorientował się, że nadciąga największy w dziejach kryzys finansowy? Dlaczego makromodelowanie, a nawet wyrafinowane systemy prognozowania zawiodły? Dlaczego praktycznie każdy znaczący ekonomista i polityk mylił się w tej sprawie?

Autor, analizuje własne błędy i opowiada jak wyciągnięte wnioski, skłoniły go do zmiany poglądów. Mówi wprost: nigdy nie powinniśmy opierać swoich przewidywań, tylko i wyłącznie na samych liczbach. Konieczne jest uwzględnienie natury człowieka, psychologii i irracjonalnych zachowań.
I tu, do refleksji zainspirował mnie zaprezentowany Wam cytat. 

Fot. Teresa Kiedrowska

Czy rzeczywiście niebo jest wszędzie takie samo? Jak wspominacie swoją pierwszą podroż? Nawet tę z przysłowiowego „miasta do miasta”. Jaka wyprawa zrobiła na Was największe wrażenie? A może po latach, udało się Wam wrócić w dane miejsce i... zmienić opinię, siebie?

czwartek, 20 listopada 2014

Po nocy przychodzi dzień

Za kotarą zdarzeń wstaje nowy dzień...

 Fot. Teresa Kiedrowska

Ktoś, kiedyś zapytał Lichtenberga:
- Czy mógłby mi pan wyjaśnić różnicę między czasem, a wiecznością?
- Niestety, to niemożliwe. Wprawdzie ja mam dość czasu na wyjaśnienia, ale panu nie starczy wieczności na zrozumienie.

Przyznajmy, że to dość obcesowa odpowiedź. Ale czy my w swoim życiu potrafimy wszystko wyjaśnić? Czasami nawet sami sobie... Czy zawsze powinniśmy starać się wszystko zrozumieć? Czym dla Was jest czas, a czym wieczność?

czwartek, 13 listopada 2014

Dzika róża

Są ludzie, którzy odchodząc, ślad trwały zostawiają i w blasku jasnej jutrzenki do nas wracają niczym tęcza na horyzoncie
Wisława Szymborska

Książka, a właściwie książeczka, leżała sobie w zagubionym wśród warszawskich uliczek „antykwariacie”. Taką samą kiedyś wygrałam. To były czasy, gdy zakładaliśmy się o książkę, deser, kto zapłaci za wszystkich w kawiarni rachunek itp. Przedmiotem sporu, wśród naszej grupki przyjaciół były prozaiczne sprawy, zwykle dopingujące do... przegranej. Na przykład: „Nie zdam tego egzaminu”. „Mówię, ci, że zdasz!”. „On większość oblewa”, „O ile zakład, że zdasz przy pierwszym podejściu? O co się zakładamy”...

Z X. założyłam się o... Hm. Nie pamiętam, ale nagrodą dla mnie, miała być rzecz dla niego bardzo cenna - książka. A trzeba wiedzieć, że X. wolał kupić komuś książkę i dać ją w prezencie, niż pożyczyć do przeczytania. Tu, akurat w rachubę nie wchodziła byle jaka książka, ale miniaturowe, kieszonkowe wydanie. Zakład był o tyle bolesny, że po mojej ewentualnej wygranej, miałam prawo wybrać sobie dowolną książeczkę z jego cennej kolekcji. 
X. chyba, nie przewidywał takiego rozwiązania, bo gdy nadeszła chwila wydania nagrody, chciał unieważnić zakład... Proponował w ramach substytutu, bilety do teatru itd. W końcu, z bólem serca wsypał miniatury w poły swojego swetra i wylosowałam tomik wierszy Juliana Tuwima. Do do dziś nie mogłam sobie przypomnieć tytułu, ponieważ książeczka, z ulubioną jego dedykacją: Na wieczystej rzeczy pamiątkę”, trafiła do kogoś na „wieczne nieoddanie”.

Teraz leżała przede mną. Ta sama okładka, to samo wydanie... Prośba o piosenkę. Pamiętam jeszcze, że wtedy, wcale nie tę książeczkę chciałam wybrać. Bardziej zależało mi na wierszach Gałczyńskiego, które jak się potem okazało, mój przyjaciel skrzętnie ukrył.

