czwartek, 12 grudnia 2013

Kino. Prawda ukryta w falsyfikacie





Koneser. O tym filmie miałam napisać już dawno. Aż w końcu zebrała się cała pula filmów z kategorii naj…


Staliśmy w kolejce do kasy. Przed nami bilety kupowała pewna para. Wzroku nie mogłam oderwać od mężczyzny. Głowę czterdziestolatka, zdobił czarny, filuternie przekrzywiony melonik, który niejako mówił „zaraz wracam”. Szara, garniturowa kamizelka zakrywała bogato ozdobiony różnymi nadrukami T-shirt. Krok jeansowych spodenek zatrzymywał się na kolanach, a spod przykrótkich nogawek wystawały fioletowe skarpetki. Stopy owego człowieka były wbite w adidasy - kiedyś najprawdopodobniej koloru białego.

Przypominał mi postać z jakiegoś filmu mojego dzieciństwa. Tak. Gang Olsena.

Z zadumy, wybiła mnie głośna rozmowa dziewczyn za moimi plecami.

- Nie gap się tak, ty wiesz kto to jest?

- Nie – odpowiedziała chyba jeszcze bardziej w tym momencie zainteresowana kobietą blondynka.

- Ty to dopiero jesteś wszechstronną ignorantką...

Tego dnia, zaintrygowało mnie, że na zwykłym seansie filmowym, pojawiło się więcej celebrytów, niż przeciętnych widzów. Biorąc pod uwagę, przewodnią myśl filmu: „w każdym falsyfikacie odnajdziesz coś oryginalnego”, zaczęłam się zastanawiać nad takimi gadżetami w stylizacji jak, brudne buty, skrojony jak spod igły garnitur i niedbale przerzucony przez ramię zniszczony plecak… W Koneserze, Whistler, w tej roli Donald Sutherland, mówi do głównego bohatera: „wszystko można sfałszować Virgilu.”

Po tym filmie, salę kinową opuszczaliśmy w ciszy, zadumani. Zaskoczeni puentą? Z innego pomieszczenia, po zakończonym seansie, wypadł tłum podekscytowanych ludzi. Przy nas zatrzymała się grupka  obcojęzycznych studentów. Z ożywieniem rozmawiali o dopiero co obejrzanej Obecności. I tym sposobem, X. namówił nas na gatunek filmu za którym osobiście nie przepadam, czyli horror.



O ile tydzień wcześniej, na widowni siedziała największa ilość, przypadkowo zgromadzonych w jednym miejscu celebrytów, to na filmie Obecność wszystkie miejsca były zajęte. Nawet w pierwszym rzędzie. Czy film był dobry? Mrocznie opowiedziana historia pewnej rodziny, oparta na faktach, sprawiła, że dorosła córka moich znajomych, po powrocie z kina, przez dobry tydzień zasypiała przy zapalonym świetle. 
Niewątpliwie, dobre kino powinno grać na emocjach widza.



To się także udało odtwórcy głównej roli w filmie Kapitan Philips. Tom Hanks swoją wyśmienitą kreacją aktorską sprawił, że w trakcie seansu słychać było dookoła dyskretne pochlipywanie, płacz, który dodatkowo jeszcze wzmocnił odbiór obrazu. Łzy wzruszenia widzów? A historia opowiedziana w filmie zdarzyła się naprawdę.



No i film biograficzny na który czekam, a którego premiera się najbardziej spóźnia. Mowa oczywiście o Wilku z Wall Street. Ciekawa też jestem Waszych przygód z filmem w tle.

59 komentarzy:

  1. z powodów ode mnie niezależnych rzadko bywam w kinie, nie widziałam żadnego z wymienionych przez Ciebie filmów i przyznaję, kwestia:"- Ty to dopiero jesteś wszechstronną ignorantką..." mogłaby być skierowana do mnie.
    Celebrytów nie rozpoznaję.
    Natomiast w innych kwestiach mam o sobie megalomanskie wyobrażenia.
    Tyle żartów. Dziękuję za wizytę.
    PS. w jednej sprawie pocieszyłam się bardzo.
    czesia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze możemy bywać w kinie. Ale zawsze film, prędzej czy później jest dostępny na małym ekranie. Choć z pewnością traci on na atmosferze ;)

      Usuń
  2. ...melduję się tu:)
    Do kina nie chodzę, filmy ogladam nie za często, jak już to historyczne, wymienionych przez Ciebie nie znam, wciąż mi czasu nie staje na patrzenie się w ekran, wolę książki...one także potrafią grać na emocjach czytelnika...:)
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W domu też raczej rzadko spoglądam w ekran. A Kapitan Philips jest ekranizacją książki napisanej przez głównego bohatera :)