Fot. Teresa Kiedrowska
  
Wzięłam książkę do ręki. Zapytałam ile kosztuje. Ponieważ byłam na spacerze, zaczęłam się zastanawiać, czy mam w ogóle ze sobą jakieś pieniądze. Antykwariusz, chyba to moje pytające spojrzenie odebrał jako sygnał do twardych negocjacji, ponieważ szybko dodał:
- Jak dorzuci pani jeszcze złotówkę, to z tego worka, może pani dodatkowo wybrać dowolną książeczkę. Zaznaczam, że tylko, tylko jedną.
Jednocześnie, jak św. Mikołaj, potrząsnął mi przed nosem wyjętym spod lady workiem z maleńkimi książeczkami.
Wyszłam z Tuwimem i... Gałczyńskim.

czwartek, 6 listopada 2014

Jeszcze Polska

Jeszcze Polska nie zginęła, póki się śmiejemy
Hanka Bielicka

Książka Umarłam ze śmiechu, niejako wpadła w księgarni w moje ręce. Z okładki spoglądała na mnie uśmiechnięta i z lekkością unosząca jak piórko sztangę - Hanka Bielicka. Zaglądnęłam do środka. Przeczytałam na chybił, trafił końcówkę jednego z jej monologów i zaczęłam się śmiać. Decyzja mogła być tylko jedna.

Nie wiem jak Wam, ale mnie Bielicka, zawsze kojarzyła się ze „skrzekliwie” roześmianą, starszą panią w kapeluszu, która ma na wszystko celną, nasyconą humorem ripostę.

Dziennikarze zawsze mnie męczą pytaniami o kapelusze. Aż nudno odpowiadać. Interesują się nimi tylko dlatego, ze najłatwiej utożsamić człowieka z czymś rozpoznawalnym. Kapelusze się znakomicie do tego nadają, zwłaszcza noszony na estradzie, strojny, rzucający się w oczy. Nie lubię jednak, gdy pod kapeluszem nie dostrzegają mnie, Hanki Bielickiej, aktorki i człowieka.
Kamila Bourguois, Dzień za Dniem nr 31 z 11 sierpnia 2004

Kto zapamiętał ją przede wszystkim jako aktorkę i człowieka? Z pewnością Zbigniew Korpolewski, autor książki Umarłam ze śmiechu

 Fot. Teresa Kiedrowska

Jak podaje w swojej książce Korpolewski, poznał Bielicką w 1962 w czasie Narciarskich Mistrzostw Świata w Zakopanem. Oczywiście, oboje nie przebywali wtedy w Zakopanem, ale... w sali koncertowej Grand Hotelu w Sopocie. Zbigniew Korpolewski – konferansjer (wtedy jeszcze nikomu nie znany jako autor tekstów) w czasie próby, starał się przekonać jednego z aktorów do zaprezentowania napisanego przez siebie monologu. Problem polegał na tym, że tekst, tak właściwie nie był skończony. Puenta była uzależniona od wygranej, bądź przegranej słynnego skoczka Łaciaka. Aktor twierdził, że nie zdąży nauczyć się tekstu, i nie chciał podjąć się tego zadania. Przysłuchująca się temu zdarzeniu, znana już szerszej publiczności Bielicka, zaproponowała, że to ona zaprezentuje monolog.
 
No co? Masz go. Fisaka nie widzieli... Nie flisaka, tylko fisaka. Flisak spływa Wisłą w dół, a my spływamy z góry w ramach fis-chałtury, to jest fis-kultury, chciałam powiedzieć. Że co? Że mylę kulturę z chałturą? A kto to u nas odróżnia? (...)
Zbigniew Korpolewski, Fis-chałtura

Bielicka po tym występie otrzymała owacje, a Korpolewski dostał się do jej ograniczonego grona autorów. W tamtych czasach nie było to rzeczą prostą. 


Gdy tak, zaczęłam mojej znajomej streszczać przygodę z tą książką, A. wypaliła - to właściwe słowo.
- Jak to? To ona tego wszystkiego nie mówiła, ot tak, na poczekaniu, z głowy? - ze zdumieniem w głosie dopytywała A.
- Z pamięci... – starałam się wyjaśnić.
- Nieee, to ona niezłą aktorką była - przerwała mi w pół zdania A.