      Usuń
    2. ups...to ups odnośnie książki jest:)
      Serdeczności:)

      Usuń
    3. Bez przesady. Nikt w dzisiejszym świecie natłoku informacji nie jest omnibusem :)

      Usuń
  3. Ja kiedyś moją wyprawę do kina opisałam na blogu...
    http://ulabrzydula.blog.pl/2013/04/120-gastroseanse-i-kanapowi-komentatorzy/ ;-)

    P.S. Ale Ci piękny wierszyk wymyśliłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na niektórych seansach tak bywa. Dotyczy to między innymi filmów sensacyjnych, science fiction, czyli tzw. męskiego kina. Kino jest przesiąknięte zapachem frytek. Wszyscy jedzą, a jak wpadli do kina grupą to głośno komentują... Jest to też kwestia dnia, godziny :)

      Usuń
  4. "Koneser" tak, zdecydowanie to jest moje kino:) Oprócz uwielbienia dla G.Rusha przyznaję, że puenta mnie zaskoczyła. Jakoś czujność mnie zawiodła, bo zwykle nie daję się zaskakiwać:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja ostatnio byłam na W Pierścieniu Ognia :) film swietny :)
    ciekawa notka :)

    u mnie nn :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no Ty akurat na co dzień otaczasz się tematyką filmową za sprawą Emmy W. :) To taka oczywistość o której zapomniałaś? :)

      Usuń
  6. Dawno nie byłam w kinie. W naszym mieście chwilowo nie ma sali kinowej. Nie jestem na bieżąco. Mogę jedynie napisać, że wolę łzawe opowieści, nie lubię horrorów, za bardzo je przeżywam i się denerwuję. Miłego wieczoru życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli wyprawa do kina może być sama w sobie interesująca :) Dziękuję za odwiedziny i również życzę miłego wieczoru :)

      Usuń
  7. No to nie zły numer :-), pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. NIe bywam zbyt często w kinie. Wiele nietrafionych wyborów w ostatnich czasach zniechęciło mnie do odwiedzania tego przybytku, Jednak film "W imie" zrobił na mnie wrażenie

    OdpowiedzUsuń
  9. Z dużym zainteresowanie przeczytałam Twój post. Świetny!
    Niestety, rzadko ostatnio bywam w kinie...Nie przepadam za horrorami. Podobnie jak Lotka mocno wszystko przeżywam i denerwuję się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. :) My kobiety... chyba z natury jesteśmy emocjonalne. Sam zwrot: "kino mocnych wrażeń", "dla ludzi o silnych nerwach" często sugeruje kto ma być odbiorcą obrazu. Dla ludzi bez uczuć? Pewnie też nie. Ale jak widać niektórym, a zwłaszcza kobietom wystarcza mała dawka emocji :)

      Usuń
  10. Malgo568.bloog.pl13 grudnia 2013 11:15

    Horrorów nie, lubię spokojne filmy, po obejrzeniu, których nie muszę spać przy zapalonym świetle i budzić się spocona i wystraszona. Byłam dawno dawno temu na filmie kobieta kot czy wąż, za każdym razem gdy toto się pojawiało rozlegał się okropny świst czy coś tam innego, w każdym bądź razie, wbijał wszystkich w fotele, najpierw rzucał do góry, serce podskakiwało do gardła. Nigdy więcej. Gdybym to ja wiedziała, że to taki film, nie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak wspominam pewną bajkę, którą miałam wątpliwą przyjemność obejrzeć w kinie, w ramach tzw. "poranka dla dzieci". Jedną ze scen do dzisiaj pamiętam. A niby dzieci lubią się bać ;)

      Usuń
  11. Odbyłaś prawdziwy emocjonalny maraton... Myślę właśnie, ze czas najwyższy wybrać się do kina polecone przez Ciebie tytuły wklepuję i szybko je przeniknę
    :)
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała od czegoś rozpocząć tę ucztę, bo na drugie danie i deser nie starczyłoby czasu, to zaczęłabym od deseru: Konesera :)

      Usuń
  12. Ja czekam na kolejną część Hobbita. Dla mnie wyjście do kina, to niemal święto ;) a film pasjami lubie. Co się da nadrabiam online.
    Lubię kino skandynawskie. Swojego czasu Trier był jego ikoną i jego szkoła kręcenia " z ręki". Za horrorami nie przepadam, ale Trier własnie nakrecił serial "Królestwo ", który prócz horroru jest i dramatem i tragikomedią. Genialnie się to oglądąło. Oczywiście mówię o oryginale skandynawskim. Wersji amerykańskiej brakuje humoru i lekkości oryginału.
    Na koniec spytam się niedyskretnie kim był ów "hipster'?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, że wersje amerykańskie różnią się od skandynawskich. Ale dzięki nim, wielu ludzi trafia właśnie do skandynawskiego źródełka.
      Chociażby odkrywa Stiega Larssona.