Fot. Teresa Kiedrowska

Nie biegła, nie biegła, tylko przyjechała... tramwajem. Bo teraz aktorce ledwo na tramwaj wystarcza. Tramwaj kosztuje tyle, ile kiedyś taksówka, a taksówka tyle, ile dawniej rata za samochód... miesięczna. Tak, tak, były kiedyś takie czasy, że samochód był na raty... (…) Ja wiem, że wysoki sąd chciałby, żebym do rzeczy. Ja też bym chciała, ale kto u nas mówi do rzeczy. Zawód aktora z samej rzeczy jest niedorzeczny. No niech wysoki, niezawisły trybunał się zastanowi, żeby przez cale życie udawać kogoś innego i w dodatku nazywać to pracą? (…)
Ja wiem, że wysoki sąd chciałby, żebym do rzeczy, to znaczy na temat oskarżonego, któremu zarzuca się, że grał role niestosowne, na wyrost. Niech więc wysoki sąd rzuci okiem na oskarżonego, toż przy jego posturze każda rola musiała być na wyrost. A czasy były takie, że niejeden Maliniak, chciał być Królem Ryszardem, a dopiero dzisiaj niejeden Król Ryszard woli być Maliniakiem, ze względu na uposażenie...
Zbigniew Korpolewski, Monolog biegłej


Tak, proszę Państwa, w zdecydowanej większości za tekstami Bielickiej, niejako w cieniu, stoi ich autor: Zbigniew Korpolewski. Wizjoner?
Metro budujemy w Warszawie. Właściwie to nie wiadomo, dlaczego to się u nas ma nazywać Metro, bo tak się nazywa w Paryżu i w Moskwie, a w Londynie Underground... Na razie mamy pół metra, bo całe jeszcze niezbudowane. Mamy prototyp. Ale to niczego dobrego nie wróży. Prototyp dobrobytu mieliśmy na początku lat siedemdziesiątych, a produkcja masowa do dzisiaj nie ruszyła (…) 
Zbigniew Korpolewski, Metro


Jakim była człowiekiem? Czy Poradnik pani Hani, w Podwieczorku przy mikrofonie to jej przemyślenia?

 Fot. Teresa Kiedrowska

W związku z okresem urlopowym otrzymałam wiele listów od słuchaczy, proszących mnie o różne porady. Niestety, z braku czasu nie mogę na wszystkie odpowiedzieć, ale postaram się przynajmniej w kilku najważniejszych zająć stanowisko zgodne z moim życiowym doświadczeniem:

Byłam sama na wczasach – pisze do mnie Strapiona. Poznałam go i pokochaliśmy się od pierwszego wejrzenia, ale ja mam męża i dwoje dzieci. Urlop się kończy, a ja nie wyobrażam sobie życia bez niego, mimo że jest w wieku mojego syna. Co robić?”
Namówić męża, żeby go adoptował. Będzie wam raźniej. Dzieciom też.

Widziałam na plaży pana Klemensa – pisze do mnie Rozkochana. W kąpielówkach jest mu jeszcze ładniej niż w ubraniu. Jak mu o tym powiedzieć?”
Nic nie mówić. Niech żyje w niepewności.(...)


Tak, tak, ja też wiem, że dziś się rozpisałam, a raczej jak skryba naprzepisywałam. Tym, którzy się zastanawiają, jaki to dialog tak mnie rozśmieszył, śpieszę z fragmentem tekstu:

I: Co pan mi się tak przygląda?
II: A tak nic sobie... Zastanawiam się, czy pani pije?
I: No wie pan!
II: Właśnie nie wiem i dlatego się zastanawiam... No więc pije pani?
I: Oczywiście, że nie...
II: Wcale?
I: Wcale, jak wcale, no czasem pije.
II: To bardzo niedobrze...
I: Nie rozumiem...
II: No właśnie, tego się spodziewałem... Mąż pije?
I: Nie...
II: Coraz lepiej... to co ja będę za was pił?
(…)