      Usuń
    2. Co do Larssona, to jak zwykle nie ma porównania ;)

      Usuń
    3. A potem, to temat rzeka. Nie padły tu jeszcze takie nazwiska jak Bergman, Strinberg, Ibsen...

      Usuń
  13. Nie lubię horrorów... bo nie lubię się sztucznie bać. Jak już, to wolę bać się w rzeczywistości, gdyż wtedy mam wpływ na swój strach i mogę coś zadziałać, by go zniwelować, lub przynajmniej zmniejszyć. ;-)
    W ogóle do kina nie bardzo lubię chodzić. Takie wielkie zbiorowisko ludzi, często niepotrafiących się kulturalnie zachować, zniesmacza mnie. Dobre filmy wolę oglądać w zaciszu domowym... przy dobrej herbatce.
    Najbardziej kocham jednak książki i Teatr.
    Pozdrawiam serdecznie oraz dziękuję za wizytę! Halszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to sztuka oczyszcza. Kino to X Muza. Ja również nie przepadam za tłumami w kinie. Staram się dobierać takie dni, godziny, kiedy jest mała frekwencja. Może dlatego mnie zdziwiło tylu widzów podczas Obecności. Sposób zachowania ludzi w kinie, zależy niewątpliwie też od poziomu filmu, gatunku... Gdybym miała do wyboru książka, film, wybrałabym oczywiście książkę. Co wcale nie znaczy, że nie byłabym ciekawa jej ekranizacji, spektaklu. :)

      Usuń
  14. Kocham kino:) Kiedyś biegałam prawie na każdy polecany mi film,albo jeśli była to ekranizacja mojej ulubionej lektury.Niestety od pewnego czasu bardzo rzadko chodzę do kina z kilku powodów.Co do horroru i kryminału,od kilku lat niestety nie mogę,ani czytać,ani oglądać,bo to zbyt mocne na moje serducho.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no ja też nie biegam na wszystko co jest w kinie... Ale taka wisienka w deserze, od czasu do czasu powinna się znaleźć :)

      Usuń
  15. Dziękuję. Ty mi z kolei przypomniałaś smak i zapach smażonych okoni na boczku na blacie aluminiowym od menażki harcerskiej. A było to na spływie kajakowym Anno Domini 1972. Szlakiem Sorkwity do Ruciane Nida. Krutynią i Puszczą Piską. Płynąłem ze swoim ojcem. Przepiękne okolice, przepiękne dla mnie czasy......


    Głupia sprawa ale dawno w kinie nie byłem. bardzo dawno, żeby nie kłamać:) Najczęściej kiedyś w kinie bywałem jak chodziłem na wagary w liceum. To potrafiłem zaliczyć kilka seansów i LEKCJE SKOŃCZONE. Można bezpiecznie do domu wracać :) Filmy właściwie oglądam tylko w TV. Ale nie za często. Baaardzo mi się podoba ZIELONA MILA i rola właśnie Toma Hanksa
    W każdym razie recenzję napisałaś dobrze, łatwo się czyta i bez zbędnych egzaltacji.

    Pozdrawiam z filmu fabularnego co się życiem nazywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ciepłe słowa. Zielona mila oczywiście jestem na tak. Ale i Filadelfia, Terminal, że o kultowym Forrescie Gumpie nie wspomnę. Natomiast Ty, to nie film fabularny, tam u siebie na blogu tworzysz, ale dokument... :) Oczywiście wszyscy Ci przyznają rację, że życie pisze najlepsze scenariusze. Zresztą do wymienionej przeze mnie Obecności i Kapitana Philipsa napisało :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  16. Cieszę się, że tu wpadłam :)) ileż ja mam filmów do obejrzenia, ale horror sobie odpuszczę, bo zasypianie przy zapalonym świetle zupełnie mi nie wychodzi, pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wizytę i oczywiście ponownie zapraszam :)