 Fot. Teresa Kiedrowska

I: Ależ pan głupstwa opowiada. Przecież pijaństwo jest jednym z powodów naszego ubóstwa, marnej pracy i przedwczesnej umieralności społeczeństwa. Jest przyczyną kryzysu gospodarczego i społecznego.
II: No właśnie. A dzięki kryzysowi możemy wprowadzać reformy gospodarcze, podwyżki cen... Rząd ma problemy, które próbuje bezskutecznie rozwiązać. Coś się dzieje. Rozwijamy się. Telewizja ma o czym dyskutować, dziennikarze o czym pisać. Alkohol jest u nas ogromną siłą napędową. Czy pani wie, że taki przeciętny Amerykanin wypija rocznie tylko połowę tego co przeciętny Polak, a Anglik jeszcze gorzej. I do czego to doprowadziło. Anglicy chodzą i jeżdżą lewą stroną. Same mańkuty! Widzi pani teraz, jaka jest różnica między nami, a Anglią!!!
I: Nie widzę!
II: Nie może pani widzieć, bo tam jest straszna mgła. A różnica między Polską, a Anglią jest taka jak między Izba Lordów, a izbą wytrzeźwień...
I: Teraz nareszcie zrozumiałam, dlaczego będziemy mieli parlament dwuizbowy – przecież gdzieś musimy wytrzeźwieć...
Zbigniew Korpolewski, Dialog pitny, 1988 rok


Jaki głos? Jaki głos? Ja już głosu nie mam. Bo już swój oddałam w wyborach. Wołali: „oddaj swój głos”, to oddałam. I dlatego taka zachrypnięta jestem - powiedziała Hanka Bielicka w Jubileuszowej białej plamie.

A dzisiaj, ciekawe, czy pani Hanka, namawiając do wyborów głosiłaby hasło... daj lajka?

piątek, 31 października 2014

Ile kroków do...?

Głęboko w duszy, głębiej od bólu,
od wszelkich rozproszeń życia
leży wielka i rozległa cisza -
nieskończony ocean spokoju,
którego nic nie może zakłócić;
Jest to niezmierzony pokój Natury,
który przekracza "wszelkie zrozumienie".
To, czego namiętnie tęskniąc
szukamy tu i tam,
w górze i na zewnątrz,
znajdujemy w końcu w sobie.
 
R. M. Bucke 


- Jakie danie najchętniej gotujesz? - pyta Marguerite.
- Jalebi - odpowiada po chwili namysłu Hassan.
- Co to jest? - dopytuje z wyraźnym zdziwieniem  w głosie dziewczyna.
- Sfermentowany dal z mąką, smażony na głębokim oleju. Jego zapach przypomina mi mamę.
- Szczęściarz. Mnie ojciec przypomina zapach świńskich nóżek w occie - z szczerym uśmiechem dorzuca dziewczyna.
- Jedzenie budzi wspomnienia - mówi z nostalgią w głosie chłopak.
- Jedzenie budzi wspomnienia.

W czasie tego dialogu z przyjaciółką, bohater filmu Podróż na sto stóp - Hassan Haji, popada w głęboką zadumę. Czy myśli o dalekim Bombaju, w którym przeżył cudowne dzieciństwo, a który przyszło mu wraz z całą rodziną opuścić i zamieszkać w Europie? Czy może myśli o nieżyjącej matce, która darzyła go wielką miłością, nauczyła poruszania się w świecie smaków i zapachów? Pokazała jak z sercem rozwijać talent, realizować pasję.
Co ciekawe, w tym filmie, nie raz okaże się, że samo wspomnienie związane z tą kobietą, jak znak drogowy, będzie decydowało o podjętej decyzji, obranej drodze.

Fot. Teresa Kiedrowska

- Coś tu rywalizuje z kurczakiem? - mówi Madame Malloroy, zachwycona smakiem potrawy.
- Dodałem trochę przypraw do sosu i kolendry do przybrania - odpowiada Hassan.
- Czemu zmieniasz 200 – letni przepis? - pyta z patosem w głosie, konserwatywna restauratorka.
- Może po 200 latach, czas na zmiany?

Kiedy w końcu przychodzi właściwy czas na zmiany? Akceptacja straty: po śmierci partnera, kochanego rodzica, utracie ojczyzny? Jakie przesłanie niosą słowa piosenki, które towarzyszą wychodzącym z seansu? 