      Usuń
  17. Kojarzy mi się tekst Andrzeja Zaorskiego i Mariana Kociniaka ' Fajny film wczoraj widziałem'
    I 'momenty' tam były w opowiadaniu.
    Twoje recenzje wzbogacone o 'rozmowy niekontrolowane' w kolejce po bilety są świetne.
    Horrorów nie lubię, lubię komedie romantyczne i filmy psychologiczne.
    Pozdrawiam bardzo cieplutko:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co do momentów. Czy były? :) Fajny film Jolu widziałam. I wtedy on poszedł do tego sklepu... A momenty były? :)
      Dziękuję za odwiedziny i powiem Ci, że pisząc tego posta, tak miałam go rozpocząć ;) Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Fajny film zawsze można obejrzeć.
      Ale z filmem i książką jest jak z gustami. Każdy lubi co innego.
      Tak mam nowego bloga, na który serdecznie zapraszam.
      To blog botaniczny będzie - moja pasja...
      A dlaczego zdjęcia do niego są w innej witrynie to oddzielna, długa historia.
      Pozdrawiam cieplutko:)))

      Usuń
  18. Gdańszczanka. Tak jak TurbonitroOtyliamotosport :) Coś w sobie macie. Tylko nie umiem tego określić. Poważnie. Bo często żartuję:)

    OdpowiedzUsuń
  19. pięknie prowadzisz tego blooga, a przede wszystkim inspirujesz czym można oczy i dusze zachwycić, cudownie mieć kogoś takiego, kto doradzi, pochwali i wskaże jakiś wartościowy obraz, dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, jaki tu przedświąteczny miód na moje serce spłynął. Dziękuję za te piękne słowa :)

      Usuń
  20. Witaj Tereniu ! Bardzo się cieszę ,że zajrzałaś na mojego blooga. Bardzo mnie się podobają Twoje blogi , są ciekawe. Lubię oglądać dobre filmy i myślę, że obejrzę ten film ,, Wilk z Wall Street.'' Ja prowadzę również innego bloga pod nazwą nowinkimarit.blogspot.com Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Małgosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szumnie powiedziane blogi. Ten jest tylko kontynuacją blogspotową mojego blooga z WP. Spakowałam ten kuferek jak Ty i wiele innych osób? Hm.
      Dziękuję za odwiedzinki i pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  21. Witaj :)
    Jestem z rewizytą. Mam mnóstwo propozycji filmowych godnych polecenia, a ich recenzje są na moim blogu- zapraszam :)
    Pozdrawiam mile :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzałam na Twojego bloga. Na razie wiem, że jest pełen rodzinnego ciepła, swoistej atencji. To taki pierwszy impuls. W recenzje filmów chętnie się w wolnej chwili wczytam i zapoznam z Twoimi propozycjami, opinią :)

      Usuń
  22. Jakkolwiek otoczona jestem światem książek, tak już obecność kina legła w moim życiu w... gruzach. Banalny powód - nie mam z kim pójść. Same nie wypada ;)
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie wypada samej? Jak nie możesz iść do kina, to idziesz na film ;) Po prostu :)

      Usuń
  23. Witaj, wpadłam z rewizytą. Dla mnie doskonały jest Twój blog masz "lekkie pióro". :) Z przyjemnością poczytałam i zaglądać zamierzam a nawet skrobnąć też czasem gdy tylko będę miała co powiedzieć.
    W kinie, oj dawno byłam, wolę teatr i książki o nich też piszę często u siebie.
    Ciepło pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wizytę, ciepłe słowo... I czekam na cenne uwagi, rozważania, burzę mózgów. Zawsze :)

      Usuń
  24. Czy wiesz, ze ostatnio byłam na Jak zostać Królem? no powiem, nie mam siły chodzić do kina, wolę mieć kino w domu, namiętnie oglądam na dvd, pozdrawiam
    i tu mogłabym wymienić kilka tytułów ale nie jestem na czasie, bo Służące, Dwoje do poprawki, to filmy pradawne ale dobre
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie takie stare te filmy. Sama całkiem niedawno oglądnęłam Jak zostać Królem? Pod pozostałymi tytułami też się podpisuję. Ten ostatni było mi dane obejrzeć w... autokarze :)

      Usuń
  25. Teresa !
    Zajrzyj do mnie na bloga ;-)
    Koniecznie ! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. !!!
      Idą Święta, idą Święta, a tam u Uli na blogu każda zwyciężczyni uśmiechnięta :)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że się cieszysz :)

      Czekam na maila z adresem :)
      Paczkę wyślę niestety dopiero po Świętach. Może dojdzie przed Nowym Rokiem? ;)

      Usuń
    3. Czy dostanę dane do wysyłki prezentu ? ;-)

      Usuń
  26. Przyjaźni nie definiuję. Najszczerszą przyjaźń czuję. Taką przyjaźń w sam raz :)

    OdpowiedzUsuń