Konflikty kulturowe, rodzinne, czyli problemy stare jak świat, przyprawione dużą dozą dobrego, specyficznego poczucia humoru, to już chyba znak firmowy reżysera Lasse Hallströma. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy w tym dość nostalgicznym czasie zadumy oglądnąć ten film, to dodam, że gwarancją refleksji, podanej ze smakiem są producenci: Steven Spielberg i Oprah Winfrey. To właśnie ona, pewnego lata zachwyciła się książką o tym samym tytule, na podstawie której powstał scenariusz. Dlaczego Podróż na sto stóp? Dobre pytanie.

czwartek, 23 października 2014

Koncert na dwa glosy

Wiesz, jak to jest, gdy czasami siedzisz gdzieś i słyszysz cichutką muzykę dochodzącą z innego pokoju? Prostujesz się i nadstawiasz uszu, usiłując zgadnąć, co to jest. Po chwili zgadujesz i opierasz się wygodnie z powrotem, jakbyś mówił: „Okey, teraz życie może toczyć się dalej". Tak było ze mną (...)
Jonathan Carroll

 Fot. design-dautore

Ona: Bieg przez schodki? Dobrze usłyszałam?
On: Nie, płotki.
Ona: Płotki?
On: To dla ciebie problem?
Ona: To nie problem, tylko... dyscyplina sportowa?




Z traktatu Myśliwieckiego, wyłuskałam pewne stwierdzenie: muzyka zaczyna się tam, gdzie słowo jest bezsilne. W związku z tym, proponuję taką dość surrealistyczną zabawę.
Jak myślicie, co Maksim mógł powiedzieć na widok tej dziewczyny?

A. Poniedziałek, czekam na Ciebie.
Wtorek, czekam na Ciebie.
Środa, czekam na Ciebie.
Czwartek, czekam na Ciebie.
Piątek, czekam na Ciebie.
Sobota, czekam na Ciebie.
Niedziela, czekam na Ciebie.
Dobrze, że tydzień ma tylko siedem dni.

B. Wstałem od klawiatury i... nie wiem, co mógłbym zrobić. Chyba tylko herbatę.

C. Śmiej się! Niech reszta świata zastanawia się: dlaczego?

D. Inna odpowiedź. Podaj przykład.

czwartek, 24 lipca 2014

Oblężenie Malborka 2014

Bo jesteś Kimś, kto cierpieniu rzuca w twarz cierpliwość,
Kto znosi ciosy i dary Fortuny z równym spokojem
(...)

Wskaż mi człowieka, który umie nie być
Potulnym niewolnikiem namiętności –
A wpuszczę go, jak Ciebie, w samo sedno,
w najgłębszą głąb, w wewnętrzne serce serca.
 
Pomiędzy murami zamku, usłyszałam nie tylko ten fragment Shakespeare'a, ale i przepiękną opowieść pewnego przewodnika.

 
 
 
                                                    
 
Fot. Teresa Kiedrowska

 Zwiedzaliście kiedyś ten zamek? W mojej opinii, to miejsce warto odwiedzić nie tylko w trakcie oblężenia. 

czwartek, 17 lipca 2014

Spojrzenie na satyrę

Satyra prawdę mówi?


A może poniższa instalacja to sztuka, która wskazuje drogę do poznania...








Wszyscy myślą, że mają rację. To legendarna instalacja Stefana Sagmeistera, projektanta, którego prace budzą podziw na całym świecie. Artysta urodził się w Austrii. Od najmłodszych lat pasjonowała go muzyka i grafika. Na dzień dzisiejszy, oprócz realizacji kontrowersyjnych instalacji, zajmuje się projektowaniem plakatów, okładek płyt, kręceniem teledysków. Wśród jego klientów znajdziemy zespół Rolling Stones, czy Aerosmith... 

Fot. sagmaisterwalsh.com
Dlaczego o nim wspominam. Jest czas wakacyjny. Sagmeister twierdzi, i chyba się z nim wszyscy zgodzimy, że w czasie urlopu, do głosu dochodzi nasze wnętrze, żyjemy w zgodzie z sobą. To czas, kiedy w naszych głowach powstają najlepsze pomysły. Co w związku z tym, robi ów artysta? Hm. Co siedem lat, konsekwentnie zamyka swoje nowojorskie studio i funduje sobie roczny urlop... 
I co Wy na to?